przemyślenia
-
Opublikowano w: Gruszki„Zakręć to porządnie, bo znając życie wyleje mi się w torbie.”
Niepozorna wypowiedź nieznanej mi kobiety okazała się być ziarnkiem, z którego wykiełkowało wiele przemyśleń i wiele emocji.
Bo właściwie dlaczego, jeśli ktoś „zna życie”, to ma się po nim spodziewać wszystkiego, co najgorsze?
Czy ta kobieta, którą minąłem w drodze do przychodni, naprawdę zna życie? A jak ktoś jest optymistą, to co? Nie zna życia? A czy ktokolwiek jest na świecie, kto zna więcej niż tylko swoje życie?
Może pastor. Albo ktoś zaufany. Ale czy oni znają życia innych ludzi? Chyba tylko z tego, co ci ludzie sami opowiedzą. Ale czy ktokolwiek zwierzy się z prawdziwych przyczyn swojej niedoli? Czy człowiek w ogóle je zna?
A jaka jest przyczyna mojej własnej niedoli? Dlaczego nie mam dziewczyny? O, to jest gruby temat. Może po prostu nie byłem gotowy. Ale dlaczego pytam o to teraz, gdy zdaje mi się, że w końcu jestem?
Boże! Dlaczego uczyniłeś mnie niegotowym przez tak długi czas? Przecież wymyśliłeś mnie przed założeniem świata. I chyba wiedziałeś, że tak będzie? Czy nie?
Już teraz rozumiem, co musi czuć dziecko, któremu ktoś mówi, że jest „opóźniony w rozwoju”. Opóźniony względem czego? – Pytam. Mam na to tylko jedną odpowiedź: Opóźniony względem własnych oczekiwań.
Bo wiem, że się powtarzam, ale, Boże! Gdybym to ja planował swoje życie… gdybym to ja…
Ale wiem. Przecież wiem, że jesteś dobry, ufam Ci i wierzę w Twój plan.
Tutaj rozważanie zostało przerwane. Zbliżałem się do przychodni i nie chciałem do niej wejść w tak rozżalonym stanie. Nie zniósł bym tych emocji będąc zamknięty w czterech ścianach i suficie. Musiałem więc doprowadzić się jakoś do ładu.
W drodze powrotnej czekał mnie ciąg dalszy. Nie pamiętam, o czym wtedy pomyślałem, ale dobrze pamiętam odpowiedź:
A ty byś chciał za darmo!
I dotarło do mnie, że to, co się ze mną teraz dzieje, to nie jest dopust boży. Bóg nie zasnął. Nie ma, że „Shit happens”. Ja teraz płacę cenę za coś, co Bóg dla mnie przygotował. Nie wiem, co to jest, ale sądząc po cenie, musi to być coś naprawdę super.
I nie, to nie jest moja wina, że nie mam dziewczyny. To nie jest w ogóle wina. I to nie jest moja strata – te wszystkie lata. Podobnie jak, gdy idę do sklepu i wydaję 60 złotych na miód. To nie jest moja wina, że straciłem 60 zł. Ani moja zasługa, że mam miód. To jest transakcja. Decyzja. Wybór. Coś za coś.
Mógłbym powiedzieć: Co to za wybór, że Bóg przygotował dla mnie nie wiadomo co i nawet nie pyta o zdanie? Ale przecież ja wybrałem to życie. Zdecydowałem się na to, że Bóg kieruje moim życiem i biorę to z dobrodziejstwem inwentarza. Bo przecież to jest mój wybór, że pewnego dnia nawróciłem się i zostałem chrześcijaninem. To nie jest błąd, przypadek, ani mniejsze zło.
To jest super i wiele jest ludzi mniej szczęśliwych ode mnie. Bo każdemu czegoś brakuje. Każdy ma swoje „po coś” i „dlaczegoś”. Nie ma przypadku w tych nieszczęściach, których ludzie doświadczają.
Bo ja lubię wierzyć w bajki. Jezus zmartwychwstał – brzmi jak bajka. Ale ja właśnie to lubię. Bóg ma dla mnie dziewczynę – kolejna bajka, w którą wierzę.
Bo patrzę w przeszłość i myślę sobie: „Przyszłość będzie taka sama”. A to jest wielkie kłamstwo.
Zatem, nie żyję w świecie, w którym „Shit happens”. Nie. Żyję w świecie, który jest skrzyżowaniem kilku miliardów bajek. Niektórzy mają życie jak z Disneya. Inni Braci Grimm. 7 miliardów bajek. 7 miliardów „po coś” i „dlaczegoś”, a nie chaos przypadku.
I tak, jedna kobieta, która szła ulicą z trzema dziewczynkami, i powiedziała do jednej z nich coś, co wydawało jej się oczywiste, zmieniła moje postrzeganie świata.
I niech ktoś mi powie, że to nie jest bajka.
-
Opublikowano w: GruszkiCiemne pomieszczenie. W tle cicha muzyka. Kilka osób zgromadzonych na sali mierzy się z pytaniem prowadzącej:
Gdyby został ci miesiąc życia, co byś zrobił ze względu na Jezusa?
Pustka w głowie. Co bym zrobił? Chyba nic.
Pytanie krąży po sali. Kolejni ludzie odpowiadają.
Chciałabym bardziej efektywnie ewangelizować.
Padła odpowiedź. Prowadząca zwraca się do mnie.
Łukasz. A ty? Co byś zrobił?
Ze względu na Jezusa? Nic. Nie mam takich marzeń. Mam jedno, ale nie do zrobienia w miesiąc.
Co jest ze mną nie tak?
Wracając do domu rozmyślam o tym, co się właściwie stało. Czy ja naprawdę nie wiem, co bym zrobił ze swoim życiem, gdyby został mi tylko miesiąc?
Odpowiedź jest prosta. Oczywiście, że wiem. Zacząłbym spełniać swoje marzenia. Tylko że to nie ma nic wspólnego z Jezusem.
Albo zacząłbym intensywnie się modlić aby Bóg mi je spełnił. Bo sam mógłbym nie dać rady.
Najbardziej prawdopodobne jest jednak to, że nie zrobiłbym z tą informacją nic. Żyłbym dalej tak, jak żyję teraz.
Weź się w garść!
Tylko czy jest w tym coś złego? Przecież gdybym uznał, że robię coś nie tak, to zmieniłbym to. Dlaczego miałbym zacząć żyć swoim życiem dopiero wtedy, gdy ktoś mi zagrozi śmiercią?
Więc człowieku, jeśli uważasz, że ostatniego miesiąca robiłbyś ze swoim życiem coś innego niż robisz teraz, to weź się w garść już dziś!
Święty Mikołaj
Bo nikt nie spełni twoich marzeń za ciebie. I mówię to do siebie. Bo dlaczego Bóg miałby spełniać moje marzenia? Dlaczego ktokolwiek miałby być zainteresowany spełnianiem moich marzeń?
Ludzie nie są zainteresowani nawet spełnianiem swoich marzeń. A co tu mówić o spełnianiu moich? Święty Mikołaj nie istnieje, nawet jeśli każda reklama mówi, że to, co reklamuje jest po to aby cię zadowolić.
Jaki to ma sens?
A ty, człowieku, który marzysz o efektywności w nawracaniu, zastanów się:
Po co ci to?
Przyjmijmy taki wzór:
LICZBA NAWRÓCONYCH = (efektywność ewangelisty) x (czas działalności)
Jeśli został ci miesiąc życia, to po co ci większa efektywność nawracania? I tak z niej nie skorzystasz, bo zaraz umrzesz! Niech o nią się starają ci, którzy spodziewają się długo żyć. To da najlepszy efekt.
Co na to Jezus?
Przyszło mi do głowy pytanie:
Co by zrobił Jezus, gdyby się dowiedział, że został mu miesiąc życia?
Odpowiedź na to pytanie jest zawarta w Biblii i nazywa się „Ewangelie”, bo Jezus w takiej sytuacji był.
Przede wszystkim rozmawiał ze swoimi uczniami na ten temat. Rozmawiał z Bogiem na ten temat. Ale czy coś zmienił w swoim życiu? Myślę, że Jezus wypełniał swoją misję na tej ziemi tak dobrze jak się dało cały czas. A nie tylko w ostatnim miesiącu.
-
Opublikowano w: GruszkiKsięgowa
Robi zakupy jak księgowa
I pranie wiesza jak księgowa
Jedzie samochodem jak księgowa
I rozlicza jak księgowa.Robotnik
Jedzie rowerem jak robotnik
I w kolejce stoi jak robotnik
Na meczu krzyczy jak robotnik
I buduje jak robotnik.Programista
Robi sobie śniadanie jak programista
I w restauracji posiłek wybiera jak programista
Film ogląda jak programista
I koduje jak programista.Artysta
Czyta książkę jak artysta
I rysuje jak artysta
Na rozkład jazdy patrzy jak artysta
I tworzy jak artysta.Każdy ma w głowie swój własny system operacyjny. Księgowa ma system operacyjny księgowej. Księgowa żyje jak księgowa i na świat patrzy jak księgowa.
Robotnik też ma swój system. Ma go cały czas i jak buduje i jak czeka w kolejce do kasy w sklepie.
Programista jest przystosowany do pisania programów. Zobaczy to, czego inni nie dojrzą, bo patrzy na świat po swojemu. Dzięki własnemu systemowi w głowie rozwiązuje problemy na swój sposób.
Nie uciekniesz od tego, jeśli jesteś artystą. Zrobisz kanapkę inaczej niż programista i inaczej niż robotnik i inaczej niż księgowa.
-

Zwrotka 1
W czasie niedawnym byłeś ciekawym człowiekiem.
Pytania miałeś rozsądne i błyskotliwe odpowiedzi.
Królowałeś asertywnością i oryginalnym spojrzeniem.
Lecz co dzisiaj? Co dzisiaj w tobie siedzi?Ref.
A pastor powiedział. Co pastor powiedział?
Co on na myśli miał?
A pastor powiedział. Co pastor powiedział?
Sprawdzę to w Biblii sam.
A pastor powiedział. Co pastor powiedział?
Przyznać muszę, że…
A pastor powiedział. Co pastor powiedział?
Chyba pomylił się.Zwrotka 2
Negowałeś wszystko i racje miałeś własne.
Nie bałeś się mówić, że coś się nie zgadza.
Lecz teraz, gdy widzisz, że coś jest niejasne,
Milcząco się zgadzasz. Milcząco się zgadzasz.Zwrotka 3
Po latach nasiąkania, przebywania, urabiania,
Choć nie jest to przecież żaden grzech,
To stało się, że dostałeś w baniak,
I teraz nad wszystko ty dobrze wiesz, że:Ref.
A pastor powiedział. Co pastor powiedział?
Co on na myśli miał?
A pastor powiedział. Co pastor powiedział?
Sprawdzę to w Biblii sam.
A pastor powiedział. Co pastor powiedział?
Jak do myślenia dał.
A pastor powiedział. Co pastor powiedział?
Pewnie rację miał.Aliktus – Rest in Peace
-
Opublikowano w: GruszkiŻycie przynosi wiele niespodzianek, a przy tym jest skonstruowane tak, że w danym miejscu wydaje się, że tak już będzie zawsze.
Ja zacząłem od mieszkania w kamienicy. Miałem tam swoich przyjaciół. Chodziłem do szkoły. Tam dorastałem. Bywałem zakochany, bywałem też pijany. Słuchałem hip-hopu.
Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że się wyprowadzę. Nie miałem pojęcia, że przyjaciele przeminą, przeminie szkoła, miłości, alkohol i muzyka, której słucham.
Gdy już doszło do wyprowadzki, nie byłem zbyt zadowolony. Ale prawda jest taka, że to wydarzenie prawdopodobnie uchroniło mnie przed alkoholizmem oraz doszczętnym pomieszaniem zmysłów w patologicznym liceum.
Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że poznam nowych przyjaciół, że będzie nowa szkoła, że poznam nowe zespoły i gatunki muzyczne.
Nie wiedziałem.
Zatem przyszło nowe liceum. Nowi znajomi. Poznałem koleżanki, z którymi do dziś tworzymy unikatowy na skalę świata zespół trzech singli. Pierwszy singiel jest o tym jak mi niedobrze, że jestem sam. Drugi to porywająca opowieść o pracy w administracji mieszkaniowej. Trzecim jest długi na sto zwrotek poemat o psie imieniem Ben.
Ale nie wiedziałem wtedy jeszcze, że liceum minie. Dwa lata. Dwa lata, a ja miałem wrażanie jakby to było całe życie.
Mieszkałem wtedy z rodzicami. Z bratem w jednym małym pokoju. Nie narzekałem. Fajnie było.
Nie wiedziałem, że wyprowadzę się do Poznania na studia, że znów poznam nowych ludzi.
Nie wiedziałem.
Matura. Aplikacje. Nieoczywisty wybór. Poszedłem na studia. Poznań. I znów nowi ludzie, nowa muzyka, nowa technologia. Weszły smartfony.
Poznałem wtedy Boga. Przyszedł delikatnie. Powiedział: Posłuchaj tej piosenki Martina Lechowicza. A potem jakoś doszły do mnie idee. Z idei do relacji. Z relacji do Królestwa Bożego.
Myślałem, że będę w nim już na zawsze. Że będzie już co raz lepiej. Nie wiedziałem wtedy, jak bardzo się mylę. Nie wiedziałem, że za namową szemranych głosów wskoczę do rzeki.
Nie wiedziałem.
Zostałem zatem za swoją głupotę ukarany dożywociem brania leków na schizofrenię. Wciąż mam nadzieję, że za dobre sprawowanie ktoś mi skróci ten wymiar.
To był najciemniejszy czas jaki przeżyłem z Bogiem. Próbowałem pościć, wymusić jakoś na Bogu aby do mnie wrócił. Potem miałem takie przebłyski, dzięki którym miałem świadomość, że Bóg mnie nie opuścił. Wiedziałem już, że to się kiedyś skończy.
Choć droga była wtedy bardzo nudna, a czekanie było nieznośne, wiedziałem, że idę drogą ku lepszemu.
Wiedziałem.
Doszedłem więc do miejsca, gdy Bóg wrócił. Stał się bardziej wyraźny. Teraz mówił już wprost: „Cierpliwości. Czekaj.” Poznałem tam swój kościół. Nowi ludzie, nowe doznania, nowa muzyka. „Czekaj” zmieniło się w „Czekaj aż ci dam”, a o co chodzi, to już ja wiem.
Wiem.
Wiem, że dostanę to, o czym tak długo marzę. Ale najpierw musiały mi się zmienić priorytety, podejście, myślenie i zapewne masa innych, trudnych do uchwycenia spraw.
Wiem to i czekam.
-
Opublikowano w: GruszkiDzisiaj moi przyjaciele mieli chrzest. Swój własny, a nie małych dzieci, bo to sensowni przyjaciele są. No i była impreza i było fajnie i wesoło i w ogóle.
Ale wróciłem do domu i zastał mnie tu mój własny, prywatny, osobisty, odwieczny smutek. Ale ja nie o tym. Bo miałem tu wśród tych emocji przemyślenia. Przemyślenia na sobotę.
DNA tego świata
Każdy żywy organizm ma program, który określa jak on działa. Pomijając różne ingerencje, wszystko, co się dzieje, jest efektem tego programu.
A co jeśli cały świat ma jakieś DNA? Zapisane gdzieś w przestworzach. Może świat został stworzony z całym potencjałem wszystkich zdarzeń, jak łańcuszek klocków domino?
Może księga życia, którą ma Bóg, w której są zapisane nasze imiona, nie jest książką telefoniczną, lecz fabularną? Może ona się rozwija każdego dnia jak żyjemy? Może Bóg czyta kolejne karty i staje się nasze życie? Może to wszystko jest już zapisane?
Przyczyny i skutki
Może życie to jedna wielka gra? Zabawa, która ma swoje zasady. Bóg zna te zasady, ale my możemy je tylko przeczuwać, doświadczać, ewentualnie przeczytać.
Są pewne zasady rządzące światem. Na przykład:
Pycha idzie przed upadkiem
Ale jest ich więcej:
Wybaczaj ludziom
Módl się za rządzących
Nie gniewaj się bez przyczyny
Kochaj siebie, Boga i ludziSą to mądre rady nie tylko dla chrześcijan. Mi naprawdę dużo pomogło jak przestałem się wściekać na rządy, prawo i ludzi.
Dlaczego wymieniłem akurat takie zasady? Bo jeśli miałbym gdzieś szukać prawdy o świecie, to w Biblii. Taki mój wybór. Nie wierzę już w naukowców, lekarzy i specjalistów. To są tylko ludzie.
Są więc zasady tego świata. Wskazówki, co robić aby dobrze na tym wyjść. Ale krążą też po świecie potworne kłamstwa, w które ludzie wierzą i są przez to nieszczęśliwi i nieszczęścia ich spotykają. Nieszczęścia, na które sami zasłużyli zgodnie z jakąś niepojętą regułą życia.
Gra w karty
Przyszło mi też do głowy żebyśmy się nie oskarżali o to, że coś zrobiliśmy nie tak, jak można by najlepiej. Bo nie zawsze mamy w dłoni kartę cierpliwości, kartę radości, kartę wyrozumiałości, uprzejmości, miłości. Czasem mamy tylko kartę złą i gorszą i coś trzeba zagrać.
Nie przejmuj się! Będzie następna tura. Zawsze jest.
Świat niematerialny
Kiedyś jechałem sobie z mamą na działkę i nagle mówię do niej:
Znalazłem dowód na istnienie świata niematerialnego.
„Tak, jaki?”
Otóż jest coś, co nas otacza. Coś, co ma zastosowanie na całej tej drodze, a tego nie widać.
„Co to jest?”
To ograniczenie do 40 km/h
Jak ktoś mówi „Boga nie ma”, to używa do tego słów, które same z siebie są czymś niefizycznym. Jak ktoś mówi „duchy nie istnieją”, to mówi to, samemu będąc czymś więcej niż ciałem.
Końcówka
To takie moje przemyślenia na sobotę. Niektórym te moje przemyślenia się podobają. Zachęca mnie to, więc piszę.
-
Opublikowano w: GruszkiSiedzę sobie nad deserem. W palcach trzymam piękną, świeżą truskawkę, 10 zł za kilogram i mam refleksję:
W ręku trzymam dowód na istnienie Boga.
Jak to jest możliwe żeby w świecie, w którym wszystko daży tylko do tego aby przetrwać, powstała truskawka?
Truskawka sama w sobie
Rozumiem, że tam są nasionka i że ona się tak rozmnaża. Ale po co tyle tego miąższu? Po co to jest takie duże i smaczne? Czemu słodkie? I te nasionka ułożone tak równo i ten truskawkowy kształt całości. Niesamowite!
Gdyby tym światem rządziła ewolucja, to truskawka byłaby niejadalna. Byłaby twarda i miałaby kolce. I nikt by nie mógł jej zjeść, bo co za interes ma truskawka w tym żeby ktoś ją zjadł?
Rozmnażanie truskawki
Ostatnio się zastanawiam, jak wielkie musimy mieć szczęście, że istniejemy. Co by było, gdyby pierwsza, powstała przypadkowo komórka, nie umiała się rozmnażać? Umarłaby po chwili i tyle by z tego było. A na kolejną czekalibyśmy miliony lat.
Sam fakt, że powstał kod DNA i jednocześnie powstał mechanizm, który go powiela, jest już chyba cudem. I że to wszystko działa…
Weźmy taką truskawkę. Do życia potrzebuje glebę, powietrze, wodę i słońce. I z tego rośnie owoc!
Owoc ziemi
Pewnego razu stałem sobie na ganku i patrzyłem na tą całą zieleń. I dotarło do mnie, że rośliny to mechanizmy przetwarzania tych czterech podstawowych rzeczy. A każda przetwarza je inaczej. I co innego z tego jest. Zawierają w sobie program, który wie jak to wszystko zrobić. I żyją tak sobie odkąd powstały i nie degenerują się.
Kto patrzy
A jeszcze bardziej niesamowite jest to, że ktoś spojrzał na te truskawki i coś o nich pomyślał. Jego rodzice musieli się zejść. Jak to możliwe, że powstały płcie? Dwa organizmy, tak różne, a jednak podobne, które się łączą i tworzą coś nowego? Ewolucja? Jak?
-
Opublikowano w: GruszkiDzisiaj jest bonusowy dzień wolny od pracy, więc w kościele zrobili sobie spotkanie na świeżym powietrzu. Zaprosili też inne kościoły, toteż pojechaliśmy tam z Waldkiem. Więcej chętnych nie było, ale to nic nie szkodzi, bo ja zaraz opowiem, co się działo.
Wstęp
Zdumiało mnie, że wioska, w której to się odbyło, jest zamieszkana przez tak wiele chrześcijańskich rodzin. A jeszcze bardziej, że niektóre znam.
Dojechawszy, zaparkowaliśmy wśród traw i weszliśmy na obejście.
Zrobiłem rundkę po okolicy i zainteresowało mnie wyposażenie ogniska. Ognia wprawdzie nie było, ale wokół utwardzonego okręgu stały ławki. Okazało się, że 30 lat temu służyły za siedzenie w kościele. Pytam: gdzie indziej mógłbym coś takiego zobaczyć?
Pojedliśmy, popiliśmy i pogadaliśmy. Zdumiało mnie zachowanie ludzi. Nawet, gdy coś zrobiłem, w moich oczach nie tak, to nie zaburzyło relacji i ludzie nadal byli gotowi być uprzejmymi i jakby tych moich drobnych nietaktów nie zauważać.
Przemowy
Potem ludzie gadali do mikrofonu. Paru jakichś ważnych typków. Już się zastanawiałem, gdzie położyć się spać, gdy ktoś zaproponował aby oddać głos Kamili.
Widać było różnicę. To, co ona mówiła, to nie było mini-kazanie. To była relacja człowieka, który naprawdę ma kontakt z Bogiem i żyje jego słowem. Ma wielką wiarę i chęci.
Opowiadała o tym, jak zrobiła coś, co było śliskie moralnie, ale Bóg jej tak powiedział i zaufała.
Mówiła też, że gniew jest grzechem i że Bóg ją pozbawił gniewu.
Co o tym myślę?
Waldek spodziewał się, że zabiorę głos w którymś momencie, ale myślę sobie „Nie będzie dwóch solistów na tej imprezie”. Z resztą, po tym, co mówiła Kamila, to co ja mam do powiedzenia?
Zastanawiałem się, co ja bym zrobił, gdyby Bóg kazał mi zrobić coś, co wydaje mi się niemoralne. Myślę, że w pierwszym odruchu pomyślałbym „to nie Bóg” i uważam, że po tym, co przeżyłem, mam prawo do takich wątpliwości.
Robiłem w życiu różne dziwne rzeczy, bo wydawało mi się, że Bóg mi tak mówi. Co ciekawe, nie wszystkich żałuję. Na przykład kiedyś chodziłem nago po szpitalnym korytarzu. Ale, z drugiej strony, hit mojego życia to skok do rzeki, którego konsekwencje ponoszę do dziś w postaci tabletek i zastrzyków, które regularnie przyjmuję.
Są też rzeczy, które naprawdę były od Boga. Są obietnice i wyjaśnienia. I to słynne „Czekaj”, które rządzi moim życiem do dziś. A są też sprawy, które zawaliłem, bo choć były od Boga, to nie zrealizowałem.
Myślę więc, że pierwsze, co bym zrobił, to upewnienie się, że to, co słyszę, to faktycznie Bóg. Ale jak ktoś mi opowiada o takich rzeczach, to ja zakładam, że on już to zrobił i wie.
A gniew nie jest grzechem. W ogóle emocje nie są grzechem. To niedorzeczne. Jest napisane „Gniewajcie się, lecz nie grzeszcie”. Gdyby gniew był grzechem, to to zdanie nie miałoby sensu.
Kamila powiedziała jednak coś prawdziwego. Gniewała się dużo na ludzi, bo umiłowała to. A potem przestała. Niestety popadła w drugą skrajność, a ja nie jestem zachwycony, gdy ktoś mówi, że nie jest w stanie się gniewać. Brzmi jak kastracja mózgu.
Dlaczego?
To jest pytanie, które padło: Dlaczego ludzie odchodzą z kościoła? Dlaczego opuszczają Boga?
Więc ja myślę, panie Pastor, że to nie z ludźmi coś jest nie tak. Może to my robimy coś źle. Ja bym na przykład wolał więcej takich spotkań, na które przyszła taka Kamila.
W ogóle dlaczego kościół ma wyglądać tak jak wygląda? Dlaczego niedziela? Dlaczego kazanie? Dlaczego piosenki? Dlaczego kawa?
Może forma ludziom nie pasuje. Ja bym na przykład pojechał z kimś na spływ. Spędzić trochę czasu w kontekście innym niż kościelny. Gdzieś, gdzie będą też inni ludzie, a nie tylko chrześcijanie.
Chciałbym robić z ludźmi inne rzeczy niż tylko śpiewać, modlić się, być nauczanym i tym podobne sprawy.
Wolałbym więcej rozmów, ciekawych opowieści, spędzania razem czasu. To byłby kościół. Bo koncert i wykład można obejrzeć w internecie. Kiedyś były synagogi. I tam ludzie słuchali przemówień. Teraz kościół stał się taką synagogą. Może być nią też, ale dlaczego jako główny punkt programu? I dlaczego jeden facet ma przemawiać? Są ciekawsze formy jak rozmowa, wywiad, czy debata.
Myślę więc, że to, że ktoś przestał chodzić do kościoła, to nie znaczy, że odwrócił się od Boga. A jak ktoś chodzi do kościoła, to nie znaczy, że ma kontakt z Bogiem. Dla mnie to są sprawy zupełnie rozłączne.
Betel
Zbór, który to organizował, a który przewinął się w moim życiu kilka razy, nazywa się Betel. I ja od niedawna wiem, co oznacza ta nazwa, bo natknąłem się na nią w Biblii.
Jakub, syn Izaaka, syna Abrahama, wędrował sobie po ziemi, ale się zmęczył, więc poszedł spać. Przyśniło mu się otwarte niebo i aniołowie kręcący się po drabinie w te i we wte. Nazwał to miejsce Betel i powiedział:
Zaprawdę, Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem.
I ja mam wciąż nadzieję, że kiedyś się obudzę, spojrzę na swój pokój, dostanę objawienia i westchnę w zachwycie wypowiadając te słowa.
Podsumowanie
Na spotkaniu była więc jedna Kamila, o której warto napisać notkę. Ona opowiedziała świadectwo, podczas gdy wszyscy inni wygłosili kazanie. Nawet jeśli się myli, nawet jeśli coś źle słyszy, to jest całym sercem za Bogiem. Tak ja to widzę. I w tym bardzo przypomina mi mnie samego.

