Majonez życzy wesołych Świąt

Jadę na oparach optymizmu.

Kto pisze dialogi w mojej głowie? Chciałabym go zwolnić!

Każde pytanie zdradza odpowiedź – co jest dla ciebie ważne

Bóg kocha wolność!

Promocja! Dzisiaj papier toaletowy 20% taniej!

„Umarła na milczenie bliskość”
Paweł Wójcik

Myślę, więc mnie nie ma

„Prawdziwie Pan jest na tym miejscu, a ja nie wiedziałem”
Księga Rodzaju 28:16

„Wierność cieniom zgubnych złud”
JK

To klawiatura pisze. Ja jestem tylko narzędziem.

„Frustrat skargę śle, laureat pisze odę”
JK

Byłem idealnym rodzicem… do czasu gdy urodziło mi się pierwsze dziecko.

„Jej matka była aktorką wędrownej trupy, ojciec zaś trupem wędrownego aktora.”

Moje życie to nieprzyjemny dodatek do marzeń.

Łukasz nie śpiewał refrenów, bo nie lubił się powtarzać.

Bierność to czy zaufanie?

Czym się różni słoń od fortepianu? Fortepian można zasłonić, a słonia nie można zafortepianić

„A tam rosną poziomki”

Po celach do trupa

„Nasz uśmiech nie jest maską smutku,
a dobroć nie jest wyrzeczeniem.
I nawet więcej, niż są warci,
niekochających żałujemy.”

Wisława Szymborska

Behind your wire with nation złączym.

Czy fajtłapa to tyle co walcząca ręka?

Reklamy gwałcą mnie przez uszy.

Mówili mi „Nie biegaj po korytarzu!”
A ja mówię „Biegaj, bo kiedyś będziesz stary i gruby i nie będzie ci się chciało.”

„Niby pod prąd poginam. Ale czy to przekora jeszcze, czy już rutyna?”
Łona

Jak ludzie robią coś głupiego to prawdopodobnie chodzi o bezpieczeństwo.

Wszyscy się poświęćmy. Dla wspólnego dobra.

„Rzeczy, które robimy często, wchodzą nam w nawyk. Rzeczy, które robimy rzadko, przerażają nas.”

Jest różnica pomiędzy byciem nieskorym do mówienia, a byciem chorobliwie milczącym.

Idealnie znaczy po mojemu.

„Tylko dzieci to ludzie. Później się z tego wyrasta.”

Moje myśli to nie jest moja prywatna książka. To jest forum.

Czy życie człowieka to tylko funkcja przemieszczenia jego kończyn w czasie? Czy nie chodzi o coś więcej? O coś, co mamy w głowach?

Wszystko to za jaje gdy się z pracą nie rozstaję.

Dla muzyków: Cis Dis PiS

Nie umiem przekonać siebie samego, że chcę czegoś innego niż chcę.

Ćwiczę mięsień duszy

Prawica, lewica, odbytnica

Świat stoi przed tobą (p)otworem

Żadna godzina nie żyje dłużej niż 60 minut

Scrollowanie sfrustrowanie

To, co robi nauka, to jest nieustanne dochodzenie do reguł na podstawie przykładów.

Życie jest jak gra w Mastermind – zgadujesz, jakie kolory są po drugiej stronie.

Marzą mi się przygody, a tu praca.

Niełatwo się żyje, gdy się mieszka we dwoje w jednym miejscu, a wokół kibice krzyczą, co masz robić.

Moje mieszkanie to mój dom. Ale jest to też dom mojego kota. Jeśli on uważa, że coś powinno leżeć na ziemi, to może ma rację.

W teatrze życia gramy samych siebie.

Nieważne, co ja zrobię. Ważne, co Bóg zrobi.

Jeśli popełniam błędy to znaczy, że się uczę. Jeśli Bóg mnie karze to znaczy, że mu na mnie zależy.

„Czy w krwi masz szczęście? Zrób morfologię”
DKA, Nic o nas bez nas

Skóra mi twardnieje od chłosty?

Muchy są po to żeby koty miały się czym bawić.

Ważniejsze niż to żeby robić poprawnie jest to aby robić po swojemu.

Gdzie są moje skrzydła?

Tak się zastanawiam. Czy wyłączanie reklam na YouTube w sobotę to już praca?

Bóg boruje ząb mojej duszy. Bez znieczulenia.

Nie ma nic gorszego niż ludzie kierowani przyzwoitością.

Pchłassy Filisem

Raczej nie ustawiaj jako pin roku urodzenia Jezusa.

„Poprawianie zabija kreatywność”

Czy często masz ochotę zmieszać kogoś z błotem?

Słowa tną rzeczywistość jak pijany drwal kłodę.

Od milczenia do kłamstwa jest niedaleka droga.

Cenzurujesz to, co czujesz?

Diabeł ma bogatą ofertę. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Mama mówi: Będą się z ciebie śmiali. Bóg mówi: Niech spróbują.

Przekaz pisany to emanacja świata duchowego na fizyczny.

Dręczenia naszego codziennego odpuść nam dzisiaj.

Robię błędy! Robię błędy! Robię błędy!

Milczenie zabija

Uważam, że moje motta są bardzo mądre.

Luka w prawie jest wtedy, gdy litera prawa nie odzwierciedla ducha prawa.

W zdrowym duchu zdrowe ciało.

Są w życiu dobre i złe chwile. Z dobrych się ciesz, a złe przeczekaj.

Nie pozwól odebrać sobie marzeń logicznym argumentom

Na wpis zaprasza producent parówek z szynki.

Miłość to lek bez efektów ubocznych

Życie jest jak tort. Najpierw nie ma nic. Potem, jak się udekoruje, to jest rewelacyjny i sensacyjny; robi dobre wrażenie. Ale potem znika i nie ma go już.
Gracjan Roztocki

Dla czystych wszystko jest czyste, dla skalanych zaś i niewiernych nie ma nic czystego, lecz duch ich i sumienie są zbrukane.
List do Tytusa 1:15

Skąd dzieci mają tyle energii? One się po prostu nie przejmują tymi wszystkimi nieważnymi rzeczami, którymi dorośli przywykli się przejmować, takimi jak piasek w butach, mokry rękaw, czy czystość podłogi.

Dorośli! Gdyby wasze dzieci przejmowały się wszystkim, co do nich mówicie, to stałyby się takie jak wy. I nie mam złudzeń – w końcu się staną.

Któż porówna cierpienie dwóch różnych osób?

Bóg zna się na komputerach

Ja mam najwięcej pokory!

Według kota wszystko należy do kota.

„Sytość zabije nawykłych do głodu.”

„Nikt nie ma kontroli nad demonami, które czasem przychodzą pobroić.”

On wierzy, że ma ducha Bożego, co strzeżego.

‎Bóg naucza, diabeł przesadza

‎”Nie ma w górze głowy Bóg. Nie ma w dole Boga nóg.”

„Bądźcie więc poddani Bogu, przeciwstawiajcie się natomiast diabłu, a ucieknie od was.”
List Jakuba 4:7

‎”Żałobne szumią tuje. Pompy nikt nie pompuje.”

„Jesus rose from the grave. And you can’t even get out of bed.”

Żeby dobrze wychować dziecko to trzeba samemu być dobrym

Myślę, że Bóg się śmieje za każdym razem gdy ktoś próbuje puścić cichacza

‎”A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich.”
Pierwszy list do Koryntian 15:2

‎”Nauka bowiem krzyża głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy zbawienia”
Pierwszy list do Koryntian

Nie jestem pewien, czy chcę zjeść tego cukierka… Jak to wpłynie na losy wszechświata?

‎”Koń jest i zostanie” […]
w kontekście samochodów

„To jest okej czuć się nie okej.”
słowa nastolatki, która wyszła z depresji

To, że mam schizofrenię nie oznacza, że Boga nie ma.

Mam wrażenie, że im bardziej ludzie są zepsuci, tym większą wagę przykładają do stwarzania pozorów moralności.

‎Skoro martwi się nie żywią, to dlaczego żywi się martwią?

‎To z materii powstała świadomość, czy świadomość stworzyła materię?

Nauka może wyjaśnić wszystko, ale dalej nie wiesz, kto pociąga za sznurki.

Bóg stworzył świat w 7 dni. Ciekawe jak długo projektował.

smutek

  • Bajka, czy przypadek – w co wierzysz?
    Opublikowano w:

    „Zakręć to porządnie, bo znając życie wyleje mi się w torbie.”

    Niepozorna wypowiedź nieznanej mi kobiety okazała się być ziarnkiem, z którego wykiełkowało wiele przemyśleń i wiele emocji.

    Bo właściwie dlaczego, jeśli ktoś „zna życie”, to ma się po nim spodziewać wszystkiego, co najgorsze?

    Czy ta kobieta, którą minąłem w drodze do przychodni, naprawdę zna życie? A jak ktoś jest optymistą, to co? Nie zna życia? A czy ktokolwiek jest na świecie, kto zna więcej niż tylko swoje życie?

    Może pastor. Albo ktoś zaufany. Ale czy oni znają życia innych ludzi? Chyba tylko z tego, co ci ludzie sami opowiedzą. Ale czy ktokolwiek zwierzy się z prawdziwych przyczyn swojej niedoli? Czy człowiek w ogóle je zna?

    A jaka jest przyczyna mojej własnej niedoli? Dlaczego nie mam dziewczyny? O, to jest gruby temat. Może po prostu nie byłem gotowy. Ale dlaczego pytam o to teraz, gdy zdaje mi się, że w końcu jestem?

    Boże! Dlaczego uczyniłeś mnie niegotowym przez tak długi czas? Przecież wymyśliłeś mnie przed założeniem świata. I chyba wiedziałeś, że tak będzie? Czy nie?

    Już teraz rozumiem, co musi czuć dziecko, któremu ktoś mówi, że jest „opóźniony w rozwoju”. Opóźniony względem czego? – Pytam. Mam na to tylko jedną odpowiedź: Opóźniony względem własnych oczekiwań.

    Bo wiem, że się powtarzam, ale, Boże! Gdybym to ja planował swoje życie… gdybym to ja…

    Ale wiem. Przecież wiem, że jesteś dobry, ufam Ci i wierzę w Twój plan.

    Tutaj rozważanie zostało przerwane. Zbliżałem się do przychodni i nie chciałem do niej wejść w tak rozżalonym stanie. Nie zniósł bym tych emocji będąc zamknięty w czterech ścianach i suficie. Musiałem więc doprowadzić się jakoś do ładu.

    W drodze powrotnej czekał mnie ciąg dalszy. Nie pamiętam, o czym wtedy pomyślałem, ale dobrze pamiętam odpowiedź:

    A ty byś chciał za darmo!

    I dotarło do mnie, że to, co się ze mną teraz dzieje, to nie jest dopust boży. Bóg nie zasnął. Nie ma, że „Shit happens”. Ja teraz płacę cenę za coś, co Bóg dla mnie przygotował. Nie wiem, co to jest, ale sądząc po cenie, musi to być coś naprawdę super.

    I nie, to nie jest moja wina, że nie mam dziewczyny. To nie jest w ogóle wina. I to nie jest moja strata – te wszystkie lata. Podobnie jak, gdy idę do sklepu i wydaję 60 złotych na miód. To nie jest moja wina, że straciłem 60 zł. Ani moja zasługa, że mam miód. To jest transakcja. Decyzja. Wybór. Coś za coś.

    Mógłbym powiedzieć: Co to za wybór, że Bóg przygotował dla mnie nie wiadomo co i nawet nie pyta o zdanie? Ale przecież ja wybrałem to życie. Zdecydowałem się na to, że Bóg kieruje moim życiem i biorę to z dobrodziejstwem inwentarza. Bo przecież to jest mój wybór, że pewnego dnia nawróciłem się i zostałem chrześcijaninem. To nie jest błąd, przypadek, ani mniejsze zło.

    To jest super i wiele jest ludzi mniej szczęśliwych ode mnie. Bo każdemu czegoś brakuje. Każdy ma swoje „po coś” i „dlaczegoś”. Nie ma przypadku w tych nieszczęściach, których ludzie doświadczają.

    Bo ja lubię wierzyć w bajki. Jezus zmartwychwstał – brzmi jak bajka. Ale ja właśnie to lubię. Bóg ma dla mnie dziewczynę – kolejna bajka, w którą wierzę.

    Bo patrzę w przeszłość i myślę sobie: „Przyszłość będzie taka sama”. A to jest wielkie kłamstwo.

    Zatem, nie żyję w świecie, w którym „Shit happens”. Nie. Żyję w świecie, który jest skrzyżowaniem kilku miliardów bajek. Niektórzy mają życie jak z Disneya. Inni Braci Grimm. 7 miliardów bajek. 7 miliardów „po coś” i „dlaczegoś”, a nie chaos przypadku.

    I tak, jedna kobieta, która szła ulicą z trzema dziewczynkami, i powiedziała do jednej z nich coś, co wydawało jej się oczywiste, zmieniła moje postrzeganie świata.

    I niech ktoś mi powie, że to nie jest bajka.

  • Zbyt krótki obóz – Odwyk Camp 2025
    Opublikowano w:

    Przystojny młody mężczyzna siedzi przy komputerze. Pisze smutny wiersz za wierszem. Czasem skrobnie wpis o swoim życiu.

    To jego rutyna. Zawsze ten sam stół. Ten sam ekran. To samo tło pokoju i ten sam wchodzący mu w paradę kot.

    Łukasz! Chcesz pojechać na No Fear Camp?

    Nie zapytał nikt, lecz mężczyzna odpowiedział modlitwą do Boga:

    Jak znajdziesz mi kogoś do ogarnięcia moich sześciu kotów przez dziesięć dni, to pojadę.

    Krótko później przyszła odpowiedź:

    Nie będę ci nikogo szukał.

    Do ostatniej chwili nie wiedział. Jaki to ma sens jechać 550 kilometrów na trzy dni? „Nigdy nie jechałem tak daleko samochodem jako kierowca.”

    Boję się jechać

    Przyznał. Lecz natychmiast przyszła kontramyśl:

    A nie boisz się nie jechać?

    Więc pojechał. Trzy dni na polu namiotowym. Obóz po obozie. Odwyk Camp jako Extra Time po obozie językowym.

    Podróż

    Wiedząc, że czeka go 6 godzin jazdy, Łukasz wyposażył się w atrakcyjną playlistę. Sześć godzin ciszy.

    Skupiony na drodze, jechał. W połowie drogi, samochód mu przypomniał o postoju.

    Pomyśl o zrobieniu przerwy

    Powiedział samochód.

    A co? Zmęczyłeś się?

    Spytał mężczyzna. Ale nie kłócił się. Zjechał na najbliższą stację.

    Powitania

    Przyjechał punktualnie. Z dokładnością do trzech minut. Niczym czarno-czerwony rycerz na czarno-czerwonym koniu, zaparkował przed wejściem.

    Wysiadł z samochodu i nie wiedział, co ze sobą zrobić. Służba powitalna dała ciała.

    Martin nagrywał właśnie filmik jak ludzie „jeżdżą”, jak na koniu, na drogowskazie na Odwyk Camp.

    Łukasz nie chciał przeszkadzać. Przywitał się tylko z Dominiką i poszedł szukać Irka.

    Początki

    – Cześć Irek!

    – Cześć Aliktus!

    – Rozbiłeś się już?

    – Nie.

    Więc Aliktus poszedł szukać dogodnego miejsca. Dobry człowiek pomógł w wyborze, a także w rozstawianiu namiotu i noszeniu rzeczy.

    Jedzenie

    Łukasz jest na diecie żebraczej. Polega to na tym, że wszystko może zjeść, ale niczego nie może sobie kupić.

    Przyjechał z pewnym zapasem żywności, który dostał od babci, ale kto by chciał przez trzy dni jeść chleb z serem albo mielonką?

    Dwa razy zjadł kiełbaskę z ogniska. Raz nawet dostał upieczoną.

    Piwo 0%, które ktoś mu darował, przydało się bardzo. Posmakował bowiem MARMITE, które było ohydne.

    Ostatniego dnia wydarzyła się sytuacja, która po raz kolejny utwierdza Łukasza w przekonaniu, że Bóg przyznaje się do jego diety.

    Siedzieli wszyscy w jednym miejscu. Nagle Łukasz poszedł ogarniać swój namiot. Właśnie wtedy ludzie zamawiali sobie jedzenie. Gdy Łukasz wrócił, dowiedział się, że został bez szamy.

    Przy odrobinie inicjatywy, Aliktus pozyskał jednak jedzenie. Dostał od każdego kawałek. A potem nawet był deser w postaci lodów.

    Kryzys

    Łukasz jak zwykle miał pewien problem żeby się odnaleźć w obozowej sytuacji. Jego braki w umiejętności komunikacji prowadziły go do alienacji.

    Punkt kulminacyjny alienacji miał miejsce drugiego dnia. Łukasz poszedł do namiotu, wyciągnął z niego kocyk i położył się na trawie.

    Leżał tak długo, chwilami zasypiając, aż o godzinie 15:55 dostał wiadomość od mamy z pytaniem:

    Jak tam dziś u ciebie?

    Łukasz z pewną dozą dyplomacji oraz dyskrecji, a także skrytości owiniętej w uprzejmość, odpowiedział:

    Pogodnie

    Jednak mama nie dała się zwieść. Znała te zagrywki swojego syna. Spytała więc wprost:

    A dobrze się bawisz?

    Łukasz zdecydował się na szaleńczy krok. Odpowiedział szczerze:

    Nie

    Pogadali sobie z mamą, a Aliktus miał myśli w stylu:

    Już nigdy nie przyjadę na Odwyk Camp!

    To był jego największy kryzys, bo w całej historii Odwyk Campów, jeszcze nigdy tak nie pomyślał.

    Fajności

    A potem minęło i było fajnie. Łukasz przyjechał na obóz przygotowany na to aby pochwalić się swoją twórczością. Rozdał kilka egzemplarzy „Poezji bazgranej” i pokazał swój album z nadrukami na koszulki.

    Była tam dziewczyna, która też miała rysunki. Łukasz z przyjemnością oglądał jej szkice. Gdy wyjeżdżała, miał mały dylemat, bo nie przyszła się pożegnać.

    Być może kiedyś Łukasz zamknąłby się w sobie z tej okazji, ale nie dziś. Poszedł jej szukać, a gdy znalazł, ona też się ucieszyła i pożegnali się serdecznie.

    Były też rozmowy z Irkiem, z którym mieszkali w jednym namiocie. Uświadomił Łukaszowi, co robi źle w kwestii komunikacji.

    Poszli więc do stołu i wywiązała się rozmowa z Bartkiem, który uświadomił Łukaszowi to, co już dawno wiedział, że jest coś takiego jak Cupsell, gdzie można wgrać swoje grafiki, a oni je nadrukują i sprzedają jako produkt. Łukasz słyszał też o alternatywach, o których postanowił dowiedzieć się więcej.

    Ostatniego dnia grali w karty. Łukasz dołączył do gry, której wcześniej nie znał. I jak to się stało, że za każdym razem był wśród wygranych, tego sam nie wie.

    Wyjazd

    Ostatniego dnia było sprzątanie. Łukaszowi przypadło suszenie umytych naczyń i zanoszenie ich do domku. W miejscu, gdzie wycierał szmatą gary, świeciło wtedy słońce. W pewnym momencie wyczerpał się jego limit przebywania na słońcu, więc wrócił do cienia.

    Nie mógł też zwinąć namiotu, bo był w pełnym świetle. Czekał więc aż cień obejmie ten teren.

    Gdy to się stało, zaczął się zbierać. Skorzystał z oferowanej mu pomocy przy składaniu namiotu.

    Po spakowaniu wszystkiego do samochodu, została niewielka grupka ludzi. To właśnie wtedy był żebrany posiłek z lodami i granie w karty.

    Łukaszowi trudno było się rozstać z ludźmi.

    Ten obóz ledwo skończył się zaczynać, a już zaczął się kończyć!

    To zdanie wymyślił później, ale fakt, że gdy zaczął się dobrze bawić, obóz dobiegł końca.

    Powrót

    I tak, decyzję o powrocie podjął warunkową. Powiedział:

    Panie Boże! Ja wyjeżdżam. Chcesz, to mnie zatrzymaj.

    Nie zatrzymał go jednak. Czarno-czerwony rycerz na czarno-czerwonym koniu zakończył przebywanie w tym miejscu.

    19 – 21 lipca 2025 roku, Gosprzydowa koło Gnojnika.

    PS

    Ja rzeczywiście zrobiłem ten sklep.

    SKLEP – jest tutaj

    Napisz, na który motyw najbardziej czekasz, to będę miał motywację aby rozwijać sklep. Motywy znajdziesz na stronie głównej mojego gruszkowego imperium, czyli tutaj:

    Gruszkowe Imperium – strona główna

  • Przemyślenia na sobotę
    Opublikowano w:

    Dzisiaj moi przyjaciele mieli chrzest. Swój własny, a nie małych dzieci, bo to sensowni przyjaciele są. No i była impreza i było fajnie i wesoło i w ogóle.

    Ale wróciłem do domu i zastał mnie tu mój własny, prywatny, osobisty, odwieczny smutek. Ale ja nie o tym. Bo miałem tu wśród tych emocji przemyślenia. Przemyślenia na sobotę.

    DNA tego świata

    Każdy żywy organizm ma program, który określa jak on działa. Pomijając różne ingerencje, wszystko, co się dzieje, jest efektem tego programu.

    A co jeśli cały świat ma jakieś DNA? Zapisane gdzieś w przestworzach. Może świat został stworzony z całym potencjałem wszystkich zdarzeń, jak łańcuszek klocków domino?

    Może księga życia, którą ma Bóg, w której są zapisane nasze imiona, nie jest książką telefoniczną, lecz fabularną? Może ona się rozwija każdego dnia jak żyjemy? Może Bóg czyta kolejne karty i staje się nasze życie? Może to wszystko jest już zapisane?

    Przyczyny i skutki

    Może życie to jedna wielka gra? Zabawa, która ma swoje zasady. Bóg zna te zasady, ale my możemy je tylko przeczuwać, doświadczać, ewentualnie przeczytać.

    Są pewne zasady rządzące światem. Na przykład:

    Pycha idzie przed upadkiem

    Ale jest ich więcej:

    Wybaczaj ludziom
    Módl się za rządzących
    Nie gniewaj się bez przyczyny
    Kochaj siebie, Boga i ludzi

    Są to mądre rady nie tylko dla chrześcijan. Mi naprawdę dużo pomogło jak przestałem się wściekać na rządy, prawo i ludzi.

    Dlaczego wymieniłem akurat takie zasady? Bo jeśli miałbym gdzieś szukać prawdy o świecie, to w Biblii. Taki mój wybór. Nie wierzę już w naukowców, lekarzy i specjalistów. To są tylko ludzie.

    Są więc zasady tego świata. Wskazówki, co robić aby dobrze na tym wyjść. Ale krążą też po świecie potworne kłamstwa, w które ludzie wierzą i są przez to nieszczęśliwi i nieszczęścia ich spotykają. Nieszczęścia, na które sami zasłużyli zgodnie z jakąś niepojętą regułą życia.

    Gra w karty

    Przyszło mi też do głowy żebyśmy się nie oskarżali o to, że coś zrobiliśmy nie tak, jak można by najlepiej. Bo nie zawsze mamy w dłoni kartę cierpliwości, kartę radości, kartę wyrozumiałości, uprzejmości, miłości. Czasem mamy tylko kartę złą i gorszą i coś trzeba zagrać.

    Nie przejmuj się! Będzie następna tura. Zawsze jest.

    Świat niematerialny

    Kiedyś jechałem sobie z mamą na działkę i nagle mówię do niej:

    Znalazłem dowód na istnienie świata niematerialnego.

    „Tak, jaki?”

    Otóż jest coś, co nas otacza. Coś, co ma zastosowanie na całej tej drodze, a tego nie widać.

    „Co to jest?”

    To ograniczenie do 40 km/h

    Jak ktoś mówi „Boga nie ma”, to używa do tego słów, które same z siebie są czymś niefizycznym. Jak ktoś mówi „duchy nie istnieją”, to mówi to, samemu będąc czymś więcej niż ciałem.

    Końcówka

    To takie moje przemyślenia na sobotę. Niektórym te moje przemyślenia się podobają. Zachęca mnie to, więc piszę.

  • The Sad Story
    Opublikowano w:

    Jesienny poranek budzi mnie chłodem i mglistym światłem wschodzącego słońca. Gorące kakao w moim ulubionym kubku paruje mi przed twarzą. W ręku kabanos i kawałek chleba. Siedzę w kuchni i patrzę przez okno na piękną przyrodę. Zamyślam się. Nagle na parapecie siada ptak.

    „Coś ty za jeden?” Myślę sobie. „Też jesteś sam, malutki?” Jednak na parapet siada drugi, ładniejszy.

    Przyglądam się ptakom. W ręku kakao. Nie mogę opanować wzruszenia. Ostatnio byle co wytrąca mnie z równowagi. Łzy płyną mi po policzku i spadają na suchy chleb.

    Już od dziesięciu lat mieszkam tu z mamą. Tyle się zmieniło, a jednak wszystko jest tak samo. Nie żebym był dzieckiem. Mam czterdzieści parę lat. Lekcje wszystkie odrobiłem. Zwłaszcza tę z samotności. Przećwiczyłem, ale nie mogę oddać kartki. Wciąż zapisuję na niej nowe rozdziały. O! Na przykład ten z listopada 2019 roku:

    Google szacuje moją płeć i wyświetla mi reklamę prezerwatyw. 10-letnia Inez zmienia status na „W związku”. Pewien grajek śpiewa „Rzewną balladę o pewnej porze roku”.

    Każda z tych rzeczy z osobna wprowadza mnie w nastrój smutku, żalu i rozrzewnienia. Niezaspokojone potrzeby dają o sobie znać.

    Nie uskarżam się. Jest to miłe uczucie, choć smutne. Jestem zadowolony, że nie mam nieślubnych dzieci, byłych żon i alimentów.

    Nie mam Bogu za złe, choć dobrze wiem, że to jego sprawka, że w moim życiu nie ma żadnych dziewczyn. Wiem, że on wszystko robi we właściwej kolejności. Ufam, że na wszystko przyjdzie czas.

    Łatwo mi było wtedy to napisać. Dziś coraz trudniej, gdy czas leci, ufać. Wczoraj w pracy szef mnie spytał, co mi jest, bo siedziałem przy biurku i płakałem. W uszach miałem słuchawki. Odpowiedziałem, że muzyka mnie wzruszyła.

    To prawda. W piosence był tekst: „Każdy z nas jest siewcą”. Pomyślałem sobie jednak, że nie każdy. Ja nie jestem. Moje nasienie idzie tylko w kibel. Smutny fakt wraz ze wzruszającą melodią zrobił swoje.

    A potem wróciłem do domu. I tak życie się toczy. Mijają dni. Mijają tygodnie. Mijają lata. A tu nic się nie zmienia. Tylko kolejne pokolenia ptaków siadają na tym parapecie.

    Disclaimer

    To opowiadanie to nie jest prawda. Tylko symulacja, co by było za jakieś osiem lat w najbardziej pesymistycznym wypadku. Choć np. cytat z 2019 roku jest prawdziwy. Napisałem to, bo w istocie jest mi akurat smutno i chciałem poćwiczyć wyobraźnię oraz poetycki styl. Dobrze mi to wyszło?

    Post Scriptum

    Gdy myślę o swojej sytuacji i porównuję ją z ludźmi, którzy mają żony i dzieci, to zawsze wkrada mi się taka myśl: „Czy ja jestem gorszy?” Z resztą nie tylko w tej dziedzinie. Gdy tylko jestem wśród ludzi, to zwykle jestem ten najmniejszy, nic nie znaczący, wiecznie smutny element.

    I, choć ludzie zapewniają mnie, że jest inaczej, mam wrażenie, że mógłbym zniknąć ze świata i nie zrobiłoby to żadnej różnicy. Podobnie z komplementami. Ktoś mi mówi, że zrobiłem dobrą robotę. Uśmiecham się i mówię dziękuję, lecz tak naprawdę nie dociera to do mnie. Te słowa przenikają przeze mnie jak przez powietrze. A może mi się wydaje?

    Gdy uświadamiam sobie to wszystko, to dociera do mnie, że coś mi jednak z Derelicta pozostało.

  • List do przyjaciela
    Opublikowano w:

    Drogi Przyjacielu!

    Nie korespondowaliśmy wcześniej ze sobą, więc nie odniosę się do Twojego poprzedniego listu. Piszę do Ciebie, bo chcę uporządkować, co tak naprawdę czuję i myślę. Wiem, że nie odpiszesz. Wszak jesteś fikcyjny. Nie widać Cię, tak samo jak nie widać Boga, z tym że On przynajmniej istnieje, a Ty nie. Piszę jednak do Ciebie wyobrażając sobie, że mam chociaż jednego przyjaciela, choć naprawdę nie mam żadnego.

    Ludzie mnie pytają „Co słychać?” Zazwyczaj dzieje się to na korytarzu, w przejściu, w hałasie, w międzyczasie, lub w innej niewygodnej sytuacji. Nie czuję się wtedy na tyle komfortowo aby opowiadać o swoim świecie wewnętrznym. Chętnie bym porozmawiał o swoim strachu, o swoim smutku, o samotności i przykrości. Jednak ci wszyscy ludzie są zupełnie usatysfakcjonowani odpowiedzą „Jakoś leci” albo „W porządku”. Jakby to cokolwiek tłumaczyło.

    Nikt też nie pyta, co robię. Nikogo nie obchodzi moje Resume z pięknymi ilustracjami, które zrobiłem sam. Nikogo nie obchodzi, że zrobiłem serię slajdów o miłości na podstawie listu do Koryntian.

    Raz pastor Emil spytał mnie, czym się zajmuję na codzień. Nie wiedziałem, co mu odpowiedzieć, bo akurat jestem na urlopie. Poza tym nie byłem pewny, czy pracę na 2/5 etatu można uznać za robienie czegoś „na codzień”. Powiedziałem mu o swoich wątpliwościach, a on przyjął tę odpowiedź i dalej o nic nie pytał.

    Podobnie jakaś kobieta, chyba jego żona, spytała mnie o to samo: „Czym się zajmujesz?” Odpowiedziałem, że niczym i ona to łyknęła. Nikt nie drąży dalej. Nikt nie pyta: „Co ciekawego zrobiłeś w ostanim czasie?”. Albo: „Z którego swojego osiągnięcia jesteś najbardziej dumny?”. Na takie pytania mógłbym odpowiadać. Mógłbym pokazać swoje Resume, albo przynieść foto-książkę. Może zaprosić na bloga.

    Ludzie nie potrafią ze mną rozmawiać. Nie wiedzą, jakie pytania zadać. Nie mają pojęcia, że człowiek nie będzie opowiadał o swoich prywatnych sprawach w hałasie albo w tłoku. A przecież potrzebuję tego. Potrzebuję sobie z kimś porozmawiać. Jest taki kurs ewangelizacyjny, Alpha. Waldek to zorganizował w KDK. Na ostatnim spotkaniu, które było wczoraj, powiedziałem szczerze, że się boję. Ale czas gonił. Pomodlili się o mnie żebym już się nie bał i musieliśmy się rozejść.

    Po wyjściu z budynku zacząłem się modlić. Musiałem się przełamać, ale w gruncie rzeczy całkiem to było fajne i zdumiałem się, jak bardzo sensowne rzeczy wypowiadałem w stronę Boga. Jak to dobrze, że On jest. Bo gdyby do tego wszystkiego, o czym Tobie piszę, dodać brak Boga, to byłaby kaplica.

    Chciałbym Ci opowiedzieć, jak bardzo jestem smutny w tym momencie. Jestem tak smutny, że nie chce mi się kompletnie nic. Na spacer za zimno. Rysowanie świnek mnie w tym momencie nie pociąga w ogóle. Grafikę na kazanie zrobiłem rano. Żadnych zadań, zero.

    Podsumujmy. O strachu pisałem. O smutku pisałem. O samotności też pisałem. O tym, że ludzie nie potrafią ze mną rozmawiać – tak. Więc to już chyba wszystko. A co u Ciebie? Robisz jakieś ciekawe projekty? A może zrobiłeś już dawno temu, ale wciąż jesteś z nich dumny? Jak się czujesz? Co jest Twoim dominującym uczuciem? Możesz wymienić kilka. Co by Ci sprawiło największą radość i na co w życiu czekasz?

    Z wyrazami szacunku, pozdrowieniami itp.

    Łukasz

  • Dlaczego A-lict
    Opublikowano w:

    Czyli historia mojej ksywki.

    Najpierw nazywałem się Derelict. A Dlaczego akurat tak?

    Otóż kiedyś, jak miałem jakieś 14 – 15 lat, Często miewałem doła… Albo cały czas miałem doła, nie pamiętam. W każdym razie, żeby lepiej zobrazować mój ówczesny stan psychiczny, przytoczę tu jeden z wierszy, jakie wtedy napisałem.

    Na dworze już ciemno,
    Chmury słońce zasłoniły,
    Nikogo teraz nie ma ze mną,
    Nikt nie powie mi „Mój miły”,

    Czuję wilgoć, czuję krople,
    Czuję coś na mym ramieniu,
    Całe ciało mam już mokre,
    Nie wiem jednak ciągle czemu,

    Wtedy lustro zobaczyłem,
    A w nim twarz mi dobrze znaną,
    Wszystkie rysy już z niej zmyłem,
    Łez potokiem dzisiaj rano…

    Pewnego dnia pojechałem do dziadka. A dziadek ma dużo książek. I wśród nich znalazłem słownik łacińsko-polski. Postanowiłem, że wymyślę sobe ksywkę. A, że prawdopodobnie miałem wtedy doła, to znalazłem słowo, które, jak sądziłem, najlepiej mnie opisuje: res derelicta – rzecz opuszczona, porzucona, zaniedbana. I tak powstała moja pierwsza ksywka.

    Później nazywałem się A-lict. Dlaczego?

    Otóż kilka lat później, nie miałem już takiego doła. Prawdopodobnie częściej się śmiałem i miałem ogólnie lepszy humor. Zobrazuję to wierszem z tamtego okresu.

    Drodzy ludzie, może nie wiecie,
    Lecz się dziwne dzieją rzeczy na świecie.
    Nie będę owijał, okrążał,
    Szybko powiem, do czego zdążam.

    Mianowicie: wczoraj o dziewiątej rano,
    Zalałem herbatę wodą gotowaną.
    I tego ważnego faktu nie ominę,
    Że z lodówki wyjąłem cytrynę.

    I choć cytryna nie jest dziwna,
    To przedziwna rzecz wynikła,
    Bo gdy już tą cytrynę sparzyłem,
    Umyłem, wytarłem i przekroiłem,

    To śmiechem diabelskim się zaniosłem,
    Na wysokość oczu ją podniosłem,
    I mówię do niej takie słowa:
    O cytryno! Ty mi się nie schowasz,

    Nie uciekniesz mi, nie znikniesz.
    Ja cię do herbaty wcisnę.
    I choć masz pestki, wiem to,
    To przyprawą będziesz przednią.

    Zużyję cię, wymnę, wyduszę,
    A potem do śmieci cię wyrzucę,
    Bo ja najlepszy jestem właśnie w tym,
    Tak, to ja jestem władcą cytryn!

    Ha Ha Ha, Ha Ha Ha Ha Ha!!!

    Stwierdziłem, że ksywka już do mnie nie pasuje. Któregoś dnia w przypływie radości postanowiłem zanegować swoją ksywkę. I tak powstał A-Derelict-A. To drugie „A” to dla symetrii. Jednak nieco później zauważyłem, że mój nick jest ciut za długi i przydało by się go skrócić. No, to proszę bardzo. Proste działanie: (A-Derelict) – Dere = A-lict

    Teraz nazywam się Aliktus. Dlaczego tak?

    A bo kiedyś grałem w cywilizację i stwierdziłem, że lepiej niż „wódz A-lict” brzmi „wódz Aliktus”

    Teraz używam na przemian A-licta i Aliktusa. Aliktusa używam zazwyczaj tam, gdzie nie można pisać myślników.

    Martin 2011-11-29

    O jaaa! Fajna ta historia. Lubię takie.
    I wierszyk o cytrynie mnie zafascynował. Aż mi się zachciało coś podobnego napisać teraz.

    Christopher 2011-11-29

    dobre

    Agnieszka 2011-12-18

    Ojej, jakie smutne..Mam nadzieję, że teraz nie ma już takich stanów.Pozdrowionka

×