Majonez życzy wesołych Świąt

Jadę na oparach optymizmu.

Kto pisze dialogi w mojej głowie? Chciałabym go zwolnić!

Każde pytanie zdradza odpowiedź – co jest dla ciebie ważne

Bóg kocha wolność!

Promocja! Dzisiaj papier toaletowy 20% taniej!

„Umarła na milczenie bliskość”
Paweł Wójcik

Myślę, więc mnie nie ma

„Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem”
Księga Rodzaju 28:16

„Wierność cieniom zgubnych złud”
JK

To klawiatura pisze. Ja jestem tylko narzędziem.

„Frustrat skargę śle, laureat pisze odę”
JK

Byłem idealnym rodzicem… do czasu gdy urodziło mi się pierwsze dziecko.

„Jej matka była aktorką wędrownej trupy, ojciec zaś trupem wędrownego aktora.”

Moje życie to nieprzyjemny dodatek do marzeń.

Łukasz nie śpiewał refrenów, bo nie lubił się powtarzać.

Bierność to czy zaufanie?

Czym się różni słoń od fortepianu? Fortepian można zasłonić, a słonia nie można zafortepianić

„A tam rosną poziomki”

Po celach do trupa

„Nasz uśmiech nie jest maską smutku,
a dobroć nie jest wyrzeczeniem.
I nawet więcej, niż są warci,
niekochających żałujemy.”

Wisława Szymborska

Behind your wire with nation złączym.

Czy fajtłapa to tyle co walcząca ręka?

Reklamy gwałcą mnie przez uszy.

Mówili mi „Nie biegaj po korytarzu!”
A ja mówię „Biegaj, bo kiedyś będziesz stary i gruby i nie będzie ci się chciało.”

„Niby pod prąd poginam. Ale czy to przekora jeszcze, czy już rutyna?”
Łona

Jak ludzie robią coś głupiego to prawdopodobnie chodzi o bezpieczeństwo.

Wszyscy się poświęćmy. Dla wspólnego dobra.

„Rzeczy, które robimy często, wchodzą nam w nawyk. Rzeczy, które robimy rzadko, przerażają nas.”

Jest różnica pomiędzy byciem nieskorym do mówienia, a byciem chorobliwie milczącym.

Idealnie znaczy po mojemu.

„Tylko dzieci to ludzie. Później się z tego wyrasta.”

Moje myśli to nie jest moja prywatna książka. To jest forum.

Czy życie człowieka to tylko funkcja przemieszczenia jego kończyn w czasie? Czy nie chodzi o coś więcej? O coś, co mamy w głowach?

Wszystko to za jaje gdy się z pracą nie rozstaję.

Dla muzyków: Cis Dis PiS

Nie umiem przekonać siebie samego, że chcę czegoś innego niż chcę.

Ćwiczę mięsień duszy

Prawica, lewica, odbytnica

Świat stoi przed tobą (p)otworem

Żadna godzina nie żyje dłużej niż 60 minut

Scrollowanie sfrustrowanie

To, co robi nauka, to jest nieustanne dochodzenie do reguł na podstawie przykładów.

Życie jest jak gra w Mastermind – zgadujesz, jakie kolory są po drugiej stronie.

Marzą mi się przygody, a tu praca.

Niełatwo się żyje, gdy się mieszka we dwoje w jednym miejscu, a wokół kibice krzyczą, co masz robić.

Moje mieszkanie to mój dom. Ale jest to też dom mojego kota. Jeśli on uważa, że coś powinno leżeć na ziemi, to może ma rację.

W teatrze życia gramy samych siebie.

Nieważne, co ja zrobię. Ważne, co Bóg zrobi.

Jeśli popełniam błędy to znaczy, że się uczę. Jeśli Bóg mnie karze to znaczy, że mu na mnie zależy.

„Czy w krwi masz szczęście? Zrób morfologię”
DKA, Nic o nas bez nas

Skóra mi twardnieje od chłosty?

Muchy są po to żeby koty miały się czym bawić.

Ważniejsze niż to żeby robić poprawnie jest to aby robić po swojemu.

Gdzie są moje skrzydła?

Tak się zastanawiam. Czy wyłączanie reklam na YouTube w sobotę to już praca?

Bóg boruje ząb mojej duszy. Bez znieczulenia.

Nie ma nic gorszego niż ludzie kierowani przyzwoitością.

Pchłassy Filisem

Raczej nie ustawiaj jako pin roku urodzenia Jezusa.

„Poprawianie zabija kreatywność”

Czy często masz ochotę zmieszać kogoś z błotem?

Słowa tną rzeczywistość jak pijany drwal kłodę.

Od milczenia do kłamstwa jest niedaleka droga.

Cenzurujesz to, co czujesz?

Diabeł ma bogatą ofertę. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Mama mówi: Będą się z ciebie śmiali. Bóg mówi: Niech spróbują.

Przekaz pisany to emanacja świata duchowego na fizyczny.

Dręczenia naszego codziennego odpuść nam dzisiaj.

Robię błędy! Robię błędy! Robię błędy!

Milczenie zabija

Uważam, że moje motta są bardzo mądre.

Luka w prawie jest wtedy, gdy litera prawa nie odzwierciedla ducha prawa.

W zdrowym duchu zdrowe ciało.

Są w życiu dobre i złe chwile. Z dobrych się ciesz, a złe przeczekaj.

Nie pozwól odebrać sobie marzeń logicznym argumentom

Na wpis zaprasza producent parówek z szynki.

Miłość to lek bez efektów ubocznych

Życie jest jak tort. Najpierw nie ma nic. Potem, jak się udekoruje, to jest rewelacyjny i sensacyjny; robi dobre wrażenie. Ale potem znika i nie ma go już.
Gracjan Roztocki

Dla czystych wszystko jest czyste, dla skalanych zaś i niewiernych nie ma nic czystego, lecz duch ich i sumienie są zbrukane.
List do Tytusa 1:15

Skąd dzieci mają tyle energii? One się po prostu nie przejmują tymi wszystkimi nieważnymi rzeczami, którymi dorośli przywykli się przejmować, takimi jak piasek w butach, mokry rękaw, czy czystość podłogi.

Dorośli! Gdyby wasze dzieci przejmowały się wszystkim, co do nich mówicie, to stałyby się takie jak wy. I nie mam złudzeń – w końcu się staną.

Któż porówna cierpienie dwóch różnych osób?

Bóg zna się na komputerach

Ja mam najwięcej pokory!

Według kota wszystko należy do kota.

„Sytość zabije nawykłych do głodu.”

„Nikt nie ma kontroli nad demonami, które czasem przychodzą pobroić.”

On wierzy, że ma ducha Bożego, co strzeżego.

‎Bóg naucza, diabeł przesadza

‎”Nie ma w górze głowy Bóg. Nie ma w dole Boga nóg.”

„Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was.”
List Jakuba 4:7

‎”Żałobne szumią tuje. Pompy nikt nie pompuje.”

„Jesus rose from the grave. And you can’t even get out of bed.”

Żeby dobrze wychować dziecko to trzeba samemu być dobrym

Myślę, że Bóg się śmieje za każdym razem gdy ktoś próbuje puścić cichacza

‎”A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich.”
Pierwszy list do Koryntian 15:2

‎”Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia”
Pierwszy list do Koryntian

Nie jestem pewien, czy chcę zjeść tego cukierka… Jak to wpłynie na losy wszechświata?

‎”Koń jest i zostanie” […]
w kontekście samochodów

„To jest okej czuć się nie okej.”
słowa nastolatki, która wyszła z depresji

To, że mam schizofrenię nie oznacza, że Boga nie ma.

Mam wrażenie, że im bardziej ludzie są zepsuci, tym większą wagę przykładają do stwarzania pozorów moralności.

‎Skoro martwi się nie żywią, to dlaczego żywi się martwią?

‎To z materii powstała świadomość, czy świadomość stworzyła materię?

Nauka może wyjaśnić wszystko, ale dalej nie wiesz, kto pociąga za sznurki.

Bóg stworzył świat w 7 dni. Ciekawe jak długo projektował.

kupa

  • Męski Rejs – Mazury ’26
    Opublikowano w:

    Byłem na rejsie żaglówką po Mamrach i okolicznych jeziorach. Jednak zacznę nietypowo od wpisu, który znalazłem w mojej bazie. Trzymaj się czegoś. Będzie ostro.

    List pożegnalny, czerwiec 2023

    Piszę ten list wcześniej. Piszę go zawczasu. Jest jesień 2021 roku i zastanawiam się, co bym chciał przekazać ludziom jeśli obietnice się nie spełnią.

    Słyszałem „Poczekaj”, słyszałem „Cierpliwości”. Czekam i jestem cierpliwy, ale polepszenia brak na horyzoncie.

    Słyszałem „Za 2 – 3 lata”. Czekam. I jestem cierpliwy. Ale co jeśli… co jeśli za 2 – 3 lata nic się nie stanie?

    Co jeśli będę tym samym żałosnym, pracującym w Solbecie człowiekiem, którym jestem teraz, tylko o dwa lata starszym?

    Prosiłbym Boga o śmierć. Prosiłbym o zakończenie tego marnego życia, które do niczego nie prowadzi i jest pozbawione jakiegokolwiek sensu.

    Bo jeśli nie spełnią się te obietnice, które miały swój termin, to czy spełni się bezterminowe „Moje nowe marzenie”?

    Powiedziałbym „Zginął. Umarł on-derelict-no, najukochańszy okruszek Boga.”

    Powiedziałbym „Moje życie było bez sensu. Nic nie osiągnąłem. Nie posiadłem niczego trwałego.”

    Bo co było w moim życiu dobrego? Czy to, co stworzyłem: książka, blog, kilka programów i stron internetowych, ponad setka grafik dla kościoła?

    A może to, co przeżyłem? Przyjemne chwile w Pieczyskach i na kilku Odwykcampach, a także te w młodości?

    Czy wartość miał obiad, który dzisiaj zjadłem – nagroda za trudy mojego życia?

    Co jeśli… co jeśli to się nie spełni? Kim się wtedy okaże, że jestem? Nikim? Chorym, którego oszukała schizofrenia? Czy człowiekiem, który nie zasługuje na wstęp do Królestwa Bożego?

    Po co Bóg mnie stworzył?

    Moje wrażenia z Rejsu

    Tak pisałem 5 lat temu. Pięć lat wieczności, która zaowocowała zmianami w priorytetach, wartościach i zrozumieniu.

    A dziś? Dziś upuszczę cię w momencie, gdy dowiedziałem się o Rejsie.

    Miałem sprzeczne odczucia. Z jednej strony chciałem jechać, a z drugiej nie. Jednak miałem wrażenie, że Bóg chce mnie tam widzieć. W końcu się zgłosiłem.

    Przed Rejsem

    Jestem zadowolony ze stanu moich emocji przed rejsem. Kiedyś bałbym się dużo bardziej i dużo wcześniej. Teraz miałem tylko kilka mrocznych chwil. Podczas jednej z nich myślałem sobie:

    Nigdy więcej nie popłynę na taki rejs

    Przygotowania do rejsu niby były robione na ostatnią chwilę, ale jakoś wszystkie paczki zdążyły dotrzeć.

    Pierwsze spotkanie z łodzią

    Było nas dziesięciu chłopa. Spakowaliśmy się w dwa samochody. Dojechaliśmy do Węgorzewa. Wszedłem do naszej żaglówki – Maxus 26 i nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Czułem się tak jak wtedy, gdy miałem 17 lat i rodzice postanowili, że przeprowadzamy się z mieszkania 80 m² do 40 m².

    Chrzest wiary

    Rejs był organizowany przez Szamgar – Duszpasterstwo Mężczyzn. Było nas łącznie 7 żaglówek. Atrakcje były różne, od ogniska, przez spanie na dziko, po chrzest w jeziorze.

    Chrzest zaczął się od tego, że zacumowaliśmy wszyscy w płytkim miejscu, dziobami do zewnątrz, tworząc niby połówkę gwiazdy. Potem chrzczony delikwent wszedł do wody, a wraz z nim większość kolegów. Następnie chrzczony został ochrzczony, czyli zanurzony w całości w wodzie. Był to najbardziej epicki chrzest jaki widziałem.

    Kino na żaglu

    Druga binduga, czyli spanie na dziko, odbyła się przy małej wysepce na jeziorze Stręgiel. Przewidziane było oglądanie filmu. Gdy już zainstalowano projektor, który rzucał obraz na żagiel, podłączono głośniki i komputer i włączono film, to wtedy, po minucie, przyszła jakaś pani z informacją, że ona tu przypłynęła aby mieć spokój i że mamy to wyłączyć.

    Wyłączyliśmy.

    Czterdziestu chłopa zrezygnowało ze swoich planów, bo jednej kobiecie to przeszkadzało. Opinie na temat tej decyzji były podzielone. Moja jest taka, że postąpiliśmy bardzo po chrześcijańsku.

    Atrakcje specjalne

    Tej samej nocy zachciało mi się kupę. Przed wyjazdem był to mój największy lęk – gdzie będę robić kupę. Nadszedł ten moment, gdy nie mogłem już udawać; nie mogłem okłamywać samego siebie, i wreszcie – nie mogłem dłużej czekać.

    Seria szybkich decyzji: w co się ubrać? Czy założyć klapki? Gdzie się udać? W końcu założyłem piżamę i klapki i poszedłem w kierunku dużego pnia, który wskazał mi Dominik.

    Nagle niemożliwe stało się możliwe. Wyjście z żaglówki w muliste dno. Przeskoczenie przez pień. Znalezienie właściwego miejsca. Wykopanie dołka. Gdy wszystko to zrobiłem, nastał moment grozy.

    Nic z tego nie będzie. Odechciało mi się

    Ale nie poddałem się. Ukucnąłem. Rozpocząłem operację. Od strony żaglówek płynęło spokojne uwielbienie.

    Jezus. Jezus. Jezus

    To jedna z tych piosenek o bardzo prostych słowach. W końcu mi się udało. Po powrocie na łódź chwaliłem się kolegom wrażeniami z mojego pierwszego w życiu srania w lesie. Trafiłem do dołka. Piżamy nie obsikałem. W nic nie wdepnąłem.

    Jedzenie

    Możesz się zastanawiać, co jedliśmy podczas tej wyprawy. Raz byliśmy w portowej karczmie na żeberkach. Innym razem jedliśmy lody na lądzie. Jednak większość roboty robił u nas na łodzi Dominik.

    Choć zawartość lodówki oraz spiżarki była losowa, nasz kucharz zadbał, abyśmy nie porzygali się, jedząc po raz setny wariacje na temat kiełbasy, której nam przypadło kilka paczek.

    Mieliśmy więc jajecznicę z kiełbasą, spaghetti bolognese z kiełbasą, bigos z kiełbasą, kiełbasę z ogniska, hot-dogi z kiełbasą. Te ostatnie to był majstersztyk pod względem smakowym i wizualnym. Żałuję, że nie zrobiłem zdjęcia.

    Rytm dnia

    Naszą podróż odmierzał codzienny rytm. Spontaniczna pobudka koło 6:30. Potem odprawa składająca się ze śpiewania, kazania i spraw organizacyjnych. Wypłynięcie do godziny 11:00.

    A potem to już tylko:

    – Do zwrotu przez sztag!

    – Tak jest! Do zwrotu!

    – Prawy foka szot luz. Lewy wybierz!

    I na odwrót:

    – Lewy foka szot luz. Prawy wybierz!

    A łódź przechylała się w rytm tych zwrotów raz na prawą, raz na lewą burtę.

    Wieczorem zbieraliśmy się wszyscy w umówionym miejscu. Było ognisko, usługi, czyli kazania Piotra Grześka, śpiewanie oraz konkursy

    Żal i niedowierzanie

    Nie miałem wielkich nadziei na wygranie w przeciąganiu liny. Nasza drużyna wygrała dwa razy i dwa razy przegrała. Do końca nie wiem jak to było. Organizator chyba też nie wiedział.

    Zaczęło się od tego, że przynieśli linę. Tu nie było wątpliwości. Następnie narysowali sprayem linię na trawie. Dopiero po chwili ktoś z uczestników się zorientował, że muszą być trzy linie. Dorysowali.

    Potem trzeba było wymyśleć, kto z kim ma tę linę przeciągać. Tutaj zaczęły się schody. Organizator sam nie wiedział, jak to ugryźć. Kolejne rundy były negocjowane przy pomocy tekstów w stylu „Ale my przed chwilą byliśmy”, „My już z nimi walczyliśmy”. A na koniec i tak nie było wiadomo, jak wygląda tabela wyników.

    Swoją niekompetencję organizator chciał przykryć „dogrywką”, czyli konkurencją na umysł. Ostatniego dnia zrobił pytania z wiedzy o Mazurach i żeglowaniu.

    Byłem święcie przekonany, że mamy jakieś szanse na zwycięstwo. Gdy odpowiedzieliśmy poprawnie na wszystkie 4 pytania, byłem podekscytowany.

    Organizator potrzebował chwili na podsumowanie wyników. „Jest remis pomiędzy 2 a 3 miejscem” – ogłosił. Dwie drużyny zrobiły dogrywkę. A ja siedziałem jak na szpilkach, bo byłem przekonany, że zajmiemy pierwsze miejsce.

    Walka o drugie miejsce została rozstrzygnięta. Wyniki ogłoszone. Jakiż był mój zawód, jakie rozczarowanie, że nie wygraliśmy. Potem się dowiedziałem, że zajęliśmy 4 miejsce. Do dziś nie wiem, po co te pytania, skoro i tak nie mieliśmy szansy na podium.

    W dobrym towarzystwie

    Urzekła mnie natomiast atmosfera tego rejsu. Mam na myśli codzienne czynności. Przez tydzień nie było u nas na łodzi żadnych kwasów. Nie było pretensji ani rządzenia się. Nie było wypominania ani kłótni.

    Była codzienna uprzejmość i szacunek, które widziałem także u siebie. Umiałem poprosić o podanie masła. Zaproponować, że wytrę naczynia. Powiedzieć „tak” na pytanie, czy chcę herbatę. Wyjąć z torby wafelki i poczęstować załogantów.

    Jestem zaskoczony i zadowolony z tego, że Bóg uznał mnie za gotowego i godnego uczestniczenia w tak wymagającym wydarzeniu z tak ogarniętymi ludźmi.

    Największa porażka

    Każdego dnia usługiwał nam Piotr Grzesiek. Niewiele pamiętam z jego kazań. Nie zrobiły na mnie większego wrażenia, ale jedno pamiętam. Pamiętam jak kilka lat temu byłem na jakimś męskim zjeździe. Był tam Piotr Grzesiek.

    Wtedy słyszałem go po raz pierwszy. Wtedy zrobił na mnie wrażenie. Mówił o trudnych sprawach. O relacji z ojcem. O tym, żeby porozmawiać, przeprosić, wybaczyć. O relacjach z dziećmi i z żoną – jak o nie dbać. Mnie wtedy dotyczył jeden z tych tematów.

    Dziś nie dotyczy mnie żaden, ale pamiętam, że jak mój ojciec chorował i wybierał się powoli na tamten świat, jeździłem z nim do szpitali, robiłem zastrzyki, nawet trochę rozmawialiśmy, ale jednej rzeczy mu nie powiedziałem.

    Nie powiedziałem „wybaczam”.

    Wieje, wieje wiatr

    Na żaglówce szczególną uwagę należy zwrócić na wiatr. W tym celu patrzy się na wskaźnik. Za wskaźnik robił u nas sznureczek przywiązany do jednej z lin.

    Cały myk polegał na tym, żeby utrzymać kurs względem wiatru. Zostałem pochwalony za to, że robiłem to dobrze. Zdziwiłem się, bo czułem się przy sterze jak idiota, który nie wie co robi. A tu jednak.

    Dopiero w domu dotarło do mnie znaczenie tego wydarzenia. Bo w życiu też tak mam, że wydaje mi się, że nic nie robię. Ale trzymam kurs. Widocznie to wystarcza.

    Bo wiatr wieje, jak chce. A wiatrem jest Duch Boży. Wskaźnik to Słowo Boże, a kurs jest tam, dokąd Bóg cię prowadzi.

    Bóg nie potrzebuje herosów. Bóg potrzebuje posłusznych.

    Ostatni dzień

    Przez całą wyprawę mieliśmy naprawdę świetną pogodę. Była z resztą zapowiedziana w prognozie dla żeglarzy, którą wszyscy dostaliśmy. Patrzę tak na tą prognozę i widzę, że będzie spokojnie. Oprócz ostatniego dnia. Ten będzie mocny.

    Delektowałem się więc pogodą, póki mogłem, bo wiedziałem, że w piątek będzie ekstremalnie.

    Nadszedł piątek. Ten dzień. Dzień próby. Jak wyglądał?

    Przede wszystkim nikt nie chciał usiąść za sterem. Tak wiało, że błąd mógł drogo kosztować. Sterował nasz sternik, doświadczony mężczyzna z patentem żeglarza.

    Druga rzecz: zwroty. Siedzieliśmy na tych plastikowych siedzeniach i zapieraliśmy się nogami aby nie wpaść do wody. A potem „Do zwrotu przez sztag!” I cyk, przesiadamy się na drugą stronę. I znów staramy się nie spaść.

    I tak przez cały dzień. Koledzy dobrze się bawili. Robili łodzią jakieś bezsensowne, redundantne kursy po jeziorze, podczas gdy ja już nie mogłem. Ale godzina, o której mieliśmy się spotkać w porcie, była moim ratunkiem.

    Najlepsze, co mogłem zrobić

    I tak przetrwałem ostatni dzień. Dzień próby. I, gdy byłem już na lądzie; gdy byłem już w domu; pomiędzy jednym bujnięciem błędnika, a drugim; gdy próbowałem się odnaleźć na teoretycznie stałym lądzie; myślałem sobie:

    To było najlepsze, co mogłem zrobić.

    Gdybym nie pojechał na rejs, miałbym tu tylko swoje codzienne obowiązki, od których nie stał bym się mądrzejszy. A co zobaczyłem i co przeżyłem, to moje.

    Podsumowanie

    Ta notka zaczęła się, nie wiadomo dlaczego, od jakiegoś mojego starego wpisu, na który wpadłem przypadkiem, gdy zabierałem się za pisanie o Rejsie.

    Po co piszę, że byłem o krok od życzenia sobie śmierci? Po co piszę o tym w notce o Rejsie?

    No po to właśnie, aby pokazać coś ważnego. Życie się zmienia. Miałem swoje wyobrażenia na temat tego, jak powinno wyglądać moje życie.

    Pisałem, że jeśli nie dostanę tego, czego sobie życzę, to będę nikim, moje życie będzie do dupy i najlepiej byłoby, jakby Bóg je przerwał.

    Jak niewiele wtedy wiedziałem…

    Kiedyś zakompleksiony, nieśmiały, bierny człowiek, który nie mógł powiedzieć „podaj sól”. Dziś płynie w Rejs na żaglach. A sprawy, które wtedy wydawały mi się równie istotne, jak życie, dziś znalazły odpowiednie miejsce na mojej liście wartości.

    Czy dostałem to, czego chciałem? Nie. Ale miałem dobry kurs i dopłynąłem w całkiem przyzwoite rejony. I perspektywy tu lepsze.

    Co będzie w przyszłości? Nie wiem.

    Ale płynę dalej!

  • Super fajny dzień z Bogiem
    Opublikowano w:

    To było tak. Dowiedziałem się wczoraj, że mam dzisiaj załatwić sprawę w urzędzie. Zanieść jakieś papiery. Ale najpierw odebrać je od babci. A po wszystkim iść na grupkę w kościele.

    Połączyłem kropki i wyszło mi, że będę miał sporo wolnego czasu na mieście. Pomyślałem sobie:

    Ach, może Bóg zaingeruje i będę miał super fajny dzień z moim Panem.

    Bo przypomniał mi się mój pierwszy spacer z Bogiem. Było to w Poznaniu. Wracałem do swojego wynajmowanego pokoju, ale coś mi mówiło, żeby minąć budynek i iść dalej. Poszedłem i przeżyłem z Nim naprawdę miłe chwile.

    Dlatego teraz pomyślałem:

    Dobrze, Boże, to pomiędzy 15:30 a 18:00 będę miał czas tylko dla Ciebie.

    Początek

    Dzień zacząłem od kąpieli. Gdy leżałem w ciepłej wodzie, poczułem coś swoim duchowym zmysłem. Coś miłego. Jakby pocieszenie, ale nie do końca, bo przecież nie byłem smutny. Pomyślałem sobie, że dobrze się ten dzień zaczyna.

    Ale zaraz potem nadciągnęło coś, co w zasadzie jest symbolem całego dnia. Nadciągnął mianowicie smród. Wącham i wącham, a że mam koty nie od dziś, lecz od 10 lat, to z miną eksperta stwierdziłem:

    Gówno jest w kuwecie.

    Zacząłem się więc pospiesznie myć, płukać i suszyć aby jak najszybciej posprzątać ten syf.

    Środek

    Nie mogę powiedzieć, że nic mi się dzisiaj nie udało. Z łatwością załatwiłem sprawę w urzędzie. Następnie miał być ten czas z Bogiem. Pytam go więc, co mam robić, a on na to:

    Rób co chcesz.

    Więc zrobiłem, co chciałem. Poszedłem na obiad. Od dawna mam w myślach wspomnienie chińskiego kubka, który zawierał ryż, warzywa i kurczaka. Jadłem to raz kiedyś i było bardzo dobre.

    Wiedziony tym wspomnieniem poszedłem do restauracji o najbardziej chińsko brzmiącej nazwie. Dostałem kubek. Wyglądało jak makaron z tłuszczem. Gdybym miał się pokusić o dłuższy opis, z pewnością sięgnąłbym po dosadne słowo, które już raz w tej notce padło. Połowę wyrzuciłem tak jak stało prosto do śmieci razem z kubkiem i widelcem.

    Poszedłem do kościoła. Dwie godziny przed grupką. Okazało się jednak, że nie jest źle, bo za chwilę odbywać się będzie próba przed niedzielnym śpiewaniem. Miałem się więc gdzie podziać.

    Niestety podczas grupki byłem niezadowolony. Zjedzone paskudztwo wraz z niespełnionymi oczekiwaniami względem Boga robiło swoje. Nie podobało mi się nic, co tam mówili. Opowiadali okropne pierdoły i czekałem już tylko aż ta tortura się skończy.

    Skończyła się. Wyszedłem. Poszedłem do domu pieszo, bo gdy mam jakiś problem, to lubię go przechodzić, a problem ewidentnie był.

    Koniec

    Pomyślałem sobie, że skoro już idę pieszo, to wejdę do McDonald’s i zjem dla odmiany coś dobrego. Niestety, nie smakowało mi to, co zamówiłem, choć miało smak taki jak zawsze. Do tego kawa nalana z czubkiem, więc gdy otworzyłem pokrywkę, to mi się wylało to, co było w środku. A w środku miała być Latte, a była zwykła kawa z mlekiem.

    Tego było już za wiele. Wyszedłem i zacząłem rozmyślać. O co tutaj chodzi? Boże! Czy to jakieś Twoje żarty? Nie śmieszą mnie one, wiesz? Miał być dzień z Tobą, a jest wielkie Gie.

    Szedłem więc rozmyślając. Dlaczego nie jest tak, jak wtedy w Poznaniu? Boże! Przecież miałeś czas od 15:30 do 18:00. Dlaczego go nie wykorzystałeś?

    A może o to Ci chodzi? No tak! Mój pierwszy spacer z Tobą był Twoją inicjatywą. Powiedziałeś „Idź” i poszedłem. Nie spodziewałem się tego. To Ty wymyśliłeś. A tutaj… 15:30 do 18:00, czwartek, 5 października – czas z Bogiem.

    Chciałem Cię wpisać w kalendarz. Jednak Ty wysmyknąłeś się z mojego grafiku. Wysmyknąłeś się i rozlałeś mi kawę. Dałeś niedobre jedzenie i użyłeś kota żeby mi nasrał do kuwety.

    A jednak to ciche pocieszenie na samym początku. Jakbyś chciał powiedzieć „Jestem z tobą”.

    Chciałem mieć dzień z Bogiem i w gruncie rzeczy miałem, choć zupełnie inaczej, niż to sobie zaplanowałem.

    Ty masz zawsze swoje zdanie. Jesteś niezależny i robisz rzeczy po swojemu.

    Boże! Kocham Cię za to i dziękuję za dzisiejszy, pięknie z Tobą spędzony dzień.

  • Odwyk Camp Boszkowo
    Opublikowano w:

    W tym roku będzie OdwykCamp. Chciałem nie jechać. Już się nakampowałem w poprzednim roku i mi wystarczy. Wpadłem jednak na super pomysł. A może by tak zabrać ze sobą Bogusia? Trzy dni to nie tak znowu dużo. Lokalizacja to Boszkowo. Trochę za Poznaniem, czyli też nie jakoś super daleko. Ta perspektywa bardzo mnie cieszy. Do 17 maja mamy się wpisywać na listę chętnych. Może coś z tego będzie.

    Ja, 5 maja 2023

    Ten Camp był inny niż pozostałe. Po raz pierwszy pojechałem z kimś. Miałem różne obawy. Że się nie dogadamy, że się nie sprawdzę jako, hmmm, powiedzmy „opiekun”. Jednak było tak fajnie, że aż sam się zdziwiłem.

    Okazuje się, że z 15-latkiem można sensownie pogadać. I, co mnie pozytywnie zaskoczyło, to to, że pytał. O pierdoły i o ważne sprawy.

    Przygotowania

    W tym roku nie potrzebowałem zrobić żadnych zakupów. Jedynie wysprzątać samochód i zadbać aby wszystko działało. Gdy już to zrobiłem, dostałem propozycję aby z kimś się zamienić i jechać lepszym autem. Ale co to za przygoda pojechać czymś, co po prostu jeździ?

    Ja tu mam Forda, rocznik 2001 i to jest frajda. A jak już o frajdzie mowa…

    Na kilka dni przed wyjazdem dopadł mnie stres związany z podróżą. Nieszczególnie jestem wyrobiony w jeżdżeniu. W czwartek była jednak grupka w kościele. Każdy się o coś modlił. Ja powiedziałem:

    Boże, spraw, aby podróż na ten obóz i z powrotem była dla mnie frajdą, a nie udręką.

    Nie chciałem się modlić o „bezpieczną podróż”, bo to nudne jak flaki z olejem. Nie chciałem się modlić żeby się nie bać, bo dla mnie to za mało. Ja chcę, aby podróż była częścią wydarzenia, a nie tylko smutną koniecznością.

    Po modlitwie przestałem się bać, a skutkiem ubocznym było to, że ludzie zaczęli pytać, co to za obóz. Gdy im powiedziałem, że to jest za Poznaniem, to zażądali abym im przywiózł pyry. Nie przywiozłem, szanowni bracia i siostry. Nie mam dla was pyr.

    Ośrodek

    Dojechaliśmy więc. Podróż była łatwa i przyjemna. GPS dowiózł perfekcyjnie. Na miejscu zjawiliśmy się parę minut po godzinie 7:00 i byliśmy pierwsi.

    Przywitał nas pracownik ośrodka, który od razu sprawnie znalazł kilka problemów. Na przykład, dlaczego mamy namiot 5-osobowy, skoro jest nas tylko dwóch. I że jak dalej tak pójdzie, to nie zmieścimy się tu wszyscy.

    O! W ogóle, okazało się, że jest tam masa przyczep kempingowych, które wyglądają na puste i chyba stoją tam cały rok. Człowiek, obok którego się rozbiliśmy powiedział, że mieszka tam od kwietnia do września już 25 lat. I tak też wygląda jego posesja, bo przed przyczepą ma pełno doniczek z kwiatkami.

    Niezręczność

    Sytuacja polegająca na tym, że byliśmy zmieszani z innymi ludźmi, przyniosła niespodziewany efekt. Chodzi o witanie się. Jeśli mijał mnie ktoś, kogo rozpoznaję, to nie było problemu. Ale jeśli kogoś nie poznaję, to jest pytanie: czy on jest z Odwyku, czy nie? Bo jeśli jest, a nie powiem mu cześć, to lipa. Zwłaszcza że bywa tak, że ktoś mnie poznaje, a ja jego nie.

    Była sytuacja, że ktoś się do mnie uśmiechnął, gdy mnie mijał, a ja na to nic. Zacząłem znowu o sobie źle myśleć. Do czasu, gdy zorientowałem się, co robię. Wtedy przestałem.

    Pływanie

    Obok nas rozbił się kolega, który dobrze pływa. Namówił mnie i kuzyna na kąpiel w jeziorze. Poszliśmy więc. Wykąpaliśmy się. Ja wyszedłem z wody pierwszy. Miałem jednak zamiar zostać na plaży. Na wszelki wypadek. Bo przed wyjazdem mama z babcią strasznie się martwiły o kwestię jeziora.

    Niestety, zachciało mi się kupę. A że już wcześniej bolał mnie brzuch, to wiedziałem, że to nie będzie zwykła kupa. Wiedziałem, że ona tak łatwo się nie podda i nie spocznie, póki ze mnie nie wyjdzie. A wyjść chciała już teraz.

    Miałem więc potworny dylemat. Bo mama mówiła „Tylko nie zostawiaj Bogusia w wodzie bez opieki”. Kupa jednak miała większą moc przekonywania. Gdy wróciłem, Boguś jeszcze żył i nie był utonięty, więc byłem cały szczęśliwy.

    Matematyka w Biblii

    W sobotę Hubert zaprosił wszystkich na prezentację. Chodziło o to, jak proroctwa biblijne się spełniają. Są tam jakieś liczby, które, gdy dobrze policzyć, dają zaskakująco dokładne wyniki. Proroctwa spełniają się z dokładnością do 2 lat. Jeden rok to był 32 n.e., gdy Jezus zaczął działalność, a drugi to był 1948, gdy powstało państwo Izrael. Wszystko to przewidziane grube wieki zanim się stało.

    Powiem szczerze, prezentacja mnie nie porwała. Hubert mówił z charyzmą, prostym językiem, ale treść chyba po prostu nie komponowała się z miejscem w życiu, w którym jestem. Miałem jedynie nadzieję, że mojemu kuzynowi to coś da.

    Następnego dnia rozmawiałem z kimś o tej prezentacji i ten ktoś powiedział coś o roku 32, a ja zapomniałem, że o tym roku była mowa, i mówię „chyba 48?” Jakże byłem zdumiony, gdy zobaczyłem, że Boguś lepiej rozumie sytuację ode mnie, bo powiedział „nie, nie, chodzi o 32”.

    Ognisko

    Tradycyjnie na Odwyk Campie było ognisko. Codziennie. Na pierwszym się zbyt dobrze nie bawiłem. A to przez kiełbaski. Kupiliśmy sobie paczkę kiełbasek. Jednak nie mieliśmy chęci ani sposobności żeby je upiec.

    Boguś siedział jakiś markotny i, choć potem orzekł, że tylko mi się zdawało, to ja cały czas myślałem, że on chce kiełbaskę z ogniska, a ja nie stanąłem na wysokości zadania i nie upiekłem.

    Drugie ognisko obfitowało w wydarzenia. Kuzyna tam nie było, bo poszedł spać. A ja pogadałem sobie z Irkiem. Zwierzyłem mu się z tego, że uważam swoje życie za mało ekscytujące. A on spytał dwie osoby, co jest najbardziej ekscytujące w ich życiu i obie odpowiedziały „relacja z Bogiem”. No dobra, dotarło do mnie.

    Mam jednak takie wrażenie, że jestem obojętny. Usłyszałem bowiem dwie informacje, które powinny mną wstrząsnąć, a tego nie zrobiły. I zastanawiam się, z czego to wynika.

    Dlaczego pijesz?

    To taki nasz slogan Odwykowy. Gdy siedzimy przy ognisku, ktoś zawsze przyniesie wino, kromkę chleba, i dzielimy się. Tak, jak powinno być, czyli pijemy z jednego kubeczka i łamiemy jedną kromkę. A do tego każdy z nas odpowiada na pytanie „Dlaczego pijesz?”

    Tu dowolność jest dość duża, bo można powiedzieć wszystko. Od opowiedzenia historii swojego nawrócenia, po „bo lubię”. Ja miałem kompletną pustkę w głowie. Nie wiedziałem, dlaczego piję. Jak to się zaczęło, że się nawróciłem? W końcu naprędce skleciłem jedno zdanie „Piję na pamiątkę tego, że Jezus umarł i zmartwychwstał” i poczułem się przez to trochę jak w kościele. Już widziałem oczami wyobraźni jak Martin komentuje taką wypowiedź.

    Tubylcy

    W dalszej części ogniska, byłem świadkiem jak przyszły trzy osoby spoza Odwyku i próbowały zrozumieć, co tutaj się dzieje. Jedna kobieta nie wiedziała, o co chodzi, bo ona jest tu już piąty rok i nigdy nas nie ma, a teraz jesteśmy. No nie do przejścia.

    Żądali też aby im zagrać coś na gitarze. Dostali, co chcieli, gdyż mamy tu świetnego gitarzystę, i to chyba nie jednego.

    Knajpy

    Wiem, że to może nie być ciekawe, ale gdzieś chcę się wyżalić. Jedzenie w dwóch najbliższych jadłodajniach było paskudne. Kopytka w barze, który się nazywa „Kopytko” były średnie, a powinny być do jasnej anielki genialne, skoro już są w nazwie baru. Kalafior był beznadziejny. Ja nie wiem, jakim cudem można spieprzyć kalafior? Dobrze tylko, że bar nie nazywa się „Kalafior”, choć może powinien.

    Byliśmy też w „Bistro na rogu”. Jedliśmy z Bogusiem kebab i w mojej osobistej skali mięso osiągnęło poziom 0/10. Wyglądało i smakowało jakby ktoś zmielił całą krowę wraz ze szczurem i miałem tylko nadzieję, że nie jest trujące, co, gdy przeczytaliśmy później opinie, okazało się wcale nie takie oczywiste.

    Co mnie najbardziej irytowało?

    Nikt mi nie zadał takiego pytania, więc na nie odpowiem: piasek w butach. W sandałach i w laczkach. Wszędzie piasek i brudne nogi.

    Na drugim miejscu są ptasie kupy oraz żywica, które spadały na nasz namiot.

    Co mi się najbardziej podobało?

    Było dużo rzeczy, które mi się podobały. Przez większość dnia mieliśmy na namiocie cień. Podłoże było równe. Rozmowy z moim kuzynem ciekawe i wesołe. Atmosfera luźna. Ale był taki jeden moment, o którym teraz napiszę.

    Wziąłem na Camp swoją książkę z pracami graficznymi. Pokazałem ją kuzynowi. A siedziała obok nas dziewczynka. Uczennica 5 klasy. I ona też zaczęła tą książkę oglądać. I czytała z zaciekawieniem.

    Zanim doczytała do końca, mama ją zawołała, bo już wyjeżdżali i na do widzenia powiedziała mi:

    Kiedyś to doczytam

    I to było najmilsze, co mi się tam przydarzyło.

    Zbieramy się do wyjścia

    Ustaliliśmy sobie z Bogusiem, o której chcemy wyjechać. Spakowaliśmy się więc i poszliśmy się pożegnać z niedobitkami. Była godzina 20:coś, gdy zawitaliśmy na plaży, gdzie siedział Martin z przyjaciółmi. Powiedział coś w stylu:

    O, Aliktus, cześć, fajnie że jesteś, bo nie pogadaliśmy sobie.

    A ja na to, że przyszliśmy się pożegnać. Wszyscy w śmiech. Ale jednak pogadaliśmy jeszcze trochę. Gdy towarzystwo zdecydowało, że idą w inne miejsce, spytali nas, czy też idziemy.

    I gdy tak patrzyłem na te znajome twarze, to poczułem, że ta chwila konkuruje z poprzednią o miano najmilszego, co mi się przydarzyło, więc poszliśmy z nimi.

    Ostatnia rozmowa

    Usiedliśmy sobie przy stole obok domku i zaczęliśmy rozmawiać. Wymieniłem parę słów z Martinem. Powiedziałem mu, że zastanawiam się, czy dobrze wykonuję polecenie „Czekaj”, które dostałem od Boga. Spytał, czy w tym poleceniu chodzi o to, żebym nie zaczynał sam nic większego.

    A ja parę dni temu dostałem rozwinięcie tego polecenia, które brzmi „Czekaj, aż ci dam”. W kontekście moich marzeń. Nie jestem jednak do końca pewny, czy to Bóg powiedział. Miałem też wątpliwości, co do reakcji Martina gdybym mu to powiedział, toteż wykręciłem się od odpowiedzi. Teraz jednak uważam, że głupio zrobiłem.

    Dowiedziałem się też, że sporo rzeczy mnie ominęło. Degustacja win, wspólne zdjęcie z odwykowymi koszulkami, no i chrzest. Ponoć ochrzciło się siedem osób. A mnie to ominęło, bo prawdopodobnie spałem.

    Droga powrotna

    Do domu wracaliśmy dwie godziny później niż zamierzaliśmy. Było już ciemno. Zastanawiałem się, jak sobie poradzę. Okazało się, że rzeczywiście trudniej w nocy ogarnąć, co się dzieje. Słabiej też widać literki na nawigacji w telefonie.

    Jechałem sobie drogą ekspresową i przypomniało mi się, że Jezus spał podczas burzy, gdy płynął łodzią ze swoją ekipą. I pomyślałem sobie, że śmiesznie by było gdyby Boguś teraz zasnął.

    Nie minęło dużo czasu jak zobaczyłem, że śpi. Uznałem to za przejaw wyjątkowego zaufania. Dla mnie było to poszerzenie horyzontów, bo zwykle to ja śpię, gdy ktoś prowadzi.

    Podsumowanko

    Zdumiewa mnie, że najwyraźniej Bóg uznał, że dorosłem do sytuacji, w której jestem w stanie nie tylko gdzieś pojechać, ale też wziąć kogoś ze sobą. Zastanawiam się, na ile rzeczy w życiu jeszcze będę gotów i jak fajnie będzie, gdy nadejdą.

    Mam trochę niedosyt rozmów. Chciałbym usiąść i pogadać z kimś tak osobiście. Jak z przyjacielem. Ale może to jest jedna z tych rzeczy, do których nie dorosłem. Miałem za to dużo rozmów z moim kuzynem. Atmosferę, która była między nami, uznaję za luźną i spokojną.

    Czas spędzony produktywnie. Nie zamieniłbym tego na nic, a na pewno nie na siedzenie w domu, choć ucieszyłem się, gdy już do niego dojechałem. I nawet przypomniał mi się mój kościół. Jakie to fajne, że jest. I nawet moja praca wydała mi się bardziej znośna.

    Camp trwał trzy dni: od 7 do 9 lipca 2023 roku.

×