Majonez życzy wesołych Świąt

Jadę na oparach optymizmu.

Kto pisze dialogi w mojej głowie? Chciałabym go zwolnić!

Każde pytanie zdradza odpowiedź – co jest dla ciebie ważne

Bóg kocha wolność!

Promocja! Dzisiaj papier toaletowy 20% taniej!

„Umarła na milczenie bliskość”
Paweł Wójcik

Myślę, więc mnie nie ma

„Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem”
Księga Rodzaju 28:16

„Wierność cieniom zgubnych złud”
JK

To klawiatura pisze. Ja jestem tylko narzędziem.

„Frustrat skargę śle, laureat pisze odę”
JK

Byłem idealnym rodzicem… do czasu gdy urodziło mi się pierwsze dziecko.

„Jej matka była aktorką wędrownej trupy, ojciec zaś trupem wędrownego aktora.”

Moje życie to nieprzyjemny dodatek do marzeń.

Łukasz nie śpiewał refrenów, bo nie lubił się powtarzać.

Bierność to czy zaufanie?

Czym się różni słoń od fortepianu? Fortepian można zasłonić, a słonia nie można zafortepianić

„A tam rosną poziomki”

Po celach do trupa

„Nasz uśmiech nie jest maską smutku,
a dobroć nie jest wyrzeczeniem.
I nawet więcej, niż są warci,
niekochających żałujemy.”

Wisława Szymborska

Behind your wire with nation złączym.

Czy fajtłapa to tyle co walcząca ręka?

Reklamy gwałcą mnie przez uszy.

Mówili mi „Nie biegaj po korytarzu!”
A ja mówię „Biegaj, bo kiedyś będziesz stary i gruby i nie będzie ci się chciało.”

„Niby pod prąd poginam. Ale czy to przekora jeszcze, czy już rutyna?”
Łona

Jak ludzie robią coś głupiego to prawdopodobnie chodzi o bezpieczeństwo.

Wszyscy się poświęćmy. Dla wspólnego dobra.

„Rzeczy, które robimy często, wchodzą nam w nawyk. Rzeczy, które robimy rzadko, przerażają nas.”

Jest różnica pomiędzy byciem nieskorym do mówienia, a byciem chorobliwie milczącym.

Idealnie znaczy po mojemu.

„Tylko dzieci to ludzie. Później się z tego wyrasta.”

Moje myśli to nie jest moja prywatna książka. To jest forum.

Czy życie człowieka to tylko funkcja przemieszczenia jego kończyn w czasie? Czy nie chodzi o coś więcej? O coś, co mamy w głowach?

Wszystko to za jaje gdy się z pracą nie rozstaję.

Dla muzyków: Cis Dis PiS

Nie umiem przekonać siebie samego, że chcę czegoś innego niż chcę.

Ćwiczę mięsień duszy

Prawica, lewica, odbytnica

Świat stoi przed tobą (p)otworem

Żadna godzina nie żyje dłużej niż 60 minut

Scrollowanie sfrustrowanie

To, co robi nauka, to jest nieustanne dochodzenie do reguł na podstawie przykładów.

Życie jest jak gra w Mastermind – zgadujesz, jakie kolory są po drugiej stronie.

Marzą mi się przygody, a tu praca.

Niełatwo się żyje, gdy się mieszka we dwoje w jednym miejscu, a wokół kibice krzyczą, co masz robić.

Moje mieszkanie to mój dom. Ale jest to też dom mojego kota. Jeśli on uważa, że coś powinno leżeć na ziemi, to może ma rację.

W teatrze życia gramy samych siebie.

Nieważne, co ja zrobię. Ważne, co Bóg zrobi.

Jeśli popełniam błędy to znaczy, że się uczę. Jeśli Bóg mnie karze to znaczy, że mu na mnie zależy.

„Czy w krwi masz szczęście? Zrób morfologię”
DKA, Nic o nas bez nas

Skóra mi twardnieje od chłosty?

Muchy są po to żeby koty miały się czym bawić.

Ważniejsze niż to żeby robić poprawnie jest to aby robić po swojemu.

Gdzie są moje skrzydła?

Tak się zastanawiam. Czy wyłączanie reklam na YouTube w sobotę to już praca?

Bóg boruje ząb mojej duszy. Bez znieczulenia.

Nie ma nic gorszego niż ludzie kierowani przyzwoitością.

Pchłassy Filisem

Raczej nie ustawiaj jako pin roku urodzenia Jezusa.

„Poprawianie zabija kreatywność”

Czy często masz ochotę zmieszać kogoś z błotem?

Słowa tną rzeczywistość jak pijany drwal kłodę.

Od milczenia do kłamstwa jest niedaleka droga.

Cenzurujesz to, co czujesz?

Diabeł ma bogatą ofertę. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Mama mówi: Będą się z ciebie śmiali. Bóg mówi: Niech spróbują.

Przekaz pisany to emanacja świata duchowego na fizyczny.

Dręczenia naszego codziennego odpuść nam dzisiaj.

Robię błędy! Robię błędy! Robię błędy!

Milczenie zabija

Uważam, że moje motta są bardzo mądre.

Luka w prawie jest wtedy, gdy litera prawa nie odzwierciedla ducha prawa.

W zdrowym duchu zdrowe ciało.

Są w życiu dobre i złe chwile. Z dobrych się ciesz, a złe przeczekaj.

Nie pozwól odebrać sobie marzeń logicznym argumentom

Na wpis zaprasza producent parówek z szynki.

Miłość to lek bez efektów ubocznych

Życie jest jak tort. Najpierw nie ma nic. Potem, jak się udekoruje, to jest rewelacyjny i sensacyjny; robi dobre wrażenie. Ale potem znika i nie ma go już.
Gracjan Roztocki

Dla czystych wszystko jest czyste, dla skalanych zaś i niewiernych nie ma nic czystego, lecz duch ich i sumienie są zbrukane.
List do Tytusa 1:15

Skąd dzieci mają tyle energii? One się po prostu nie przejmują tymi wszystkimi nieważnymi rzeczami, którymi dorośli przywykli się przejmować, takimi jak piasek w butach, mokry rękaw, czy czystość podłogi.

Dorośli! Gdyby wasze dzieci przejmowały się wszystkim, co do nich mówicie, to stałyby się takie jak wy. I nie mam złudzeń – w końcu się staną.

Któż porówna cierpienie dwóch różnych osób?

Bóg zna się na komputerach

Ja mam najwięcej pokory!

Według kota wszystko należy do kota.

„Sytość zabije nawykłych do głodu.”

„Nikt nie ma kontroli nad demonami, które czasem przychodzą pobroić.”

On wierzy, że ma ducha Bożego, co strzeżego.

‎Bóg naucza, diabeł przesadza

‎”Nie ma w górze głowy Bóg. Nie ma w dole Boga nóg.”

„Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was.”
List Jakuba 4:7

‎”Żałobne szumią tuje. Pompy nikt nie pompuje.”

„Jesus rose from the grave. And you can’t even get out of bed.”

Żeby dobrze wychować dziecko to trzeba samemu być dobrym

Myślę, że Bóg się śmieje za każdym razem gdy ktoś próbuje puścić cichacza

‎”A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich.”
Pierwszy list do Koryntian 15:2

‎”Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia”
Pierwszy list do Koryntian

Nie jestem pewien, czy chcę zjeść tego cukierka… Jak to wpłynie na losy wszechświata?

‎”Koń jest i zostanie” […]
w kontekście samochodów

„To jest okej czuć się nie okej.”
słowa nastolatki, która wyszła z depresji

To, że mam schizofrenię nie oznacza, że Boga nie ma.

Mam wrażenie, że im bardziej ludzie są zepsuci, tym większą wagę przykładają do stwarzania pozorów moralności.

‎Skoro martwi się nie żywią, to dlaczego żywi się martwią?

‎To z materii powstała świadomość, czy świadomość stworzyła materię?

Nauka może wyjaśnić wszystko, ale dalej nie wiesz, kto pociąga za sznurki.

Bóg stworzył świat w 7 dni. Ciekawe jak długo projektował.

Gruszki

  • Mój kolega z kościoła
    Opublikowano w:

    Chodzę od jakiegoś czasu do kościoła. Sporo rzeczy mi się nie podoba, ale już się przyzwyczaiłem. Niedawno przyszedł jakiś nowy. Zaprzyjaźniliśmy się. Był całkiem normalny. Spędziliśmy razem trochę czasu poza budynkiem kościoła.

    Widziałem jak wszystko mu się tutaj podoba. Widziałem jego zapał i zaangażowanie. Pytania do pastora i chętnie słuchane odpowiedzi. Był całkiem normalny.

    Nie wiem, jak to się stało. Wczoraj byliśmy na spotkaniu modlitewnym. Tu o wszystko trzeba się pomodlić. Śpiewaliśmy. Stałem obok mojego kolegi. Stałem i nie śpiewałem oczywiście, bo nie miałem ochoty. Ale patrzę na kolegę i co widzę?

    Ręce uniesione, oczy zamglone, usta śpiewają słowa doniosłych pieśni. Wsiąkł. Śpiewał nawet takie pieśni, których ja nie znałem po latach uczęszczania do kościoła.

    Straciłem kolegę. Już nie jest normalny. Wsiąkł na dobre.

    Jednak spotkanie trwa. Pastor wytrawnie gra na gitarze. W sumie trochę nudno tutaj. Może pośpiewam?

    „Jezus! Jezus! Jezus!” – moje usta śpiewają słowa doniosłej pieśni. Ręce mam uniesione, oczy zamglone.

  • Co o sobie myślę?
    Opublikowano w:

    Wydaje mi się. W sumie nie wiem. To się wydarzyło przed chwilą. Ale mam wrażenie, że nastąpił przełom. Gdybym był w kościele, powiedziałbym:

    Bracia i siostry. Mam świadectwo. Bóg do mnie przemówił.

    I kontynuowałbym, że źle o sobie myślałem i Bóg to zmienił. Najpierw nakreślę, co o sobie myślałem.

    Podczłowiek

    „Czuję się jakbym nie był w pełni człowiekiem. Wciąż na coś czekam. Niby nasiono, które dopiero ma zakiełkować.”

    „Wiem, że uważanie siebie za śmiecia, nic niewartego podczłowieka, któremu nic nigdy nie wyjdzie, nie jest szlachetne.”

    „Gdybym uznał, że jestem kimś godnym podziwu… Lecz nie tak o sobie myślę. Jestem raczej godny pogardy.”

    „Nie jestem w stanie w tym momencie ot tak siebie pokochać.”

    „Gdy czytam, że jestem solą ziemi i światłością świata, to bierze mnie złość. Bo gdzie ja jestem solą ziemi i światłością świata? W którym miejscu?”

    „Ja zawsze byłem tym nieudacznikiem, któremu nic nie wyjdzie.”

    Co teraz?

    Nie wymyśliłem tego. To wszystko są cytaty z mojego pamiętnika. Z marca tego roku. I jest to dla mnie cenna diagnoza.

    Lecz Bóg do mnie przemówił. Powiedział mi, że myśląc tak o sobie, obrażam go. Bo to on jest moim nauczycielem.

    Miałem dotąd wypaczone pojęcie nauczyciela jako kogoś, kto wkłada do głowy wiedzę z danej dziedziny i wszystko inne ma w dupie. Jezus nie jest tego typu nauczycielem. On wziął mnie, całe moje życie i robi z nim porządek. On uczy mnie i kształtuje w każdym aspekcie. To on jest ogrodnikiem. Jeśli nie podoba mi się ogród, to czy nie jest to sprawa ogrodnika? Dlatego teraz…

    Myślę o sobie, że mam totalnie wygrane życie. Za ojca mam króla wszechświata. Prowadzi mnie najmądrzejsza, najsprytniejsza, najinteligentniejsza istota ze wszystkich istot.

    Czy to jest takie ważne, czy ktoś jest kiepskim uczniem pod okiem super-mistrza, czy jest pojętnym uczniem pod okiem super-mistrza?

    Zrobiło na mnie ogromne wrażenie to, jak bardzo taktownie i delikatnie Bóg poprowadził akcję mówienia mi tego. To były miesiące snucia tego wątku. Wszystko, co usłyszałem, począwszy od uświadomienia sobie, co o sobie myślę, prowadziło chytrze do tego punktu. I zrobione było tak abym uwierzył i nie załamał się jednocześnie. Wręcz przeciwnie, pomogło mi to. Czuję się z tym dużo lepiej.

  • Piknik rodzinny na Wyspie Młyńskiej
    Opublikowano w:

    Tak, proszę państwa. Odbył się. Niezbyt chętnie wyczekiwany, przez większość Bydgoszczan znienacka zastany, „Trzeci Piknik Rodzinny na Wyspie”. Inicjatywa kościołów zielonoświątkowych, które miały na celu uświadomić ludziom, że istnieją i ewentualnie, że żył kiedyś Jezus, że umarł, zmartwychwstał itp.

    Co było? Nic ciekawego. Choć nie zgodzi się z tym kilka setek dzieci, które zjeżdżały na dmuchanych zjeżdżalniach. Nie zgodzą się z tym też ci, którzy zjedli drożdżówkę i grochówkę. Inne zdanie mogą mieć ci, którzy lubią gospel, lub chrześcijański hip-hop.

    Moje spojrzenie

    Ale co było ciekawego dla ciebie? Dla mnie ciekawe były zupełnie niespodziewane spotkania z ludźmi. Toaleta, która miała być po 2,50 zł, a była za złotówkę. Chłopiec, który dopytywał się o dopuszczalne limity wagowe i wiekowe dzieci na zjeżdżalni.

    Ciekawa była rozmowa z jednym z ewangelizatorów. Dowiedziałem się, że ludzie raczej nie chcą słuchać o Bogu. Padło stwierdzenie, że jeżeli choć jedną osobę przekonaliśmy tym piknikiem do Jezusa to warto było. Mógłbym odpowiedzieć, że owszem, ale tylko jeżeli nie moglibyśmy zrobić zamiast tego nic, co przekonało by do Jezusa dwie osoby lub więcej.

    Przemyślenia i modlitwa

    Ciekawe było to, czego się dowiedziałem o sobie. A dowiedziałem się tego robiąc swoje, oraz chodząc z miejsca na miejsce. Byłem tam jako wolontariusz, ale miałem kupę wolnego czasu. Mieliśmy firmowe koszulki i identyfikatory.

    Gdy tak chodziłem, zauważyłem, że ciągle czekam aż ktoś mnie oceni i że boję się ludzi. W drodze do domu pomyślałem sobie, i nie powiedziałem tego na głos, ale piszę to teraz publicznie:

    Boże, ja nie chcę tak żyć!

    Czy warto było?

    Fajnie było pobyć z ludźmi w innym kontekście niż zwykle. W innym nawet niż w kawiarni czy pizzerii. Bo tutaj to my byliśmy aby służyć. I myślę, że to też był zamysł Boga, aby trochę mi w głowie poprzestawiać.

    Miałem pomagać w rozkładaniu i składaniu namiotów, a w trakcie dnia obsługiwać zjeżdżalnie. Okazało się jednak, że zjeżdżalnie obsłuży firma, co je przywiozła. Byłem tam potrzebny tylko przez godzinę aby robić za barierkę.

    Przy namiotach też się jakoś szczególnie nie namęczyłem. Trochę pomogłem tu i tam, ale mam wrażenie, że towarzystwo poradziłoby sobie beze mnie perfekcyjnie. Tylko co by było gdyby zabrakło 20 osób takich jak ja?

    Także warto było. Ale mam trochę żal do Boga, że nie wydarzyło się nic epickiego. Przed piknikiem najpierw się bałem, a potem przyszła ekscytacja i wiara w to, że wydarzy się coś superowego. Ale ostatecznie uważam, że gówno warte są te wszystkie emocje, bo nie pochodzą one od Boga.

  • Translola – Smutku mój
    Opublikowano w:

    To jedna z moich ulubionych piosenek. Tekst jest krótki, prosty i na temat. Dopiero teraz jednak, gdy zacząłem się w to wgłębiać, odkryłem, że jest to tłumaczenie wiersza p.t. „Печаль моя” rosyjskiej wokalistki i poetki punkowej Janki Diagilewej.

    Wiersz w oryginale można znaleźć tu:

    yanka.lenin.ru

    Trochę informacji

    Janka urodziła się w 1966 roku w Nowosybirsku i zmarła w 1991 roku w okolicach Nowosybirska. Dla rosyjskiej sceny niezależnej jest dziś jedną z najważniejszych postaci.

    wikipedia

    W jej piosenkach znajdziemy ludowe motywy, dziecięce wyliczanki, łamańce językowe, cytaty z radzieckich pieśni i filmów. Ich wymowa jest raczej ponura.

    blog-o-rosji

    „Piosenka została napisana w 1987 roku” – twierdzi Weronika Wilk przy okazji publikując swoje tłumaczenie tego wiersza. Dodaje, że piosenka ukazała się na płycie „Nekrofilia” zespołu Grażdanskaja Oborona.

    nieszuflada.pl

    Wykonanie Janki, po rosyjsku i z gitarką, można znaleźć tutaj:

    cloud.mail.ru

    Oraz tutaj:

    open.spotify.com

    Do rzeczy

    Piosenkę Transloli można odsłuchać na YouYube, o tu:

    youtu.be

    Fragment i jednocześnie esencja wiersza zawiera się w tych słowach:

    Powtarzam dziesięć razy i od nowa
    Nikt nie wie, jak mi jest chujowo
    Przejebane!

    Interpretacja

    Treść wiersza ujawnia złą kondycję psychiczną podmiotu lirycznego. Dystansuje się od adresata. Słowa „Nikt nie wie” można też przetłumaczyć jako „Nikt z was nie wie”. Zatem adresatem są ludzie znani podmiotowi.

    Można przypuszczać, że autor utożsamia się z podmiotem lirycznym. Dowodem na to jest to, że wspomniany we wierszu telewizor faktycznie istniał – w szkolnej sali od fizyki.

    yanka.lenin.ru

    Być może właśnie w szkole tkwi problem autora. Wylewa on swoją frustrację i żal. Nie wiadomo dokładnie, z jakiego powodu powstało to narzekanie. Jego uniwersalność jednak powoduje, że każdy, komu w życiu jest pomiędzy źle, a tak sobie, może się z nim utożsamić.

    Wiersz jest napisany w formie bardzo zaangażowanego wyznania. Poecie musiało bardzo zależeć na tym, aby zostać usłyszanym i zrozumianym, gdyż słowa zwrotki są powtórzone trzy razy, a słowo „Przejebane” aż szesnaście.

    To chyba wystarczająco dużo aby ktoś w końcu zrozumiał. Tak się jednak nie stało. Autor wiersza, Janka, miała najwyraźniej dość, bo w końcu popełniła samobójstwo.

    Wnioski

    Dla mnie osobisty wniosek z tego płynie dość smutny. Bo ja też piszę smutne wiersze. Janka napisała ich o wiele więcej, a ten jeden jest wyjątkowo dosadny. Czy miała rodzinę? Czy miała przyjaciół? Nie wiem. Ale nawet jeśli tak, to nikt jej nie pomógł. *

    Piosenka w wykonaniu Transloli jest dla mnie źródłem rozbawienia i humoru. Tak bardzo jest przerysowana, że trudno ją brać na poważnie. Do dziś jednak nie wiedziałem, że kryje się za nią ktoś wrażliwy i płodny w wiersze. Ktoś, kto niestety już nie żyje, bo został zaniedbany przez znajomych i przyjaciół. *

    * Tak napisałem półtora roku temu. Prawda jest jednak taka, że nie znam sytuacji i nie wiem nic o przyczynach śmierci autorki. Zostawiam to jednak dla potomności, bo choć nie ma tu prawdy o Jance, to pokazuje jak myślał Łukasz.

  • Jak nie żyć – poradnik
    Opublikowano w:

    Po pierwsze, wyprowadź się od rodziców. Znajdź sobie dziewczynę, z którą macie wspólne fundamenty życia. Naucz się języka. Albo kilku. Spędzaj swój czas produktywnie. Jeśli nie podoba ci się twoja praca, to naucz się czegoś pożytecznego i ją zmień. Nie narzekaj. Bierz życie we własne ręce i nie czekaj na cud.

    Prywata

    Tak wygląda to, co wiem. Lecz, gdy ktoś spojrzy na moje życie, uzna, że jest ono raczej poradnikiem „Jak nie żyć”, bo tak się składa, że wszystko robię odwrotnie.

    Zaczynając od fundamentalnego „nie czekaj na cud”. Tu mam konflikt interesów z samym sobą. Bo mógłbym wziąć życie we własne ręce, ale…! Nie na tym polega chrześcijaństwo.

    Robię co mogę ale wiem, że pewne rzeczy,… że większość rzeczy jest poza moim zasięgiem. Mogę tylko liczyć na Boga. Mógłbym zacząć wchodzić mu w kompetencje. Ale po co?

    Co znalazłem w Biblii?

    Kilka dni temu znalazłem w Biblii śmierć. Znalazłem ją w tym fragmencie:

    Ufaj PANU z całego swego serca i nie polegaj na swoim rozumie.

    Zważaj na niego we wszystkich swoich drogach, a on będzie prostować twoje ścieżki.

    Księga Przysłów 3:5-6

    Gdzie tutaj jest śmierć? Jak się przyjrzysz, to jest. Właśnie godzisz się na najgorsze. Przecież Bóg może cię pobudzić do zrobienia czegoś szalonego. Może ci powiedzieć żebyś rzucił pracę, żebyś się wyprowadził, sprzedał samochód, cokolwiek.

    Abraham zaufał Bogu i przez pewien czas zdawało się, że skończy się to śmiercią jego ukochanego syna, Izaaka. Bóg do tego nie dopuścił, ale to jest definicja tego, co znaczy „z całego serca”.

    We wtorek w pracy przeczytałem ten fragment i stwierdziłem, że ja tak chcę. Zobaczyłem nagle, że przy czajniku stoją kubki z gorącym napojem. Kubki były dwa. Tyle samo, co mam rąk. Wpadłem więc na pomysł, że wezmę te kubki i podam ich właścicielom.

    Pomysł szalony, ale spodobał mi się. Jednak opór przed zrobieniem tego był duży. Bo to jest coś, czego zwykle się nie robi. Coś, czego konsekwencje urastają w głowie do rangi śmierci.

    Dlatego mówię, że znalazłem w Biblii śmierć. Ale nie taką ostateczną, definitywną. Znalazłem śmierć, o której rozmawialiśmy niedawno w kościele.

    Jest w Biblii napisane, że jeśli ziarenko nie obumrze, to pozostanie tylko tym jednym ziarenkiem. Jednak jeśli umrze, to wyrosną z niego kłosy.

    I teraz wiem, o co chodzi. Po jednej stronie jest poleganie na rozumie. Życie bezpieczne i pod kontrolą. Z drugiej strony jest szalone zaufanie Bogu. Gdy przejdziesz przez tą granicę, ziarenko obumrze i wyda owoc.

    Po co piszę te notki?

    Z sentymentem wspominam swój pierwszy blog na platformie blog.pl. Pamiętam jak aktywowałem konto bez reklam SMS-em za 5 zł. To było dla mnie duże wydarzenie.

    Pamiętam cały ekosystem blogów moich znajomych i przyjaciół. Pamiętam księgi gości i komentarze kipiące życiem. Moje nastawienie, gdy pisałem co myślę i nie zastanawiałem się, czy kogoś to nie urazi, czy mi się to opłaca, czy mnie będą lubić. Nie miałem takich problemów. Albo ich nie pamiętam.

    To były czasy Gadu-Gadu. Do dziś brakuje mi tego. Mogłem wyrazić siebie i ustawić dowolnie smutny status. Albo napisać „– nowa notka –” i już wszyscy wiedzieli.

    Nie chcę mieć dużych zasięgów. Chcę mieć grono przyjaciół. Chcę się wygadać i pogadać. To ma być blog osobisty.

    Co dalej?

    Niestety internet się zmienia. Nie ma już ekosystemu blogów. Księgi i komentarze nie kipią już życiem. Moi znajomi nie mają już 15 lat i mnóstwa wolnego czasu na rozmowy.

    Z każdą notką zastanawiam się, czy to ma sens. Co to wniesie w życie kogoś innego? Po co komu dziesiąta notka z cyklu „Jak mi źle”? Ale nie dowiem się tego, bo nikt mi nie napisze nawet „Stary, mam tego dość!”

    Jednocześnie, dorosłem, dojrzałem, zmądrzałem i mam zdanie na różne tematy. Tak jak dzisiaj o tym fragmencie z Biblii. Zastanawiam się więc nad kierunkiem. Skoro blog osobisty już nie działa i nikogo to już nie kręci, to może zrobię innego bloga?

    Może blog o refleksjach biblijnych? Albo jakaś inna forma? Może będę robił grafiki pobudzające do myślenia, z możliwością komentowania, np. na Instagramie? Może Tik-Tok?

    A może już się zamknę i nie będę nic mówił? Może usunę gruszki, a co bardziej wartościowe rzeczy zacznę pisać na poludzku.com? Raczej tego nie zrobię, bo wybuchł bym. Chciałem tylko napisać, że takie rzeczy chodzą mi po głowie.

  • Kościół Wyzwolonych Penisów – opowiadanie, część 1
    Opublikowano w:

    – Witajcie telewidzowie, witaj publiczności, szczęść Boże, nasz gościu, czy raczej powinienem powiedzieć „Ojcze”?

    – Słuchaj, stary, ze szczęść Boże już nie trafiłeś stylistycznie, ale z Ojcem to przegiąłeś doktrynalnie.

    – Co?

    – Ojciec jest jeden, w niebie.

    – Haha! Niezły początek. Pozwól, że cię przedstawię. Naszym gościem dzisiaj jest założyciel Kościoła Wyzwolonych Penisów, pastor Stefan Wiśniewski.

    Pastor ukłonił się do publiczności i pomachał do kamery.

    – Co cię skłoniło do założenia Kościoła Wyzwolonych Penisów, i skąd, do diaska, ta śmieszna nazwa?

    – Na pewno nie śmieszniejsza od twojego „do diaska”, a wzięła się z potrzeby mojego serca.

    – Na pewno serca?

    – Tak. Gdy widziałem te rzesze młodych mężczyzn, którym zależy na Bogu i którzy chcą być w kościele, ale wszyscy im mówią, że masturbacja to grzech… Gdy widziałem ich zmagania z własną naturą, wieczne poczucie winy wpajane przez otoczenie… Po prostu nie mogłem na to patrzeć i…

    – I założyłeś kościół, w którym…

    Prowadzący spojrzał na kartkę i zaczął czytać.

    – „Potrafimy czytać ze zrozumieniem i rozróżniamy zabiegi retoryczne. Stosujemy to do Pisma Świętego. Dlatego nie wierzymy, że masturbacja i oglądanie pornografii to grzech. Jesteśmy zdania, że można patrzeć na ładne kobiety, nie będąc z tego powodu grzesznikiem. Poza tym, zrywamy z protestancką tradycją, w której używanie wulgarnych słów, palenie papierosów i używanie alkoholu są grzechem.”

    Chwila ciszy.

    – Piękne wyznanie wiary. Proszę powiedzieć, do czego was to doprowadziło?

    – Przede wszystkim, tak, walimy sobie konia, oglądamy panienki na ekranie i nie mamy z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Przyciągamy raczej młodych mężczyzn i chłopców, choć zdarzają się też kobiety szukające zupełnie nie pruderyjnych kandydatów na męża.

    – Na męża, tak, jasne! Chyba na numerek?

    – O nie! Może ci się zdawać, że jesteśmy bandą rozhasanych, rozhulanych i zupełnie niemoralnych seksualnie mężczyzn. Nic bardziej mylnego. Akceptujemy swoją seksualność, to tyle. Ale wiemy, gdzie są granice. Po prostu mamy je sensowniej poustawiane. Tak, żeby nie oszaleć. Zwłaszcza jak ktoś nie ma żony.

    – Co wtedy?

    – Wtedy może użyć ręki, ale ostatecznie i tak zalecamy znaleźć sobie żonę.

    – Dlaczego?

    – Ze względu na zdrowie psychiczne. Człowiek potrzebuje towarzystwa, intymności. Niektórzy lubią się przytulać. Samemu to trudne.

    – Można się przytulać do przyjaciół.

    – To nie to samo.

    Obaj się zamyślili. Po chwili dochodzi ich spoza kadru głos niesłyszany przez mikrofony: „Pytania od publiczności!”.

    – Pytania od publiczności! Pani w trzecim rzędzie, proszę.

    Obsługa podaje mikrofon starszej kobiecie.

    – Pan jest bezczelny! Pańskie wyznanie wiary mnie obraża. Co to znaczy, że czytamy ze zrozumieniem? Znam ten fragment z Biblii. Jezus wyraźnie powiedział, że kto pożądliwie spojrzy na kobietę, już dopuścił się cudzołóstwa. Ewangelia Mateusza 5:28.

    Na ekranach pojawia się cytat, a prowadzący odczytuje na głos.

    – „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie będziesz cudzołożył. Lecz ja wam mówię: Każdy, kto patrzy na kobietę, aby jej pożądać, już popełnił z nią cudzołóstwo w swoim sercu.” Stefan, jak z tego wybrniesz?

    – To bardzo proste. Jezus sam powiedział, że nie przyszedł zmienić prawa. Dlatego nie może nagle mówić, że grzechem jest coś, co przedtem nie było.

    – I to tyle?

    – Nie. Powiem ci coś, co bardzo lubię mówić w takich chwilach. „Zaprawdę powiadam wam: Każdy, kto patrzy na puchar, aby go pożądać, już w swym sercu stoi na podium.” Czy to, co powiedziałem, oznacza, że ten człowiek już wygrał zawody? Już nie musi ćwiczyć, starać się? Jak ci się wydaje?

    – Myślę, że to podium narazie jest tylko w jego wyobraźni. Musi się jeszcze sporo napracować.

    – Właśnie. Chodziło mi o to, aby każdy zrozumiał ten zabieg retoryczny, którego używa tu Jezus. Cudzołóstwo popełnione w sercu nie sprawia, że żona zdradza męża. Nie będzie z tego dzieci… chyba że też wymyślone. Mąż tej kobiety nie będzie cię gonił z siekierą za to, że na nią spojrzałeś… to znaczy, zazwyczaj.

    – Pytanie?

    Mikrofon otrzymuje młody chłopak.

    – A co z nie pożądaj? Dziewiąte przykazanie. Można zgrzeszyć myślą.

    Na ekranie wyświetla się napis:

    „Nie będziesz pragnął żony swego bliźniego ani nie będziesz pożądał domu swego bliźniego, ani jego pola, ani jego sługi czy służącej, ani jego wołu czy osła, ani żadnej rzeczy, która należy do twego bliźniego.”

    Księga Powtórzonego Prawa 5:21

    – Przede wszystkim, jest napisane „żony”, czyli na wolne można patrzeć i można pragnąć i można wziąć sobie za żonę.

    – Good point! Przepraszam, Stefan, kontynuuj.

    – Jest różnica między przykazaniami. Za „nie cudzołóż” jest śmierć, a za „nie pożądaj” nic. W moim odczuciu jest to raczej przykazanie, które chroni potencjalnego zboka i złodzieja, aby nie stał się rzeczywistym przestępcą. Poza tym, patrz, kilka wersetów dalej jest napisane, że jeśli kobieta krzyczała, to zabijesz tylko gwałciciela, a jeśli nie krzyczała, to ona też musi umrzeć.

    – To ciekawe. Powiesz nam, co z tego wynika?

    – Wynika pytanie: Czy jeżeli spojrzę na kobietę, to ona ma już krzyczeć, aby zachować życie?

    – Haha! Dobre!

    – Do tego uważam, że jeśli spojrzę pożądliwie na kobietę, to dopuszczam się złamania „nie pożądaj”, ale nie dopuszczam się „nie cudzołóż”. To jest dla mnie zupełnie jasne. Poza tym, podziwianie piękna to jeszcze nie pożądanie. Zwłaszcza, jeśli piękno jest wydrukowane, albo wyświetla się na monitorze. Bo wtedy do cudzołóstwa daleko.

    – Dziękuję za oglądanie naszego programu. Ciąg dalszy po przerwie.

  • The Sad Story
    Opublikowano w:

    Jesienny poranek budzi mnie chłodem i mglistym światłem wschodzącego słońca. Gorące kakao w moim ulubionym kubku paruje mi przed twarzą. W ręku kabanos i kawałek chleba. Siedzę w kuchni i patrzę przez okno na piękną przyrodę. Zamyślam się. Nagle na parapecie siada ptak.

    „Coś ty za jeden?” Myślę sobie. „Też jesteś sam, malutki?” Jednak na parapet siada drugi, ładniejszy.

    Przyglądam się ptakom. W ręku kakao. Nie mogę opanować wzruszenia. Ostatnio byle co wytrąca mnie z równowagi. Łzy płyną mi po policzku i spadają na suchy chleb.

    Już od dziesięciu lat mieszkam tu z mamą. Tyle się zmieniło, a jednak wszystko jest tak samo. Nie żebym był dzieckiem. Mam czterdzieści parę lat. Lekcje wszystkie odrobiłem. Zwłaszcza tę z samotności. Przećwiczyłem, ale nie mogę oddać kartki. Wciąż zapisuję na niej nowe rozdziały. O! Na przykład ten z listopada 2019 roku:

    Google szacuje moją płeć i wyświetla mi reklamę prezerwatyw. 10-letnia Inez zmienia status na „W związku”. Pewien grajek śpiewa „Rzewną balladę o pewnej porze roku”.

    Każda z tych rzeczy z osobna wprowadza mnie w nastrój smutku, żalu i rozrzewnienia. Niezaspokojone potrzeby dają o sobie znać.

    Nie uskarżam się. Jest to miłe uczucie, choć smutne. Jestem zadowolony, że nie mam nieślubnych dzieci, byłych żon i alimentów.

    Nie mam Bogu za złe, choć dobrze wiem, że to jego sprawka, że w moim życiu nie ma żadnych dziewczyn. Wiem, że on wszystko robi we właściwej kolejności. Ufam, że na wszystko przyjdzie czas.

    Łatwo mi było wtedy to napisać. Dziś coraz trudniej, gdy czas leci, ufać. Wczoraj w pracy szef mnie spytał, co mi jest, bo siedziałem przy biurku i płakałem. W uszach miałem słuchawki. Odpowiedziałem, że muzyka mnie wzruszyła.

    To prawda. W piosence był tekst: „Każdy z nas jest siewcą”. Pomyślałem sobie jednak, że nie każdy. Ja nie jestem. Moje nasienie idzie tylko w kibel. Smutny fakt wraz ze wzruszającą melodią zrobił swoje.

    A potem wróciłem do domu. I tak życie się toczy. Mijają dni. Mijają tygodnie. Mijają lata. A tu nic się nie zmienia. Tylko kolejne pokolenia ptaków siadają na tym parapecie.

    Disclaimer

    To opowiadanie to nie jest prawda. Tylko symulacja, co by było za jakieś osiem lat w najbardziej pesymistycznym wypadku. Choć np. cytat z 2019 roku jest prawdziwy. Napisałem to, bo w istocie jest mi akurat smutno i chciałem poćwiczyć wyobraźnię oraz poetycki styl. Dobrze mi to wyszło?

    Post Scriptum

    Gdy myślę o swojej sytuacji i porównuję ją z ludźmi, którzy mają żony i dzieci, to zawsze wkrada mi się taka myśl: „Czy ja jestem gorszy?” Z resztą nie tylko w tej dziedzinie. Gdy tylko jestem wśród ludzi, to zwykle jestem ten najmniejszy, nic nie znaczący, wiecznie smutny element.

    I, choć ludzie zapewniają mnie, że jest inaczej, mam wrażenie, że mógłbym zniknąć ze świata i nie zrobiłoby to żadnej różnicy. Podobnie z komplementami. Ktoś mi mówi, że zrobiłem dobrą robotę. Uśmiecham się i mówię dziękuję, lecz tak naprawdę nie dociera to do mnie. Te słowa przenikają przeze mnie jak przez powietrze. A może mi się wydaje?

    Gdy uświadamiam sobie to wszystko, to dociera do mnie, że coś mi jednak z Derelicta pozostało.

  • Nowy etap
    Opublikowano w:

    Wielki mędrzec i niedoszły mag Derelict chodzi jakiś struty. W zasadzie nie jest to nowość, on chodzi taki struty odkąd pamięta. Ale tym razem wyszedł struty na spacer ulicami małej wioski, w której obecnie przebywa.

    Poszedł więc aby domknąć magiczne pierścienie. Zrobił pięć okrążeń. Zrobił osiem okrążeń. Pierścienie już się domknęły, lecz mędrcowi było czegoś brak. Coś czuł żeby pójść więcej. Z drugiej strony, myśli sobie:

    Nie kuś losu. Pierścienie domknięte. Czas iść do domu.

    Gdy szedł dziesiąte okrążenie wokół wioski, uświadomił sobie coś bardzo ważnego. Zobaczył nagle, jak patrzył na świat dotychczas. To było coś, co cały czas szło z nim wszędzie, a czego nie był świadomy.

    Otóż każdą nadmiarową czynność postrzegał jako zagrożenie. Każde kolejne okrążenie to okazja aby mogło stać się coś złego. Każdy kolejny kilometr przejechany na starym rumaku, który pasł się w pobliżu jego posesji, to sposobność do wypadku lub innego nieszczęścia. Zupełnie jakby ktoś mówił:

    Nie przeciągaj struny.

    Zmiana myślenia

    I właśnie gdy to sobie uświadomił, nagle mu przeszło. Nagle odczuł ulgę i radość. To był mniej-więcej ten czas, gdy niedoszły mag wchodził w nowy etap swojego życia, choć nie było to wcale dobrze widoczne aż do pewnego wydarzenia.

    Pisałem już wcześniej, że nasza postać weszła w kontakt z najpotężniejszą istotą całego uniwersum, czyli z Bogiem. Nie ma w tym fajerwerków. Nie jest to coś nie wiadomo jak super ekscytującego.

    Jednak w okolicach tego momentu wielki mędrzec był bardzo szczęśliwy. Zobaczył wreszcie owoce nauki, której mu udzielał Bóg. Zobaczył, że stał się kimś innym, że inaczej się czuje i inaczej postępuje.

    I właśnie wtedy przyszedł ten Bóg i pyta:

    Jesteś gotowy na kolejny etap?

    Bez wahania Derelict odpowiedział:

    Tak, jestem.

    I to jest właśnie to, o czym chciałem dzisiaj napisać.

    Chęć do nauki

    Od wielu lat głównym pragnieniem mędrca jest nauka. Pragnie on uczyć się o wszystkim: o zasadach rządzących światem. O jego płaszczyźnie materialnej i niematerialnej, oraz o sobie samym. Wszystko chce wiedzieć i we wszystko wbić pazury swojego mózgu.

    A teraz to pytanie: „Czy chcesz się uczyć dalej?” Ba! A czy Harry Potter chce zniszczyć Voldemorta? Derelict wie, że to oznacza kolejną orkę. Kolejne lata raczej wysiłku niż zbierania plonów. I mówi: „Tak, super, jestem gotowy i podekscytowany”.

    I tak wielki mędrzec rozmawia z Bogiem. Bo bliżej mu dziś do proroka niż do maga. Choć kiedyś bardzo chciał czarować, dziś wie, że to nie jest całkiem wszystko jedno, skąd ma się moc.

  • Koncert Wojtka Szumańskiego, spotkanie z Ranko Ukulele i łażenie po Poznaniu
    Opublikowano w:

    Dwie fantastyczne doby spędziłem w miejscu, od którego wszystko się zaczęło. To w Poznaniu urodziły się zalążki mojej samodzielności. To w Poznaniu narodziłem się na nowo. To właśnie tam poznałem Boga, a teraz wyruszyłem aby znaleźć Go ponownie.

    Tło

    Zaczęło się od tego, że Ranko nagrała piosenkę o alpace imieniem Żaklin. Gdy ją usłyszałem, przyszedł mi do głowy pomysł na mini komiks z napisem „Żaklinam cię!”, w którym człowiek zmienia się w alpakę pod wpływem tego zaklęcia. Zrobiłem nawet koszulkę z takim nadrukiem.

    Pewnego dnia napisała do mnie Ranko i stwierdziła, że wyśle mi swoją płytę z piosenkami w nagrodę za to, że jestem jej „najdłużej trzymającym się patronem”. To ja stwierdziłem, że skoro jest taka dobra dla mnie, to też jej zrobię prezent i że komiks z żaklinaniem człowieka idealnie nada się na koszulkę dla niej.

    Przygotowania

    Trzeba było to wszystko zorganizować. Dać koszulkę do druku itp. Ostatecznie prezent zawierał jeszcze kilka innych rzeczy. Między innymi zaproszenie na stronę odwyk.com, gdzie Martin Lechowicz mówi o Bogu po ludzku. Prawdą jest, że nie miałem od początku takiego planu. Jakoś tak mi wyszło, łącząc dobre pomysły ze sobą.

    Całość przygotowań trwała od 19 czerwca, czyli około 4 miesiące, licząc do dnia spotkania się z Ranko, czyli do 27 października.

    Równoległa rzeczywistość

    W tym samym czasie narastała we mnie chęć odwiedzenia Poznania. Mam w tym mieście dużo, dużo wspomnień. Doświadczyłem tam Boga i dlatego teraz, kiedy tak bardzo czuję Jego niedobór, chciałem wrócić do tego miasta i zobaczyć… a nóż znowu Go znajdę?

    Pomyślałem sobie, że fajnie było by połączyć te dwie sprawy: wyjazd na koncert Ranko w celu wręczenia jej prezentu i wyjazd do Poznania w celu spotkania się z Bogiem.

    Zobaczyłem pewnego dnia, że inny wykonawca, którego lubię słuchać – Wojtek Szumański – ma koncert w Poznaniu i kto będzie robił za support? No pewnie, że Ranko. No to hop! Kupiłem bilet, zarezerwowałem sobie czas, zaklepałem przejazd pociągiem i czekałem z niecierpliwością na ten wyjazd.

    Ranko znika w kłębach dymu

    Powiedziała mi, że zagra tylko dwie piosenki, a potem zniknie w kłębach dymu. Potraktowałem to jako przenośnię, toteż zdziwiłem się niemało, gdy usiadłem pod sceną, a tam faktycznie zaczęli wpuszczać jakiś dym.

    Ale mniejsza o dym. Wchodzi jakaś dziewczyna i mówi, że jest „Werosława” i robi za support dla Wojtka. Już chciałem krzyczeć „Gdzie Ranko?”. Z niewiadomych powodów powstrzymałem się jednak i cierpiałem w ciszy, nie wiedząc, co się stało z Ranko.

    Bardzo jestem zadowolony, że usłyszałem na żywo „Idzie Grześ”, ale pomyślałem sobie, że poszukam kogoś, kto wie, dlaczego nie ma Ranko. Gdy jednak wyszedłem do pomieszczenia z barem, za stolikiem siedział kto? Tadam, tadam! Dziewczyna z ukulele we własnej osobie.

    Okazało się, że jej część występu będzie później. A ja po prostu nie wiedziałem, że ktoś może mieć dwa supproty.

    Uroczyste wręczenie prezentu

    Dałem jej paczuszkę, lekko wygniecioną po podróży w plecaku. Nawet papier prezentowy spodobał jej się tak bardzo, że starannie go poskładała. Żartowała, że śmiesznie tak przyjść na nie swój koncert i dostać prezent. W ogóle Ranko jest na żywo jeszcze fajniejsza niż przez internet. Bo nie stresuje się tak jak przed kamerą.

    Dostałem od niej przypinki, które poprzypinkowałem sobie do plecaka i dumnie je noszę dokądkolwiek idę.

    Dostałem jeszcze jeden prezent. Obietnicę, że założy te ciuchy na lajwie w niedzielę. Gdy to piszę jest niedziela. Widziałem, faktycznie ciuchy były założone. Fajne uczucie, gdy wiem, że w pewnym sensie jestem tam po tej drugiej stronie ekranu. Nie jako ja, nie jako moja twarz, lecz jako mój pomysł i wykonanie.

    Fejmy

    Nie będę zachowywał się jak jakiś fan… albo nie. Zachowam się jak fan i powiem, że widziałem na żywo Ranko Ukulele, rozmawiałem z nią, trzymałem w ręku jej ukulele. Wiem nawet jak złapać na nim a-moll.

    Wojtka też widziałem, uścisnąłem mu dłoń, podobnie jak jakieś sto osób przede mną. Podpisał mi się na płytce i na tym wrażenia się kończą. To, co będę opisywał dalej, nie ma już nic wspólnego z Ranko ani z koncertem Wojtka.

    Ręka Wielkiej Pomocy

    Siedziałem sobie na ławeczce, na Placu Wolności i patrzę, a zmierza ku mnie dziewczyna. Przyglądam się jej i widzę, że niesie jakąś skarbonkę. Tak, tak. Będzie chciała kasę na jakiś szlachetny cel.

    Podeszła, gadamy, i co się okazuje? Że zbiera kasę na rehabilitację jakiejś dziewczynki i że leczą ją już od czterech lat. „Kurde” – pomyślałem sobie – „przesrane”. I wtedy wpadła mi do głowy ta myśl:

    A może by się o nią pomodlić? Może dałoby się ją uzdrowić?

    Stanąłem przed wyborem. Zrobić coś dobrego, choć trudnego, czy dać jej jakiś pieniądz żeby sobie już poszła? No i ja niestety dałem jej ten pieniądz. Żałuję teraz, choć Bóg nie robi mi z tego powodu wyrzutów.

    A zrobiłem tak dlatego, że przyszedł mi do głowy jakiś głupi argument. I tu należy zacytować list do Rzymian:

    Odkrywam zatem pewne prawo. Otóż, gdy chcę czynić dobrze, narzuca mi się zło.

    Rz 7:21

    Jak ja dobrze rozumiem ten fragment!

    Dzień drugi – łażenie

    Zaplanowałem sobie, że będę cały dzień chodził po Poznaniu. Zwiedzę sobie wszystkie miejsca, które kiedyś miały dla mnie znaczenie. Tak naprawdę, chciałem przejść się jeszcze raz tą ścieżką, na której po raz pierwszy spotkałem Ducha Świętego w nadziei, że spotkam Go znowu. Myślałem, że to będzie ten czas i to miejsce, gdy wrócę z emigracji do Królestwa Bożego. Miałem przeczucie, że to się może udać.

    Zmierzam więc do tej ścieżki, a po drodze mam Politechnikę Poznańską. Kurde! Ale tu się pobudowało rzeczy! Pamiętam te czasy, pamiętam ten klimat.

    Idę dalej i jestem już przy tej ścieżce. Ale co to? Ścieżki nie ma! Jakiś remont, tory zdjęte, a zaraz obok jakaś wstrętna ulica i co? Centrum handlowe!? To żem sobie pochodził. Postanowiłem jednak dojść do osiedla, gdzie kiedyś mieszkałem, choćbym miał przejść tą wstrętną ulicą.

    Wspomnienia

    „Na tym osiedlu mieszkają chyba sami emeryci” – pomyślałem patrząc na przechodniów. Ruszyłem więc dalej w kierunku Osiedla Orła Białego. Od pierwszej stancji do ostatniej. Jakże moje życie się w tym czasie zmieniło!

    Pamiętam jak kiedyś kupiłem sobie rum. Potem wracałem ze sklepu pijany. Byłem po colę, czy coś, i na tym skrzyżowaniu, dokładnie na tym, na którym teraz stoję, krzyczałem przechwałki w puste wieczorne powietrze:

    Ja mam Boga, a wy nie!

    O! A przez to rondo jechałem kiedyś rowerem. Przywiozłem go pociągiem z Bydgoszczy. Jak przejeżdżałem, to mnie ktoś otrąbił. Nie wiem, dlaczego. Przecież mam takie samo prawo jechać po rondzie jak kierowca samochodu.

    Tego typu wspomnienia miałem, gdy kontynuowałem tę jakże przyjemną wycieczkę. Mimo niewątpliwych uroków sytuacji, nie wydarzyło się nic niezwykłego. Za to zachciało mi się kupę, siku, jeść i pić. Zobaczyłem na mapie, że McDonald’s jest niedaleko. Ale KFC jeszcze bliżej.

    Kto daje, a kto chce dostać?

    Zamówiłem sobie jakiś zestaw. Duże frytki, co wyglądają jak małe, ledwo ciepłe kawałki kurczaka i nieskończona ilość Pepsi zmieszanej z wodą.

    Do tej wątpliwej uczty dla ciała dodałem ucztę dla ducha. Otworzyłem Biblię. Nie pamiętam, czego tam szukałem, ale znalazłem w niej coś mądrego. Szło to mniej-więcej tak:

    Łaska zależy od darczyńcy, a nie od tego, kto chce mieć.

    Trzasnął mnie w łeb ten fragment, bo to jest to, co Bóg chciał mi powiedzieć tą całą wycieczką. Mogę coś robić, mogę się starać, wysilać się, stanąć na rzęsach, ale to nie ode mnie zależy, czy i kiedy Bóg mnie obdaruje swoją łaską, tyko od Niego. Bo to On ma, a nie ja.

    Takie proste, a takie odkrywcze. Szkoda tylko, że nie umiem odnaleźć tego fragmentu aby dokładnie zacytować.

    Duży, pusty pokój

    Skoro tyle już przeszedłem, to zrobię jeszcze okrążenie dookoła Malty i wracam do domu. A w domu, to znaczy w hostelu, miałem nowe przemyślenia.

    Miałem czteroosobowy pokój tylko dla siebie. Tak jakoś wyszło. I, gdy patrzyłem na te puste łóżka, stwierdziłem, że jest to jakiś symbol mojego życia. Nie, że konkretnie w tym momencie. Ten wyjazd był między mną a Bogiem. Miał być samotny. Ale ogólnie.

    Po co to wszystko?

    Zacząłem chodzić po pokoju i rozmyślać.

    Po co to wszystko? Czy nie mógł bym być po prostu szczęśliwy, jak na początku przygody z Bogiem? Po co te 10, czy 11 lat ciężkiej pracy, nauki i wysiłku? Po co te wszystkie błędy, które popełniłem?

    Ale w głębi siebie od początku wiedziałem, o co chodzi.

    Ten początkowy stan szczęścia utrzymywał się tylko dzięki Duchowi Świętemu. Ale ja nie byłem dzięki temu mądrzejszy. To On był we mnie wszystkim. A ja sam byłem słaby.

    Chodzi teraz o to aby dojść do tego pierwotnego stanu przepracowawszy wszystkie moje własne niedoskonałości. Tak, aby nie trzymał się tylko na zjawiskach ponadnaturalnych, ale też na tym, kim jestem sam z siebie.

    Jeśli Jezus nie powstał z martwych…

    Myślę sobie o tym wszystkim, czego w życiu żałuję. O tym wszystkim, co zrobiłem źle. Ale słucham przy okazji koncertu niemaGOtu i pada tam ten cytat:

    A jeśli Chrystus nie został wskrzeszony, daremna jest wasza wiara i nadal jesteście w swoich grzechach.

    1Kor 15:17

    Więc w drugą stronę – jeśli mówię, że żyję w grzechach, to tak jakbym powiedział, że Chrystus nie został wskrzeszony.

    Czyli nie żyję w grzechu, ale popełniam błędy. Strasznie to skomplikowane. A może to nie są wcale błędy? Może tak miało być?

    Bóg mnie takim stworzył

    Gdy tak chodziłem po tym Poznaniu, często bałem się, a to że ktoś mi coś ukradnie, a to że coś zgubię. Strasznie uprzykrza mi to życie. Ta ciągła ostrożność. Gdy już byłem w pokoju, pomyślałem sobie:

    Naprawdę, te kilka ubrań, kable i inne pierdoły, które mam w plecaku, są tyle warte? Opłaca mi się myśleć ciągle o tym?

    Ale jakoś nie mogę sobie z tym poradzić. I wtedy mnie olśniło. Przecież jest taki fragment:

    Jesteśmy bowiem jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych uczynków, które Bóg wcześniej przygotował, abyśmy w nich postępowali.

    Ef 2:10

    Zwykle, gdy go czytałem, prześlizgiwałem się nad początkiem: „Jesteśmy jego dziełem” Teraz jednak to do mnie dotarło. On mnie takim stworzył. A jest jeszcze inny fragment:

    Człowieku! Kimże ty jesteś, że prowadzisz spór z Bogiem? Czy naczynie gliniane może powiedzieć do tego, kto je ulepił: Dlaczego mnie takim uczyniłeś?

    Rz 9:20

    Dotarło do mnie. Tak, Bóg stworzył mnie, wraz z całą niedoskonałością; z tymi wszystkimi lękami; po to, abym je przezwyciężył i dzięki temu stał się kimś więcej niż jestem teraz.

    Ironia losu

    Myślałem sobie, co by było najgorszą karą dla człowieka, który ciągle się boi, że coś mu ukradną. I wymyśliłem: Żeby nigdy nikt mu nic nie ukradł. Tak. A on się całe życie bał. Uprzykrzało mu to egzystencję, nie mógł spać po nocach. Wszystko na próżno.

    Powrót do domu

    Jadę więc z powrotem do Bydgoszczy ślicznym InterCity elektrycznym i na ekraniku wyświetlają się filmiki. Na przykład taki, który promuje aby ludzie nie przechodzili przez dzikie przejścia przez tory. Na końcu pojawiło się motto:

    Ciągła ostrożność to nasza super moc.

    No nie! Tego już nie ścierpię. Nienawidzę ciągłej ostrożności. I żadna to super moc.

    W domu

    Wieczorkiem położyłem się i włączyłem YouTube. Wywiad z Adamem Zielińskim, tzn. z Łoną, takim raperem. Spytany, jak mu się powodzi w życiu, odpowiedział:

    Byłoby grzechem narzekać na mój los.

    I ja myślę o sobie dzisiaj to samo. Bóg mnie prowadzi przez życie. Jestem coraz bliżej swojego upragnionego celu. I co, że w Poznaniu nie było fajerwerków? Jest dobrze. Jest naprawdę dobrze.

    I myślę sobie, że to nie jest tak, że ja przyjechałem do Poznania spotkać się tam z Bogiem. To Bóg przyjechał do Poznania razem ze mną.

  • Grzech nas nie dotyczy
    Opublikowano w:

    Jest czwartkowy wieczór. Siedzę sobie na grupce, na kursie „Kroki do wolności w Chrystusie”, oglądam wykład i przychodzi mi nagle do głowy coś, co już znałem wcześniej, ale zostało mi przypomniane:

    Chrześcijanina nie dotyczy myślenie w kategoriach grzechu.

    Można to powiedzieć na różne sposoby. W Biblii jest napisane:

    Jesteśmy martwi dla grzechu.

    Rz 6:11

    I to jest bardzo obrazowe, bo jeżeli ktoś umiera, to przenosi się do innego wymiaru i już go tutaj nie ma. Nikt z żywych nie może na niego w żaden sposób wpłynąć. Tak samo z byciem martwym dla grzechu. Stare myślenie, myślenie według prawa, nie ma żadnego zastosowania dla uczniów Jezusa.

    Rozejrzałem się dokoła i spostrzegłem, że nie ma tu faktycznie żadnego grzechu. Co bym nie zrobił, to będzie dobrze. Ale to dopiero pierwsza dobra wiadomość.

    Bóg za przewodnika

    Pamiętam jak kiedyś, gdy idee chrześcijańskie i wolnościowe dopiero do mnie docierały, myślałem sobie tak:

    Oddam wszystko za 5 minut bycia wolnym.

    I dzisiaj jestem, bo jest to synonim nowego przymierza. Jestem wolny od grzechu. Od myślenia w tych kategoriach. Ale zaraz! Co ja zrobię z tą wolnością? Mogę zastanowić się, jakie mam cele w życiu i do nich dążyć. Ale mogę zrobić coś jeszcze. Bo, gdy już pogodziłem się z wolnością, stwierdziłem, że życie bez Boga jest bez sensu. I wtedy mówiłem sobie:

    Oddam wszystko za 5 minut życia z Bogiem.

    I tu jest ta druga dobra wiadomość. Bóg chce być moim, i twoim, przewodnikiem po życiu i nauczycielem. Ale już nie na zasadach takich, że to wolno, a tego nie wolno. Nie! On chce mieć z nami relacje. Z każdym z nas z osobna. A do tego Bóg to jest dokładnie ta osoba, która nas wszystkich stworzyła. Dlatego mogę stwierdzić, że życie z Bogiem oznacza bycie sobą. W nim jesteśmy wolni do bycia sobą.

    Duch i ciało

    To nie znaczy, że mogę teraz robić bez wahania, co mi się tylko podoba. A to dlatego, że są we mnie sprzeczności, które walczą ze sobą. Żeby wybrać cokolwiek, bywa że trzeba stoczyć walkę wewnętrzną. W Biblii jest napisane:

    Ciało pożąda przeciw duchowi a duch przeciwko ciału.

    Ga 5:17

    Czyli cokolwiek wybierzemy, potrzebna będzie moc i rozeznanie aby postąpić mądrze. I tego trzeba się nauczyć, niestety, samemu, popełniając własne błędy i będąc kierowanym i korygowanym przez Boga. Jeśli ktoś chce, oczywiście.

    Nie jest za późno

    A jeśli ktoś chce żyć z Bogiem, to już w Starym Testamencie jest napisane:

    A jeśli niegodziwy odwróci się od wszystkich swoich grzechów, które popełnił, będzie strzegł wszystkich moich ustaw i będzie czynił to, co prawe i sprawiedliwe, na pewno będzie żył, nie umrze;

    Żadne jego występki, których się dopuścił, nie będą mu wspominane. Będzie żył w swej sprawiedliwości, którą czynił.

    Czyż ja mam upodobanie w śmierci niegodziwego? — mówi Pan BÓG, a nie raczej w tym, aby się odwrócił od swoich dróg i żył?

    Ez 18:21-23

    Widzimy więc, że Bóg wcale nie chce nas wszystkich udupić. Wiele razy w Biblii jest to napisane. On chce żebyśmy żyli zdrowi i szczęśliwi i nie robili krzywdy innym. To tyle.

×