Przystojny młody mężczyzna siedzi przy komputerze. Pisze smutny wiersz za wierszem. Czasem skrobnie wpis o swoim życiu.
To jego rutyna. Zawsze ten sam stół. Ten sam ekran. To samo tło pokoju i ten sam wchodzący mu w paradę kot.
Łukasz! Chcesz pojechać na No Fear Camp?
Nie zapytał nikt, lecz mężczyzna odpowiedział modlitwą do Boga:
Jak znajdziesz mi kogoś do ogarnięcia moich sześciu kotów przez dziesięć dni, to pojadę.
Krótko później przyszła odpowiedź:
Nie będę ci nikogo szukał.
Do ostatniej chwili nie wiedział. Jaki to ma sens jechać 550 kilometrów na trzy dni? „Nigdy nie jechałem tak daleko samochodem jako kierowca.”
Boję się jechać
Przyznał. Lecz natychmiast przyszła kontramyśl:
A nie boisz się nie jechać?
Więc pojechał. Trzy dni na polu namiotowym. Obóz po obozie. Odwyk Camp jako Extra Time po obozie językowym.
Podróż
Wiedząc, że czeka go 6 godzin jazdy, Łukasz wyposażył się w atrakcyjną playlistę. Sześć godzin ciszy.
Skupiony na drodze, jechał. W połowie drogi, samochód mu przypomniał o postoju.
Pomyśl o zrobieniu przerwy
Powiedział samochód.
A co? Zmęczyłeś się?
Spytał mężczyzna. Ale nie kłócił się. Zjechał na najbliższą stację.
Powitania
Przyjechał punktualnie. Z dokładnością do trzech minut. Niczym czarno-czerwony rycerz na czarno-czerwonym koniu, zaparkował przed wejściem.
Wysiadł z samochodu i nie wiedział, co ze sobą zrobić. Służba powitalna dała ciała.
Martin nagrywał właśnie filmik jak ludzie „jeżdżą”, jak na koniu, na drogowskazie na Odwyk Camp.
Łukasz nie chciał przeszkadzać. Przywitał się tylko z Dominiką i poszedł szukać Irka.
Początki
– Cześć Irek!
– Cześć Aliktus!
– Rozbiłeś się już?
– Nie.
Więc Aliktus poszedł szukać dogodnego miejsca. Dobry człowiek pomógł w wyborze, a także w rozstawianiu namiotu i noszeniu rzeczy.
Jedzenie
Łukasz jest na diecie żebraczej. Polega to na tym, że wszystko może zjeść, ale niczego nie może sobie kupić.
Przyjechał z pewnym zapasem żywności, który dostał od babci, ale kto by chciał przez trzy dni jeść chleb z serem albo mielonką?
Dwa razy zjadł kiełbaskę z ogniska. Raz nawet dostał upieczoną.
Piwo 0%, które ktoś mu darował, przydało się bardzo. Posmakował bowiem MARMITE, które było ohydne.
Ostatniego dnia wydarzyła się sytuacja, która po raz kolejny utwierdza Łukasza w przekonaniu, że Bóg przyznaje się do jego diety.
Siedzieli wszyscy w jednym miejscu. Nagle Łukasz poszedł ogarniać swój namiot. Właśnie wtedy ludzie zamawiali sobie jedzenie. Gdy Łukasz wrócił, dowiedział się, że został bez szamy.
Przy odrobinie inicjatywy, Aliktus pozyskał jednak jedzenie. Dostał od każdego kawałek. A potem nawet był deser w postaci lodów.
Kryzys
Łukasz jak zwykle miał pewien problem żeby się odnaleźć w obozowej sytuacji. Jego braki w umiejętności komunikacji prowadziły go do alienacji.
Punkt kulminacyjny alienacji miał miejsce drugiego dnia. Łukasz poszedł do namiotu, wyciągnął z niego kocyk i położył się na trawie.
Leżał tak długo, chwilami zasypiając, aż o godzinie 15:55 dostał wiadomość od mamy z pytaniem:
Jak tam dziś u ciebie?
Łukasz z pewną dozą dyplomacji oraz dyskrecji, a także skrytości owiniętej w uprzejmość, odpowiedział:
Pogodnie
Jednak mama nie dała się zwieść. Znała te zagrywki swojego syna. Spytała więc wprost:
A dobrze się bawisz?
Łukasz zdecydował się na szaleńczy krok. Odpowiedział szczerze:
Nie
Pogadali sobie z mamą, a Aliktus miał myśli w stylu:
Już nigdy nie przyjadę na Odwyk Camp!
To był jego największy kryzys, bo w całej historii Odwyk Campów, jeszcze nigdy tak nie pomyślał.
Fajności
A potem minęło i było fajnie. Łukasz przyjechał na obóz przygotowany na to aby pochwalić się swoją twórczością. Rozdał kilka egzemplarzy „Poezji bazgranej” i pokazał swój album z nadrukami na koszulki.
Była tam dziewczyna, która też miała rysunki. Łukasz z przyjemnością oglądał jej szkice. Gdy wyjeżdżała, miał mały dylemat, bo nie przyszła się pożegnać.
Być może kiedyś Łukasz zamknąłby się w sobie z tej okazji, ale nie dziś. Poszedł jej szukać, a gdy znalazł, ona też się ucieszyła i pożegnali się serdecznie.
Były też rozmowy z Irkiem, z którym mieszkali w jednym namiocie. Uświadomił Łukaszowi, co robi źle w kwestii komunikacji.
Poszli więc do stołu i wywiązała się rozmowa z Bartkiem, który uświadomił Łukaszowi to, co już dawno wiedział, że jest coś takiego jak Cupsell, gdzie można wgrać swoje grafiki, a oni je nadrukują i sprzedają jako produkt. Łukasz słyszał też o alternatywach, o których postanowił dowiedzieć się więcej.
Ostatniego dnia grali w karty. Łukasz dołączył do gry, której wcześniej nie znał. I jak to się stało, że za każdym razem był wśród wygranych, tego sam nie wie.
Wyjazd
Ostatniego dnia było sprzątanie. Łukaszowi przypadło suszenie umytych naczyń i zanoszenie ich do domku. W miejscu, gdzie wycierał szmatą gary, świeciło wtedy słońce. W pewnym momencie wyczerpał się jego limit przebywania na słońcu, więc wrócił do cienia.
Nie mógł też zwinąć namiotu, bo był w pełnym świetle. Czekał więc aż cień obejmie ten teren.
Gdy to się stało, zaczął się zbierać. Skorzystał z oferowanej mu pomocy przy składaniu namiotu.
Po spakowaniu wszystkiego do samochodu, została niewielka grupka ludzi. To właśnie wtedy był żebrany posiłek z lodami i granie w karty.
Łukaszowi trudno było się rozstać z ludźmi.
Ten obóz ledwo skończył się zaczynać, a już zaczął się kończyć!
To zdanie wymyślił później, ale fakt, że gdy zaczął się dobrze bawić, obóz dobiegł końca.
Powrót
I tak, decyzję o powrocie podjął warunkową. Powiedział:
Panie Boże! Ja wyjeżdżam. Chcesz, to mnie zatrzymaj.
Nie zatrzymał go jednak. Czarno-czerwony rycerz na czarno-czerwonym koniu zakończył przebywanie w tym miejscu.
19 – 21 lipca 2025 roku, Gosprzydowa koło Gnojnika.
PS
Ja rzeczywiście zrobiłem ten sklep.
Napisz, na który motyw najbardziej czekasz, to będę miał motywację aby rozwijać sklep. Motywy znajdziesz na stronie głównej mojego gruszkowego imperium, czyli tutaj:



