Majonez życzy wesołych Świąt

Jadę na oparach optymizmu.

Kto pisze dialogi w mojej głowie? Chciałabym go zwolnić!

Każde pytanie zdradza odpowiedź – co jest dla ciebie ważne

Bóg kocha wolność!

Promocja! Dzisiaj papier toaletowy 20% taniej!

„Umarła na milczenie bliskość”
Paweł Wójcik

Myślę, więc mnie nie ma

„Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem”
Księga Rodzaju 28:16

„Wierność cieniom zgubnych złud”
JK

To klawiatura pisze. Ja jestem tylko narzędziem.

„Frustrat skargę śle, laureat pisze odę”
JK

Byłem idealnym rodzicem… do czasu gdy urodziło mi się pierwsze dziecko.

„Jej matka była aktorką wędrownej trupy, ojciec zaś trupem wędrownego aktora.”

Moje życie to nieprzyjemny dodatek do marzeń.

Łukasz nie śpiewał refrenów, bo nie lubił się powtarzać.

Bierność to czy zaufanie?

Czym się różni słoń od fortepianu? Fortepian można zasłonić, a słonia nie można zafortepianić

„A tam rosną poziomki”

Po celach do trupa

„Nasz uśmiech nie jest maską smutku,
a dobroć nie jest wyrzeczeniem.
I nawet więcej, niż są warci,
niekochających żałujemy.”

Wisława Szymborska

Behind your wire with nation złączym.

Czy fajtłapa to tyle co walcząca ręka?

Reklamy gwałcą mnie przez uszy.

Mówili mi „Nie biegaj po korytarzu!”
A ja mówię „Biegaj, bo kiedyś będziesz stary i gruby i nie będzie ci się chciało.”

„Niby pod prąd poginam. Ale czy to przekora jeszcze, czy już rutyna?”
Łona

Jak ludzie robią coś głupiego to prawdopodobnie chodzi o bezpieczeństwo.

Wszyscy się poświęćmy. Dla wspólnego dobra.

„Rzeczy, które robimy często, wchodzą nam w nawyk. Rzeczy, które robimy rzadko, przerażają nas.”

Jest różnica pomiędzy byciem nieskorym do mówienia, a byciem chorobliwie milczącym.

Idealnie znaczy po mojemu.

„Tylko dzieci to ludzie. Później się z tego wyrasta.”

Moje myśli to nie jest moja prywatna książka. To jest forum.

Czy życie człowieka to tylko funkcja przemieszczenia jego kończyn w czasie? Czy nie chodzi o coś więcej? O coś, co mamy w głowach?

Wszystko to za jaje gdy się z pracą nie rozstaję.

Dla muzyków: Cis Dis PiS

Nie umiem przekonać siebie samego, że chcę czegoś innego niż chcę.

Ćwiczę mięsień duszy

Prawica, lewica, odbytnica

Świat stoi przed tobą (p)otworem

Żadna godzina nie żyje dłużej niż 60 minut

Scrollowanie sfrustrowanie

To, co robi nauka, to jest nieustanne dochodzenie do reguł na podstawie przykładów.

Życie jest jak gra w Mastermind – zgadujesz, jakie kolory są po drugiej stronie.

Marzą mi się przygody, a tu praca.

Niełatwo się żyje, gdy się mieszka we dwoje w jednym miejscu, a wokół kibice krzyczą, co masz robić.

Moje mieszkanie to mój dom. Ale jest to też dom mojego kota. Jeśli on uważa, że coś powinno leżeć na ziemi, to może ma rację.

W teatrze życia gramy samych siebie.

Nieważne, co ja zrobię. Ważne, co Bóg zrobi.

Jeśli popełniam błędy to znaczy, że się uczę. Jeśli Bóg mnie karze to znaczy, że mu na mnie zależy.

„Czy w krwi masz szczęście? Zrób morfologię”
DKA, Nic o nas bez nas

Skóra mi twardnieje od chłosty?

Muchy są po to żeby koty miały się czym bawić.

Ważniejsze niż to żeby robić poprawnie jest to aby robić po swojemu.

Gdzie są moje skrzydła?

Tak się zastanawiam. Czy wyłączanie reklam na YouTube w sobotę to już praca?

Bóg boruje ząb mojej duszy. Bez znieczulenia.

Nie ma nic gorszego niż ludzie kierowani przyzwoitością.

Pchłassy Filisem

Raczej nie ustawiaj jako pin roku urodzenia Jezusa.

„Poprawianie zabija kreatywność”

Czy często masz ochotę zmieszać kogoś z błotem?

Słowa tną rzeczywistość jak pijany drwal kłodę.

Od milczenia do kłamstwa jest niedaleka droga.

Cenzurujesz to, co czujesz?

Diabeł ma bogatą ofertę. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Mama mówi: Będą się z ciebie śmiali. Bóg mówi: Niech spróbują.

Przekaz pisany to emanacja świata duchowego na fizyczny.

Dręczenia naszego codziennego odpuść nam dzisiaj.

Robię błędy! Robię błędy! Robię błędy!

Milczenie zabija

Uważam, że moje motta są bardzo mądre.

Luka w prawie jest wtedy, gdy litera prawa nie odzwierciedla ducha prawa.

W zdrowym duchu zdrowe ciało.

Są w życiu dobre i złe chwile. Z dobrych się ciesz, a złe przeczekaj.

Nie pozwól odebrać sobie marzeń logicznym argumentom

Na wpis zaprasza producent parówek z szynki.

Miłość to lek bez efektów ubocznych

Życie jest jak tort. Najpierw nie ma nic. Potem, jak się udekoruje, to jest rewelacyjny i sensacyjny; robi dobre wrażenie. Ale potem znika i nie ma go już.
Gracjan Roztocki

Dla czystych wszystko jest czyste, dla skalanych zaś i niewiernych nie ma nic czystego, lecz duch ich i sumienie są zbrukane.
List do Tytusa 1:15

Skąd dzieci mają tyle energii? One się po prostu nie przejmują tymi wszystkimi nieważnymi rzeczami, którymi dorośli przywykli się przejmować, takimi jak piasek w butach, mokry rękaw, czy czystość podłogi.

Dorośli! Gdyby wasze dzieci przejmowały się wszystkim, co do nich mówicie, to stałyby się takie jak wy. I nie mam złudzeń – w końcu się staną.

Któż porówna cierpienie dwóch różnych osób?

Bóg zna się na komputerach

Ja mam najwięcej pokory!

Według kota wszystko należy do kota.

„Sytość zabije nawykłych do głodu.”

„Nikt nie ma kontroli nad demonami, które czasem przychodzą pobroić.”

On wierzy, że ma ducha Bożego, co strzeżego.

‎Bóg naucza, diabeł przesadza

‎”Nie ma w górze głowy Bóg. Nie ma w dole Boga nóg.”

„Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was.”
List Jakuba 4:7

‎”Żałobne szumią tuje. Pompy nikt nie pompuje.”

„Jesus rose from the grave. And you can’t even get out of bed.”

Żeby dobrze wychować dziecko to trzeba samemu być dobrym

Myślę, że Bóg się śmieje za każdym razem gdy ktoś próbuje puścić cichacza

‎”A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich.”
Pierwszy list do Koryntian 15:2

‎”Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia”
Pierwszy list do Koryntian

Nie jestem pewien, czy chcę zjeść tego cukierka… Jak to wpłynie na losy wszechświata?

‎”Koń jest i zostanie” […]
w kontekście samochodów

„To jest okej czuć się nie okej.”
słowa nastolatki, która wyszła z depresji

To, że mam schizofrenię nie oznacza, że Boga nie ma.

Mam wrażenie, że im bardziej ludzie są zepsuci, tym większą wagę przykładają do stwarzania pozorów moralności.

‎Skoro martwi się nie żywią, to dlaczego żywi się martwią?

‎To z materii powstała świadomość, czy świadomość stworzyła materię?

Nauka może wyjaśnić wszystko, ale dalej nie wiesz, kto pociąga za sznurki.

Bóg stworzył świat w 7 dni. Ciekawe jak długo projektował.

Gruszki

  • Rest in Peace
    Opublikowano w: ,

    Zwrotka 1
    W czasie niedawnym byłeś ciekawym człowiekiem.
    Pytania miałeś rozsądne i błyskotliwe odpowiedzi.
    Królowałeś asertywnością i oryginalnym spojrzeniem.
    Lecz co dzisiaj? Co dzisiaj w tobie siedzi?

    Ref.
    A pastor powiedział. Co pastor powiedział?
    Co on na myśli miał?
    A pastor powiedział. Co pastor powiedział?
    Sprawdzę to w Biblii sam.
    A pastor powiedział. Co pastor powiedział?
    Przyznać muszę, że…
    A pastor powiedział. Co pastor powiedział?
    Chyba pomylił się.

    Zwrotka 2
    Negowałeś wszystko i racje miałeś własne.
    Nie bałeś się mówić, że coś się nie zgadza.
    Lecz teraz, gdy widzisz, że coś jest niejasne,
    Milcząco się zgadzasz. Milcząco się zgadzasz.

    Zwrotka 3
    Po latach nasiąkania, przebywania, urabiania,
    Choć nie jest to przecież żaden grzech,
    To stało się, że dostałeś w baniak,
    I teraz nad wszystko ty dobrze wiesz, że:

    Ref.
    A pastor powiedział. Co pastor powiedział?
    Co on na myśli miał?
    A pastor powiedział. Co pastor powiedział?
    Sprawdzę to w Biblii sam.
    A pastor powiedział. Co pastor powiedział?
    Jak do myślenia dał.
    A pastor powiedział. Co pastor powiedział?
    Pewnie rację miał.

    Aliktus – Rest in Peace

  • Nieoczekiwany morał
    Opublikowano w:

    „Jak sobie poradzić z pustką w głowie?” – tak zaczyna się dialog, który znalazłem gdzieś na dysku. Czytam go i czytam aż doszedłem do końca, który mnie oczarował. Spodobał mi się do tego stopnia, że postanowiłem go opublikować jako część uniwersum KaKiRu. A co to KaKiR, napiszę na końcu.

    Dialog

    Jak sobie poradzić z pustką w głowie? – Spytał Derelict swojego kumpla kimOna.

    Kurwa, nie wiem – Odparł.

    Bo widzisz – Ciągnął wielki mędrzec i niedoszły mag Derelict – chciałbym napisać opowiadanie, a nie wiem o czym.

    Spytaj starszych – Rzekł bezwzględny jeździec kimOn.

    Już pytałem

    I co?

    Powiedzieli mi, jak pisać opowiadania: że muszą być trzy akty, bohater, ciąg przyczynowo – skutkowy i przeszkody. Aha, i nie da się tego nauczyć.

    To co się da? – Dociekał kompan.

    Da się to wyćwiczyć. Tylko jednej rzeczy nie rozumiem.

    Tak? A jakiej – Spytał jeździec.

    Jak mam to ćwiczyć, skoro nie wiem, jak zacząć?

    Zacznij od „Dawno dawno temu w KaKiRze”

    To jest nudne. Rzygam już tym całym Kakirem.

    To zacznij tak: „Dawno dawno temu po przeciwnej stronie kuli ziemskiej niż KaKiR”

    Aha. A co to jest kula ziemska? Pecyna z błota?

    Nie. To taka wielka zmyślona kula, na której znajduje się ta wioska KaKiR

    Skąd wiesz, że Kakir znajduje się na kuli? To ja jestem tutaj mędrcem.

    Bo widzisz. Ty tylko myślisz, a ja przewędrowałem cały świat.

    Napisano: 19 marca 2019 roku

    Uniwersum KaKiRu

    Jest to legendarna kraina świata fantasy. Niewiele o niej wiadomo. Nieliczne wzmianki w literaturze dowodzą, że mieszkają tam ludzie używający szlachetnego języka, oraz jeździec kimOn, który ma to w dupie.

    Główną postacią, oprócz kimOna, jest Derelict, który mówi o sobie z przekąsem, że jest wielkim mędrcem i niedoszłym magiem.

    Akcja rozgrywa się w krainie, której nazwa jest akronimem rozwijającym się o tak: Księga Keduda i Rodnyda.

    I tutaj kończy się bajka, a zaczyna rzeczywistość. Jak byłem nastolatkiem, to dużo ludzi w moim wieku miało blogi. Na blogach były księgi gości, które nierzadko tętniły życiem.

    Wynika z tego, że Kakir to po prostu księga na blogu, o której lubiłem fantazjować i pisać krótkie opowiadania, które z resztą wciąż są na gruszkach w sekcji „Twórczość”.

    W tych opowiadaniach Derelict to ja, a kimOn, zwany też KiMoNem, to mój kolega z podwórka.

    Jeśli chodzi o mój tytuł: wielki mędrzec i niedoszły mag, to w istocie lubiłem myśleć i mędrkować. Faktycznie chciałem zostać magiem, choć dzisiaj cieszę się, że nim nie zostałem.

  • Dlaczego nie byłem na grupce?
    Opublikowano w:

    Co czwartek mamy w kościele spotkanie, na którym uczymy się i rozmawiamy. Bardzo te grupki lubię, jednak w tym tygodniu mnie nie było. Nie, żebym tego chciał. Był to po prostu efekt wybranej przeze mnie nieopatrznie drogi życiowej.

    Miałem załatwić jedną sprawę. Wyszło to nieoczekiwanie dzień przed. Policzyłem sobie, że mogę się tym zająć i na styk zdążyć na grupkę. Jechałem wtedy samochodem. Zjeżdżając z ronda miałem chęć aby ustawić się na prawym pasie za ciężarówką. Pomyślałem jednak, że lepszy będzie lewy pas, bo będę później skręcał w lewo.

    Wjechałem na lewy pas. Po 10 minutach stania w korku zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem nie popełniłem błędu. Po 30 minutach stwierdziłem, że trzeba było wjechać na prawy pas. Po godzinie uznałem, że zostanę tam, gdzie jestem, bo światła już blisko.

    I w ten sposób byłem godzinę do tyłu. Podarowałem sobie więc grupkę.

    Wybór drogi życiowej

    Skąd mogłem wiedzieć, że prawy pas idzie szybciej? Może mógłbym to jakoś wywnioskować, ale nie o to chodzi. Miałem wybór pomiędzy zrobieniem tego, co chcę, a zrobieniem tego, co mi nakazuje jakiś sposób myślenia. W Biblii jest napisane:

    Ufaj Panu z całego swego serca i nie polegaj na swoim rozumie.

    Przypowieści, 3:5

    Tak, pięknie, tylko skąd ja mam mieć pewność, że to jest słuszne? Czy za tym moim chceniem zawsze kryje się Bóg? I tutaj przyszła odpowiedź z nieba, która mnie zupełnie zaskoczyła:

    A musi?

    No tak. Czy za tym musi kryć się Bóg, aby tę ścieżkę wybrać? Czy nie jest wystarczającą zachętą wizja, że będę w końcu robił to, co chcę? Czy chrześcijaństwo nie polega właśnie na wolności? Bo tę ścieżkę, którą wybrałem dzisiaj, mam już przećwiczoną. To mam już wypróbowane. Ale jak by mi się żyło, gdybym wybrał teraz tę drugą?

    Może nie być łatwo. Mogę czasem nie odróżnić. Ale chodzi o ogólne nastawienie. Coraz bardziej skłaniam się ku temu, aby jednak tę nową ścieżkę wypróbować. Poznam siebie lepiej, a Bóg czuwa tak, czy siak.

    Szersza perspektywa

    To, co pisałem, dotyczyło tej sytuacji z korkiem. Ale czy nie można wyciągnąć szerszych wniosków? Na razie mój wniosek jest taki: Obojętnie, którą drogę wybiorę, dojdę do celu. Ale kierując się swoim rozumem będzie mi szło jak po grudzie i mogę przegapić fajne rzeczy. Mogę nie zdążyć, bo będę się zajmował naprawianiem skutków swoich niedoskonałych decyzji.

  • Super fajny dzień z Bogiem
    Opublikowano w:

    To było tak. Dowiedziałem się wczoraj, że mam dzisiaj załatwić sprawę w urzędzie. Zanieść jakieś papiery. Ale najpierw odebrać je od babci. A po wszystkim iść na grupkę w kościele.

    Połączyłem kropki i wyszło mi, że będę miał sporo wolnego czasu na mieście. Pomyślałem sobie:

    Ach, może Bóg zaingeruje i będę miał super fajny dzień z moim Panem.

    Bo przypomniał mi się mój pierwszy spacer z Bogiem. Było to w Poznaniu. Wracałem do swojego wynajmowanego pokoju, ale coś mi mówiło, żeby minąć budynek i iść dalej. Poszedłem i przeżyłem z Nim naprawdę miłe chwile.

    Dlatego teraz pomyślałem:

    Dobrze, Boże, to pomiędzy 15:30 a 18:00 będę miał czas tylko dla Ciebie.

    Początek

    Dzień zacząłem od kąpieli. Gdy leżałem w ciepłej wodzie, poczułem coś swoim duchowym zmysłem. Coś miłego. Jakby pocieszenie, ale nie do końca, bo przecież nie byłem smutny. Pomyślałem sobie, że dobrze się ten dzień zaczyna.

    Ale zaraz potem nadciągnęło coś, co w zasadzie jest symbolem całego dnia. Nadciągnął mianowicie smród. Wącham i wącham, a że mam koty nie od dziś, lecz od 10 lat, to z miną eksperta stwierdziłem:

    Gówno jest w kuwecie.

    Zacząłem się więc pospiesznie myć, płukać i suszyć aby jak najszybciej posprzątać ten syf.

    Środek

    Nie mogę powiedzieć, że nic mi się dzisiaj nie udało. Z łatwością załatwiłem sprawę w urzędzie. Następnie miał być ten czas z Bogiem. Pytam go więc, co mam robić, a on na to:

    Rób co chcesz.

    Więc zrobiłem, co chciałem. Poszedłem na obiad. Od dawna mam w myślach wspomnienie chińskiego kubka, który zawierał ryż, warzywa i kurczaka. Jadłem to raz kiedyś i było bardzo dobre.

    Wiedziony tym wspomnieniem poszedłem do restauracji o najbardziej chińsko brzmiącej nazwie. Dostałem kubek. Wyglądało jak makaron z tłuszczem. Gdybym miał się pokusić o dłuższy opis, z pewnością sięgnąłbym po dosadne słowo, które już raz w tej notce padło. Połowę wyrzuciłem tak jak stało prosto do śmieci razem z kubkiem i widelcem.

    Poszedłem do kościoła. Dwie godziny przed grupką. Okazało się jednak, że nie jest źle, bo za chwilę odbywać się będzie próba przed niedzielnym śpiewaniem. Miałem się więc gdzie podziać.

    Niestety podczas grupki byłem niezadowolony. Zjedzone paskudztwo wraz z niespełnionymi oczekiwaniami względem Boga robiło swoje. Nie podobało mi się nic, co tam mówili. Opowiadali okropne pierdoły i czekałem już tylko aż ta tortura się skończy.

    Skończyła się. Wyszedłem. Poszedłem do domu pieszo, bo gdy mam jakiś problem, to lubię go przechodzić, a problem ewidentnie był.

    Koniec

    Pomyślałem sobie, że skoro już idę pieszo, to wejdę do McDonald’s i zjem dla odmiany coś dobrego. Niestety, nie smakowało mi to, co zamówiłem, choć miało smak taki jak zawsze. Do tego kawa nalana z czubkiem, więc gdy otworzyłem pokrywkę, to mi się wylało to, co było w środku. A w środku miała być Latte, a była zwykła kawa z mlekiem.

    Tego było już za wiele. Wyszedłem i zacząłem rozmyślać. O co tutaj chodzi? Boże! Czy to jakieś Twoje żarty? Nie śmieszą mnie one, wiesz? Miał być dzień z Tobą, a jest wielkie Gie.

    Szedłem więc rozmyślając. Dlaczego nie jest tak, jak wtedy w Poznaniu? Boże! Przecież miałeś czas od 15:30 do 18:00. Dlaczego go nie wykorzystałeś?

    A może o to Ci chodzi? No tak! Mój pierwszy spacer z Tobą był Twoją inicjatywą. Powiedziałeś „Idź” i poszedłem. Nie spodziewałem się tego. To Ty wymyśliłeś. A tutaj… 15:30 do 18:00, czwartek, 5 października – czas z Bogiem.

    Chciałem Cię wpisać w kalendarz. Jednak Ty wysmyknąłeś się z mojego grafiku. Wysmyknąłeś się i rozlałeś mi kawę. Dałeś niedobre jedzenie i użyłeś kota żeby mi nasrał do kuwety.

    A jednak to ciche pocieszenie na samym początku. Jakbyś chciał powiedzieć „Jestem z tobą”.

    Chciałem mieć dzień z Bogiem i w gruncie rzeczy miałem, choć zupełnie inaczej, niż to sobie zaplanowałem.

    Ty masz zawsze swoje zdanie. Jesteś niezależny i robisz rzeczy po swojemu.

    Boże! Kocham Cię za to i dziękuję za dzisiejszy, pięknie z Tobą spędzony dzień.

  • Niespodzianki
    Opublikowano w:

    Życie przynosi wiele niespodzianek, a przy tym jest skonstruowane tak, że w danym miejscu wydaje się, że tak już będzie zawsze.

    Ja zacząłem od mieszkania w kamienicy. Miałem tam swoich przyjaciół. Chodziłem do szkoły. Tam dorastałem. Bywałem zakochany, bywałem też pijany. Słuchałem hip-hopu.

    Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że się wyprowadzę. Nie miałem pojęcia, że przyjaciele przeminą, przeminie szkoła, miłości, alkohol i muzyka, której słucham.

    Gdy już doszło do wyprowadzki, nie byłem zbyt zadowolony. Ale prawda jest taka, że to wydarzenie prawdopodobnie uchroniło mnie przed alkoholizmem oraz doszczętnym pomieszaniem zmysłów w patologicznym liceum.

    Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że poznam nowych przyjaciół, że będzie nowa szkoła, że poznam nowe zespoły i gatunki muzyczne.

    Nie wiedziałem.

    Zatem przyszło nowe liceum. Nowi znajomi. Poznałem koleżanki, z którymi do dziś tworzymy unikatowy na skalę świata zespół trzech singli. Pierwszy singiel jest o tym jak mi niedobrze, że jestem sam. Drugi to porywająca opowieść o pracy w administracji mieszkaniowej. Trzecim jest długi na sto zwrotek poemat o psie imieniem Ben.

    Ale nie wiedziałem wtedy jeszcze, że liceum minie. Dwa lata. Dwa lata, a ja miałem wrażanie jakby to było całe życie.

    Mieszkałem wtedy z rodzicami. Z bratem w jednym małym pokoju. Nie narzekałem. Fajnie było.

    Nie wiedziałem, że wyprowadzę się do Poznania na studia, że znów poznam nowych ludzi.

    Nie wiedziałem.

    Matura. Aplikacje. Nieoczywisty wybór. Poszedłem na studia. Poznań. I znów nowi ludzie, nowa muzyka, nowa technologia. Weszły smartfony.

    Poznałem wtedy Boga. Przyszedł delikatnie. Powiedział: Posłuchaj tej piosenki Martina Lechowicza. A potem jakoś doszły do mnie idee. Z idei do relacji. Z relacji do Królestwa Bożego.

    Myślałem, że będę w nim już na zawsze. Że będzie już co raz lepiej. Nie wiedziałem wtedy, jak bardzo się mylę. Nie wiedziałem, że za namową szemranych głosów wskoczę do rzeki.

    Nie wiedziałem.

    Zostałem zatem za swoją głupotę ukarany dożywociem brania leków na schizofrenię. Wciąż mam nadzieję, że za dobre sprawowanie ktoś mi skróci ten wymiar.

    To był najciemniejszy czas jaki przeżyłem z Bogiem. Próbowałem pościć, wymusić jakoś na Bogu aby do mnie wrócił. Potem miałem takie przebłyski, dzięki którym miałem świadomość, że Bóg mnie nie opuścił. Wiedziałem już, że to się kiedyś skończy.

    Choć droga była wtedy bardzo nudna, a czekanie było nieznośne, wiedziałem, że idę drogą ku lepszemu.

    Wiedziałem.

    Doszedłem więc do miejsca, gdy Bóg wrócił. Stał się bardziej wyraźny. Teraz mówił już wprost: „Cierpliwości. Czekaj.” Poznałem tam swój kościół. Nowi ludzie, nowe doznania, nowa muzyka. „Czekaj” zmieniło się w „Czekaj aż ci dam”, a o co chodzi, to już ja wiem.

    Wiem.

    Wiem, że dostanę to, o czym tak długo marzę. Ale najpierw musiały mi się zmienić priorytety, podejście, myślenie i zapewne masa innych, trudnych do uchwycenia spraw.

    Wiem to i czekam.

  • Odwyk Camp Boszkowo
    Opublikowano w:

    W tym roku będzie OdwykCamp. Chciałem nie jechać. Już się nakampowałem w poprzednim roku i mi wystarczy. Wpadłem jednak na super pomysł. A może by tak zabrać ze sobą Bogusia? Trzy dni to nie tak znowu dużo. Lokalizacja to Boszkowo. Trochę za Poznaniem, czyli też nie jakoś super daleko. Ta perspektywa bardzo mnie cieszy. Do 17 maja mamy się wpisywać na listę chętnych. Może coś z tego będzie.

    Ja, 5 maja 2023

    Ten Camp był inny niż pozostałe. Po raz pierwszy pojechałem z kimś. Miałem różne obawy. Że się nie dogadamy, że się nie sprawdzę jako, hmmm, powiedzmy „opiekun”. Jednak było tak fajnie, że aż sam się zdziwiłem.

    Okazuje się, że z 15-latkiem można sensownie pogadać. I, co mnie pozytywnie zaskoczyło, to to, że pytał. O pierdoły i o ważne sprawy.

    Przygotowania

    W tym roku nie potrzebowałem zrobić żadnych zakupów. Jedynie wysprzątać samochód i zadbać aby wszystko działało. Gdy już to zrobiłem, dostałem propozycję aby z kimś się zamienić i jechać lepszym autem. Ale co to za przygoda pojechać czymś, co po prostu jeździ?

    Ja tu mam Forda, rocznik 2001 i to jest frajda. A jak już o frajdzie mowa…

    Na kilka dni przed wyjazdem dopadł mnie stres związany z podróżą. Nieszczególnie jestem wyrobiony w jeżdżeniu. W czwartek była jednak grupka w kościele. Każdy się o coś modlił. Ja powiedziałem:

    Boże, spraw, aby podróż na ten obóz i z powrotem była dla mnie frajdą, a nie udręką.

    Nie chciałem się modlić o „bezpieczną podróż”, bo to nudne jak flaki z olejem. Nie chciałem się modlić żeby się nie bać, bo dla mnie to za mało. Ja chcę, aby podróż była częścią wydarzenia, a nie tylko smutną koniecznością.

    Po modlitwie przestałem się bać, a skutkiem ubocznym było to, że ludzie zaczęli pytać, co to za obóz. Gdy im powiedziałem, że to jest za Poznaniem, to zażądali abym im przywiózł pyry. Nie przywiozłem, szanowni bracia i siostry. Nie mam dla was pyr.

    Ośrodek

    Dojechaliśmy więc. Podróż była łatwa i przyjemna. GPS dowiózł perfekcyjnie. Na miejscu zjawiliśmy się parę minut po godzinie 7:00 i byliśmy pierwsi.

    Przywitał nas pracownik ośrodka, który od razu sprawnie znalazł kilka problemów. Na przykład, dlaczego mamy namiot 5-osobowy, skoro jest nas tylko dwóch. I że jak dalej tak pójdzie, to nie zmieścimy się tu wszyscy.

    O! W ogóle, okazało się, że jest tam masa przyczep kempingowych, które wyglądają na puste i chyba stoją tam cały rok. Człowiek, obok którego się rozbiliśmy powiedział, że mieszka tam od kwietnia do września już 25 lat. I tak też wygląda jego posesja, bo przed przyczepą ma pełno doniczek z kwiatkami.

    Niezręczność

    Sytuacja polegająca na tym, że byliśmy zmieszani z innymi ludźmi, przyniosła niespodziewany efekt. Chodzi o witanie się. Jeśli mijał mnie ktoś, kogo rozpoznaję, to nie było problemu. Ale jeśli kogoś nie poznaję, to jest pytanie: czy on jest z Odwyku, czy nie? Bo jeśli jest, a nie powiem mu cześć, to lipa. Zwłaszcza że bywa tak, że ktoś mnie poznaje, a ja jego nie.

    Była sytuacja, że ktoś się do mnie uśmiechnął, gdy mnie mijał, a ja na to nic. Zacząłem znowu o sobie źle myśleć. Do czasu, gdy zorientowałem się, co robię. Wtedy przestałem.

    Pływanie

    Obok nas rozbił się kolega, który dobrze pływa. Namówił mnie i kuzyna na kąpiel w jeziorze. Poszliśmy więc. Wykąpaliśmy się. Ja wyszedłem z wody pierwszy. Miałem jednak zamiar zostać na plaży. Na wszelki wypadek. Bo przed wyjazdem mama z babcią strasznie się martwiły o kwestię jeziora.

    Niestety, zachciało mi się kupę. A że już wcześniej bolał mnie brzuch, to wiedziałem, że to nie będzie zwykła kupa. Wiedziałem, że ona tak łatwo się nie podda i nie spocznie, póki ze mnie nie wyjdzie. A wyjść chciała już teraz.

    Miałem więc potworny dylemat. Bo mama mówiła „Tylko nie zostawiaj Bogusia w wodzie bez opieki”. Kupa jednak miała większą moc przekonywania. Gdy wróciłem, Boguś jeszcze żył i nie był utonięty, więc byłem cały szczęśliwy.

    Matematyka w Biblii

    W sobotę Hubert zaprosił wszystkich na prezentację. Chodziło o to, jak proroctwa biblijne się spełniają. Są tam jakieś liczby, które, gdy dobrze policzyć, dają zaskakująco dokładne wyniki. Proroctwa spełniają się z dokładnością do 2 lat. Jeden rok to był 32 n.e., gdy Jezus zaczął działalność, a drugi to był 1948, gdy powstało państwo Izrael. Wszystko to przewidziane grube wieki zanim się stało.

    Powiem szczerze, prezentacja mnie nie porwała. Hubert mówił z charyzmą, prostym językiem, ale treść chyba po prostu nie komponowała się z miejscem w życiu, w którym jestem. Miałem jedynie nadzieję, że mojemu kuzynowi to coś da.

    Następnego dnia rozmawiałem z kimś o tej prezentacji i ten ktoś powiedział coś o roku 32, a ja zapomniałem, że o tym roku była mowa, i mówię „chyba 48?” Jakże byłem zdumiony, gdy zobaczyłem, że Boguś lepiej rozumie sytuację ode mnie, bo powiedział „nie, nie, chodzi o 32”.

    Ognisko

    Tradycyjnie na Odwyk Campie było ognisko. Codziennie. Na pierwszym się zbyt dobrze nie bawiłem. A to przez kiełbaski. Kupiliśmy sobie paczkę kiełbasek. Jednak nie mieliśmy chęci ani sposobności żeby je upiec.

    Boguś siedział jakiś markotny i, choć potem orzekł, że tylko mi się zdawało, to ja cały czas myślałem, że on chce kiełbaskę z ogniska, a ja nie stanąłem na wysokości zadania i nie upiekłem.

    Drugie ognisko obfitowało w wydarzenia. Kuzyna tam nie było, bo poszedł spać. A ja pogadałem sobie z Irkiem. Zwierzyłem mu się z tego, że uważam swoje życie za mało ekscytujące. A on spytał dwie osoby, co jest najbardziej ekscytujące w ich życiu i obie odpowiedziały „relacja z Bogiem”. No dobra, dotarło do mnie.

    Mam jednak takie wrażenie, że jestem obojętny. Usłyszałem bowiem dwie informacje, które powinny mną wstrząsnąć, a tego nie zrobiły. I zastanawiam się, z czego to wynika.

    Dlaczego pijesz?

    To taki nasz slogan Odwykowy. Gdy siedzimy przy ognisku, ktoś zawsze przyniesie wino, kromkę chleba, i dzielimy się. Tak, jak powinno być, czyli pijemy z jednego kubeczka i łamiemy jedną kromkę. A do tego każdy z nas odpowiada na pytanie „Dlaczego pijesz?”

    Tu dowolność jest dość duża, bo można powiedzieć wszystko. Od opowiedzenia historii swojego nawrócenia, po „bo lubię”. Ja miałem kompletną pustkę w głowie. Nie wiedziałem, dlaczego piję. Jak to się zaczęło, że się nawróciłem? W końcu naprędce skleciłem jedno zdanie „Piję na pamiątkę tego, że Jezus umarł i zmartwychwstał” i poczułem się przez to trochę jak w kościele. Już widziałem oczami wyobraźni jak Martin komentuje taką wypowiedź.

    Tubylcy

    W dalszej części ogniska, byłem świadkiem jak przyszły trzy osoby spoza Odwyku i próbowały zrozumieć, co tutaj się dzieje. Jedna kobieta nie wiedziała, o co chodzi, bo ona jest tu już piąty rok i nigdy nas nie ma, a teraz jesteśmy. No nie do przejścia.

    Żądali też aby im zagrać coś na gitarze. Dostali, co chcieli, gdyż mamy tu świetnego gitarzystę, i to chyba nie jednego.

    Knajpy

    Wiem, że to może nie być ciekawe, ale gdzieś chcę się wyżalić. Jedzenie w dwóch najbliższych jadłodajniach było paskudne. Kopytka w barze, który się nazywa „Kopytko” były średnie, a powinny być do jasnej anielki genialne, skoro już są w nazwie baru. Kalafior był beznadziejny. Ja nie wiem, jakim cudem można spieprzyć kalafior? Dobrze tylko, że bar nie nazywa się „Kalafior”, choć może powinien.

    Byliśmy też w „Bistro na rogu”. Jedliśmy z Bogusiem kebab i w mojej osobistej skali mięso osiągnęło poziom 0/10. Wyglądało i smakowało jakby ktoś zmielił całą krowę wraz ze szczurem i miałem tylko nadzieję, że nie jest trujące, co, gdy przeczytaliśmy później opinie, okazało się wcale nie takie oczywiste.

    Co mnie najbardziej irytowało?

    Nikt mi nie zadał takiego pytania, więc na nie odpowiem: piasek w butach. W sandałach i w laczkach. Wszędzie piasek i brudne nogi.

    Na drugim miejscu są ptasie kupy oraz żywica, które spadały na nasz namiot.

    Co mi się najbardziej podobało?

    Było dużo rzeczy, które mi się podobały. Przez większość dnia mieliśmy na namiocie cień. Podłoże było równe. Rozmowy z moim kuzynem ciekawe i wesołe. Atmosfera luźna. Ale był taki jeden moment, o którym teraz napiszę.

    Wziąłem na Camp swoją książkę z pracami graficznymi. Pokazałem ją kuzynowi. A siedziała obok nas dziewczynka. Uczennica 5 klasy. I ona też zaczęła tą książkę oglądać. I czytała z zaciekawieniem.

    Zanim doczytała do końca, mama ją zawołała, bo już wyjeżdżali i na do widzenia powiedziała mi:

    Kiedyś to doczytam

    I to było najmilsze, co mi się tam przydarzyło.

    Zbieramy się do wyjścia

    Ustaliliśmy sobie z Bogusiem, o której chcemy wyjechać. Spakowaliśmy się więc i poszliśmy się pożegnać z niedobitkami. Była godzina 20:coś, gdy zawitaliśmy na plaży, gdzie siedział Martin z przyjaciółmi. Powiedział coś w stylu:

    O, Aliktus, cześć, fajnie że jesteś, bo nie pogadaliśmy sobie.

    A ja na to, że przyszliśmy się pożegnać. Wszyscy w śmiech. Ale jednak pogadaliśmy jeszcze trochę. Gdy towarzystwo zdecydowało, że idą w inne miejsce, spytali nas, czy też idziemy.

    I gdy tak patrzyłem na te znajome twarze, to poczułem, że ta chwila konkuruje z poprzednią o miano najmilszego, co mi się przydarzyło, więc poszliśmy z nimi.

    Ostatnia rozmowa

    Usiedliśmy sobie przy stole obok domku i zaczęliśmy rozmawiać. Wymieniłem parę słów z Martinem. Powiedziałem mu, że zastanawiam się, czy dobrze wykonuję polecenie „Czekaj”, które dostałem od Boga. Spytał, czy w tym poleceniu chodzi o to, żebym nie zaczynał sam nic większego.

    A ja parę dni temu dostałem rozwinięcie tego polecenia, które brzmi „Czekaj, aż ci dam”. W kontekście moich marzeń. Nie jestem jednak do końca pewny, czy to Bóg powiedział. Miałem też wątpliwości, co do reakcji Martina gdybym mu to powiedział, toteż wykręciłem się od odpowiedzi. Teraz jednak uważam, że głupio zrobiłem.

    Dowiedziałem się też, że sporo rzeczy mnie ominęło. Degustacja win, wspólne zdjęcie z odwykowymi koszulkami, no i chrzest. Ponoć ochrzciło się siedem osób. A mnie to ominęło, bo prawdopodobnie spałem.

    Droga powrotna

    Do domu wracaliśmy dwie godziny później niż zamierzaliśmy. Było już ciemno. Zastanawiałem się, jak sobie poradzę. Okazało się, że rzeczywiście trudniej w nocy ogarnąć, co się dzieje. Słabiej też widać literki na nawigacji w telefonie.

    Jechałem sobie drogą ekspresową i przypomniało mi się, że Jezus spał podczas burzy, gdy płynął łodzią ze swoją ekipą. I pomyślałem sobie, że śmiesznie by było gdyby Boguś teraz zasnął.

    Nie minęło dużo czasu jak zobaczyłem, że śpi. Uznałem to za przejaw wyjątkowego zaufania. Dla mnie było to poszerzenie horyzontów, bo zwykle to ja śpię, gdy ktoś prowadzi.

    Podsumowanko

    Zdumiewa mnie, że najwyraźniej Bóg uznał, że dorosłem do sytuacji, w której jestem w stanie nie tylko gdzieś pojechać, ale też wziąć kogoś ze sobą. Zastanawiam się, na ile rzeczy w życiu jeszcze będę gotów i jak fajnie będzie, gdy nadejdą.

    Mam trochę niedosyt rozmów. Chciałbym usiąść i pogadać z kimś tak osobiście. Jak z przyjacielem. Ale może to jest jedna z tych rzeczy, do których nie dorosłem. Miałem za to dużo rozmów z moim kuzynem. Atmosferę, która była między nami, uznaję za luźną i spokojną.

    Czas spędzony produktywnie. Nie zamieniłbym tego na nic, a na pewno nie na siedzenie w domu, choć ucieszyłem się, gdy już do niego dojechałem. I nawet przypomniał mi się mój kościół. Jakie to fajne, że jest. I nawet moja praca wydała mi się bardziej znośna.

    Camp trwał trzy dni: od 7 do 9 lipca 2023 roku.

  • Przemyślenia na sobotę
    Opublikowano w:

    Dzisiaj moi przyjaciele mieli chrzest. Swój własny, a nie małych dzieci, bo to sensowni przyjaciele są. No i była impreza i było fajnie i wesoło i w ogóle.

    Ale wróciłem do domu i zastał mnie tu mój własny, prywatny, osobisty, odwieczny smutek. Ale ja nie o tym. Bo miałem tu wśród tych emocji przemyślenia. Przemyślenia na sobotę.

    DNA tego świata

    Każdy żywy organizm ma program, który określa jak on działa. Pomijając różne ingerencje, wszystko, co się dzieje, jest efektem tego programu.

    A co jeśli cały świat ma jakieś DNA? Zapisane gdzieś w przestworzach. Może świat został stworzony z całym potencjałem wszystkich zdarzeń, jak łańcuszek klocków domino?

    Może księga życia, którą ma Bóg, w której są zapisane nasze imiona, nie jest książką telefoniczną, lecz fabularną? Może ona się rozwija każdego dnia jak żyjemy? Może Bóg czyta kolejne karty i staje się nasze życie? Może to wszystko jest już zapisane?

    Przyczyny i skutki

    Może życie to jedna wielka gra? Zabawa, która ma swoje zasady. Bóg zna te zasady, ale my możemy je tylko przeczuwać, doświadczać, ewentualnie przeczytać.

    Są pewne zasady rządzące światem. Na przykład:

    Pycha idzie przed upadkiem

    Ale jest ich więcej:

    Wybaczaj ludziom
    Módl się za rządzących
    Nie gniewaj się bez przyczyny
    Kochaj siebie, Boga i ludzi

    Są to mądre rady nie tylko dla chrześcijan. Mi naprawdę dużo pomogło jak przestałem się wściekać na rządy, prawo i ludzi.

    Dlaczego wymieniłem akurat takie zasady? Bo jeśli miałbym gdzieś szukać prawdy o świecie, to w Biblii. Taki mój wybór. Nie wierzę już w naukowców, lekarzy i specjalistów. To są tylko ludzie.

    Są więc zasady tego świata. Wskazówki, co robić aby dobrze na tym wyjść. Ale krążą też po świecie potworne kłamstwa, w które ludzie wierzą i są przez to nieszczęśliwi i nieszczęścia ich spotykają. Nieszczęścia, na które sami zasłużyli zgodnie z jakąś niepojętą regułą życia.

    Gra w karty

    Przyszło mi też do głowy żebyśmy się nie oskarżali o to, że coś zrobiliśmy nie tak, jak można by najlepiej. Bo nie zawsze mamy w dłoni kartę cierpliwości, kartę radości, kartę wyrozumiałości, uprzejmości, miłości. Czasem mamy tylko kartę złą i gorszą i coś trzeba zagrać.

    Nie przejmuj się! Będzie następna tura. Zawsze jest.

    Świat niematerialny

    Kiedyś jechałem sobie z mamą na działkę i nagle mówię do niej:

    Znalazłem dowód na istnienie świata niematerialnego.

    „Tak, jaki?”

    Otóż jest coś, co nas otacza. Coś, co ma zastosowanie na całej tej drodze, a tego nie widać.

    „Co to jest?”

    To ograniczenie do 40 km/h

    Jak ktoś mówi „Boga nie ma”, to używa do tego słów, które same z siebie są czymś niefizycznym. Jak ktoś mówi „duchy nie istnieją”, to mówi to, samemu będąc czymś więcej niż ciałem.

    Końcówka

    To takie moje przemyślenia na sobotę. Niektórym te moje przemyślenia się podobają. Zachęca mnie to, więc piszę.

  • Truskawka – dowód na istnienie Boga
    Opublikowano w:

    Siedzę sobie nad deserem. W palcach trzymam piękną, świeżą truskawkę, 10 zł za kilogram i mam refleksję:

    W ręku trzymam dowód na istnienie Boga.

    Jak to jest możliwe żeby w świecie, w którym wszystko daży tylko do tego aby przetrwać, powstała truskawka?

    Truskawka sama w sobie

    Rozumiem, że tam są nasionka i że ona się tak rozmnaża. Ale po co tyle tego miąższu? Po co to jest takie duże i smaczne? Czemu słodkie? I te nasionka ułożone tak równo i ten truskawkowy kształt całości. Niesamowite!

    Gdyby tym światem rządziła ewolucja, to truskawka byłaby niejadalna. Byłaby twarda i miałaby kolce. I nikt by nie mógł jej zjeść, bo co za interes ma truskawka w tym żeby ktoś ją zjadł?

    Rozmnażanie truskawki

    Ostatnio się zastanawiam, jak wielkie musimy mieć szczęście, że istniejemy. Co by było, gdyby pierwsza, powstała przypadkowo komórka, nie umiała się rozmnażać? Umarłaby po chwili i tyle by z tego było. A na kolejną czekalibyśmy miliony lat.

    Sam fakt, że powstał kod DNA i jednocześnie powstał mechanizm, który go powiela, jest już chyba cudem. I że to wszystko działa…

    Weźmy taką truskawkę. Do życia potrzebuje glebę, powietrze, wodę i słońce. I z tego rośnie owoc!

    Owoc ziemi

    Pewnego razu stałem sobie na ganku i patrzyłem na tą całą zieleń. I dotarło do mnie, że rośliny to mechanizmy przetwarzania tych czterech podstawowych rzeczy. A każda przetwarza je inaczej. I co innego z tego jest. Zawierają w sobie program, który wie jak to wszystko zrobić. I żyją tak sobie odkąd powstały i nie degenerują się.

    Kto patrzy

    A jeszcze bardziej niesamowite jest to, że ktoś spojrzał na te truskawki i coś o nich pomyślał. Jego rodzice musieli się zejść. Jak to możliwe, że powstały płcie? Dwa organizmy, tak różne, a jednak podobne, które się łączą i tworzą coś nowego? Ewolucja? Jak?

  • Shadows of Pears
    Opublikowano w:

    Jak to jest – może ktoś spytać – publikować takie rzeczy, jak ja? Odpowiem opisem szkicu, który kiedyś narysowałem. Jestem ja. W ręku trzymam miecz z napisem „opublikuj”. Wbijam go sobie w serce.

    Cykl produkcyjny notki

    Napiszę o tym. Tak, to super pomysł. Siadam, piszę. O tak! To super pomysł napisać o tym w ten sposób. Piszę. Mam wątpliwości, ale piszę. Dobra, mam napisane. Czytam pięć razy. Teraz godzina na publikowanie. Czy na pewno chcę to zrobić? Kursor oscyluje wokół przycisku. Naciskam i przesuwam, naciskam i przesuwam. W końcu i tak to robię. Wrzucam na gruszki, wrzucam na fejsa.

    Ta notka jest genialna.

    Idę robić coś innego. Jednak jest ten jeden wers. To jedno zdanie, które dźwięczy mi w głowie. Jak ja mogłem to napisać?

    Ta notka nie jest idealna.

    „Jak mogłeś to napisać? Tak się wywyższać! Chwalić się! Znieważać ludzi! Jak mogłeś upublicznić czyjeś słowa? Jak mogłeś to zrobić? Co ta notka miała na celu? Komu pomogła? Chyba jest do niczego.”

    Ta notka to dno.

    Może w ogóle przestanę pisać? Zamknę gruszki. Czy one w ogóle są jadalne? Czy to jest dobry owoc? Czy Bogu się podoba?

    Mój blog jest do dupy.

    Ale kto to ma ocenić? Jaki wziąć wyznacznik? Lajki? Komentarze? Czyje zdanie uznać za ważne? Moje? Boga? Czy kogoś innego? W końcu czytam notkę jeszcze raz.

    Nie jest taka zła

    O! Ktoś dał lajka. Jednego. Idę spać.

    Napiszę o tamtym. Tak, to super pomysł…

    Zalety pisania

    Ostatnio uczę się podejmować decyzje jak mężczyzna, czyli na własny rachunek. Poprzednia notka bardzo mi w tym pomogła. Cała z nią związana sytuacja nauczyła mnie też nie przejmować się tym, co ludzie myślą. Dalej mam trochę pietra, że czasem robię tu jakieś bydło na tych gruszkach. Ale chyba by mi ktoś powiedział, co?

    Gruszki – Duszki

    Jeśli Bóg jest ogrodnikiem, to pewnie dba o te gruszki. Może te głupoty, które piszę, też mają jakiś cel?

    Z drugiej strony, widzę jak na talerzu, kto mnie oskarża. Ten cudzysłów w pierwszym podrozdziale to od niego.

    Wszyscy to mają. Każdy z nas jest istotą duchową i do każdego duchy mogą mówić. Duchy czyste i nieczyste. Ja to przejrzałem już jako nastolatek. Wiedziałem, że nie jestem sam. Nikt nie jest.

  • Zaprawdę Pan jest na tym miejscu
    Opublikowano w:

    Dzisiaj jest bonusowy dzień wolny od pracy, więc w kościele zrobili sobie spotkanie na świeżym powietrzu. Zaprosili też inne kościoły, toteż pojechaliśmy tam z Waldkiem. Więcej chętnych nie było, ale to nic nie szkodzi, bo ja zaraz opowiem, co się działo.

    Wstęp

    Zdumiało mnie, że wioska, w której to się odbyło, jest zamieszkana przez tak wiele chrześcijańskich rodzin. A jeszcze bardziej, że niektóre znam.

    Dojechawszy, zaparkowaliśmy wśród traw i weszliśmy na obejście.

    Zrobiłem rundkę po okolicy i zainteresowało mnie wyposażenie ogniska. Ognia wprawdzie nie było, ale wokół utwardzonego okręgu stały ławki. Okazało się, że 30 lat temu służyły za siedzenie w kościele. Pytam: gdzie indziej mógłbym coś takiego zobaczyć?

    Pojedliśmy, popiliśmy i pogadaliśmy. Zdumiało mnie zachowanie ludzi. Nawet, gdy coś zrobiłem, w moich oczach nie tak, to nie zaburzyło relacji i ludzie nadal byli gotowi być uprzejmymi i jakby tych moich drobnych nietaktów nie zauważać.

    Przemowy

    Potem ludzie gadali do mikrofonu. Paru jakichś ważnych typków. Już się zastanawiałem, gdzie położyć się spać, gdy ktoś zaproponował aby oddać głos Kamili.

    Widać było różnicę. To, co ona mówiła, to nie było mini-kazanie. To była relacja człowieka, który naprawdę ma kontakt z Bogiem i żyje jego słowem. Ma wielką wiarę i chęci.

    Opowiadała o tym, jak zrobiła coś, co było śliskie moralnie, ale Bóg jej tak powiedział i zaufała.

    Mówiła też, że gniew jest grzechem i że Bóg ją pozbawił gniewu.

    Co o tym myślę?

    Waldek spodziewał się, że zabiorę głos w którymś momencie, ale myślę sobie „Nie będzie dwóch solistów na tej imprezie”. Z resztą, po tym, co mówiła Kamila, to co ja mam do powiedzenia?

    Zastanawiałem się, co ja bym zrobił, gdyby Bóg kazał mi zrobić coś, co wydaje mi się niemoralne. Myślę, że w pierwszym odruchu pomyślałbym „to nie Bóg” i uważam, że po tym, co przeżyłem, mam prawo do takich wątpliwości.

    Robiłem w życiu różne dziwne rzeczy, bo wydawało mi się, że Bóg mi tak mówi. Co ciekawe, nie wszystkich żałuję. Na przykład kiedyś chodziłem nago po szpitalnym korytarzu. Ale, z drugiej strony, hit mojego życia to skok do rzeki, którego konsekwencje ponoszę do dziś w postaci tabletek i zastrzyków, które regularnie przyjmuję.

    Są też rzeczy, które naprawdę były od Boga. Są obietnice i wyjaśnienia. I to słynne „Czekaj”, które rządzi moim życiem do dziś. A są też sprawy, które zawaliłem, bo choć były od Boga, to nie zrealizowałem.

    Myślę więc, że pierwsze, co bym zrobił, to upewnienie się, że to, co słyszę, to faktycznie Bóg. Ale jak ktoś mi opowiada o takich rzeczach, to ja zakładam, że on już to zrobił i wie.

    A gniew nie jest grzechem. W ogóle emocje nie są grzechem. To niedorzeczne. Jest napisane „Gniewajcie się, lecz nie grzeszcie”. Gdyby gniew był grzechem, to to zdanie nie miałoby sensu.

    Kamila powiedziała jednak coś prawdziwego. Gniewała się dużo na ludzi, bo umiłowała to. A potem przestała. Niestety popadła w drugą skrajność, a ja nie jestem zachwycony, gdy ktoś mówi, że nie jest w stanie się gniewać. Brzmi jak kastracja mózgu.

    Dlaczego?

    To jest pytanie, które padło: Dlaczego ludzie odchodzą z kościoła? Dlaczego opuszczają Boga?

    Więc ja myślę, panie Pastor, że to nie z ludźmi coś jest nie tak. Może to my robimy coś źle. Ja bym na przykład wolał więcej takich spotkań, na które przyszła taka Kamila.

    W ogóle dlaczego kościół ma wyglądać tak jak wygląda? Dlaczego niedziela? Dlaczego kazanie? Dlaczego piosenki? Dlaczego kawa?

    Może forma ludziom nie pasuje. Ja bym na przykład pojechał z kimś na spływ. Spędzić trochę czasu w kontekście innym niż kościelny. Gdzieś, gdzie będą też inni ludzie, a nie tylko chrześcijanie.

    Chciałbym robić z ludźmi inne rzeczy niż tylko śpiewać, modlić się, być nauczanym i tym podobne sprawy.

    Wolałbym więcej rozmów, ciekawych opowieści, spędzania razem czasu. To byłby kościół. Bo koncert i wykład można obejrzeć w internecie. Kiedyś były synagogi. I tam ludzie słuchali przemówień. Teraz kościół stał się taką synagogą. Może być nią też, ale dlaczego jako główny punkt programu? I dlaczego jeden facet ma przemawiać? Są ciekawsze formy jak rozmowa, wywiad, czy debata.

    Myślę więc, że to, że ktoś przestał chodzić do kościoła, to nie znaczy, że odwrócił się od Boga. A jak ktoś chodzi do kościoła, to nie znaczy, że ma kontakt z Bogiem. Dla mnie to są sprawy zupełnie rozłączne.

    Betel

    Zbór, który to organizował, a który przewinął się w moim życiu kilka razy, nazywa się Betel. I ja od niedawna wiem, co oznacza ta nazwa, bo natknąłem się na nią w Biblii.

    Jakub, syn Izaaka, syna Abrahama, wędrował sobie po ziemi, ale się zmęczył, więc poszedł spać. Przyśniło mu się otwarte niebo i aniołowie kręcący się po drabinie w te i we wte. Nazwał to miejsce Betel i powiedział:

    Zaprawdę, Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem.

    I ja mam wciąż nadzieję, że kiedyś się obudzę, spojrzę na swój pokój, dostanę objawienia i westchnę w zachwycie wypowiadając te słowa.

    Podsumowanie

    Na spotkaniu była więc jedna Kamila, o której warto napisać notkę. Ona opowiedziała świadectwo, podczas gdy wszyscy inni wygłosili kazanie. Nawet jeśli się myli, nawet jeśli coś źle słyszy, to jest całym sercem za Bogiem. Tak ja to widzę. I w tym bardzo przypomina mi mnie samego.

×